Strona Główna Zakonu
* FAQ    * Szukaj
 * Zarejestruj    * Zaloguj 
Teraz jest 17-07-2019, 23:08




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku Posty: 1
Autor Wiadomość
 Tytuł: 1866
PostNapisane: 10-01-2018, 21:41 
Offline
Nowy rekrut
Nowy rekrut
Posty: 1
Płeć: nie podano/inna
- A oto właśnie jest Londyn!
Blondynka stojąca obok Cathriny nic nie odpowiedziała, wpatrując się z zachwytem w oświetloną promieniami powoli wschodzącego słońca panoramę miasta. Wdrapanie się na Big Bena było pierwszą rzeczą, jaką uczyniły zaraz po przyjeździe.
- Jak na Irlandkę, bardzo dobrze się tu czujesz.
- Jak na Irlandkę całkiem lubię kilku Anglików – odpowiedziała z uśmiechem Cathrina, po czym dodała – Oczywiście nie jest ich wielu… Rozejrzyj się dobrze, bo ten widok od dziś będzie ci towarzyszył przez bardzo długi czas.
Oliwia kiwnęła głową, jednocześnie szczerząc zęby. Ani na chwilę nie oderwała wzroku od spowitego o świcie mgłą miasta, które wspaniale się prezentowało.
- Stary, dobry Londyn – mruknęła Irlandka i zerknęła jednym okiem na młodszą dziewczynę– chodź, chcę ci kogoś przedstawić – mówiąc to naciągnęła kaptur na głowę i zeskoczyła z dachu prosto do ustawionego pod wieżą stogu siana, wykonując w powietrzu fikuśnego, lecz niepotrzebnego fikołka.
Oliwia uśmiechnęła się pod nosem.
- Sentymentalizm robi z ciebie kabotyna – mruknęła i podążyła za przyjaciółką
Londyn nawet z perspektywy „zwykłego śmiertelnika”, który zamiast dachów domów do poruszania się po mieście używał dróg, wyglądał niesamowicie. Ciepłe promienie słoneczne, które o poranku zaczęły zalewać prawie puste ulice, mieszając się z mgłą, tworzyły niesamowitą atmosferę w budzącym się mieście.
Asasynki szybko wspięły się na jeden z budynków. Widok, choć w naturalny sposób nie dorównywał temu z Big Bena miał w sobie coś niezwykłego, jednak kobiety nie podziwiały go dłużej niż kilka sekund. Liczyła się wygoda i szybkość przemieszczana, a chociaż na prawie pustych ulicach pojawiło się jedynie kilka postaci, to dachy zapewniały możliwość szybszego przedostania na drugi koniec miasta. Asasynki przemierzały kolejne dachy, starannie dobierając drogę przez przylegające do siebie budynki. Starsza Irlandka wyraźnie przodowała, prowadząc swoją polską pół-pryjaciółkę, pół-uczennicę, która po raz pierwszy znalazła się w brytyjskim mieście. Tak, Cathrina O’Neall była zdecydowanie w swoim żywiole. Jej brązowe oczy wychwytywały każdy, nawet najdrobniejszy szczegół dawno niewidzianego miasta. W Londynie czuła się jak ryba w wodzie, co prawda skażonej ,,templarską” zarazą, ale jednak w wodzie. Dwa lata czekała na tą chwilę, a teraz wróciła w pełnej chwale, w pięknie rozpoczynający się czerwcowy dzień. Biegnąca za nią znaczne niższa i młodsza dziewczyna cały czas podziwiała miasto. Jej zielone oczy nie skupiały się wyłącznie na szczegółach, ale ogarniały jak największą połać, wciąż pragnąc więcej. Londyn. Industrialne miasto które tak różniło się od Łodzi, gdzie spędziła dotychczasowe życie. Tu czuła zupełnie inną atmosferę, nie nasiąkniętą krwią bliskich, którzy powoli umierali w zawodnej, ludzkiej pamięci, stając się jedynie cieniem dawnych dni. Londyn miał być jej nowym domem. Domem, w którym miała być w końcu szczęśliwa, uciekając od przeszłości, której najwymowniejszą pamiątką był noszony przez nią granatowy, asasyński płaszcz odziedziczony po starszej siostrze, która oddała swe życie za bractwo i niepodległość w 1863 roku. Izabela już nie mogła wrócić. Oliwia bardzo dobrze o tym wiedziała, jednak nawet po trzech latach miewała złudne wrażenie, że to jedynie zły sen. A teraz biegła przez dachy domów jednego z najwspanialszych miast świata, wiecznie spowitego mgłą, tajemniczego Londynu i wiedziała, że już wkrótce przyczyni się do jego całkowitego wyzwolenia spod panowania Templaiuszy.
Ich bieg przerwało nagłe zatrzymanie się Cathriny na skraju budynku.
- Zapomniałaś drogi? – zapytała młodsza dziewczyna szczerząc zęby
- Nie, to nie to. Chodź tutaj i spójrz.
Oliwia zbliżyła się ostrożnie do krawędzi dachu i spojrzała w dół. Uliczka była całkowicie pusta, jeśli nie liczyć dwóch osiłków w czerwonych kurtkach, idących dość chwiejnym krokiem przed siebie.
- To właśnie Nędznicy – mruknęła z niesmakiem Cathrina patrząc na potykających się o własne nogi mężczyzn
- Zdecydowanie nazwałabym to obrazem nędzy i rozpaczy – zauważyła Polka przyglądając się członkom gangu z zawodem – W takim stanie jedyne zagrożenie jakie od nich bije to chyba nieznośny smród. Wiesz, że leżącego się nie kopie… Zostawmy ich lepiej, jeszcze przyjdzie pora na walkę
Cathrina parsknęła cicho starając się zakryć lekki uśmiech, jaki pojawił się na jej ustach i pokręciła lekko głową.
- Masz rację, chodźmy
Znów pobiegły przed siebie. Tym razem jednak nie obyło się bez zejścia z dachu, w celu przejścia na znajdujący się po przeciwnej stronie szerokiej ulicy rząd budynków.
- Już prawie jesteśmy – zawołała wesoło Cathrina podczas leniwej wspinaczki – Hej! Poczekaj dziecko! Moje stare kości nie są tak sprawne, jak twoje!
Oliwia, która stała już na szczycie, wesoło uśmiechała się patrząc na przyjaciółkę z góry. Obserwowanie wspinaczki Cathriny nie było jednak najciekawszą rzeczą na świecie, więc podeszła do przeciwnej strony dachu, chcąc pozachwycać się skąpaną we mgle i słońcu ulicą, na której widać było pierwszych ludzi. Wśród nich szczególnie wyróżniała się wysoka postać w białym płaszczu, ozdobionym indyjskimi ornamentami. Postać starała się poruszać w cieniu, co kilka sekund nerwowo rozglądając się na boki. Naciągnięty na głowę biały kaptur skutecznie rzucał cień na jej twarz.
- Asasyn? – szepnęła do siebie Polka marszcząc brwi
Postać nagle zesztywniała i zaczęła biec w dół ulicy. Za nią podążyło pięciu mężczyzn odzianych w charakterystyczne czerwone kurtki. Dziewczyna otworzyła szerzej oczy.
- Cholera – mruknęła i pobiegła po dachu
- Hej! Poczekaj! – zawołała Cathrina, która właśnie wdrapała się na budynek, ale Polka jej już nie słyszała
Oliwia biegła, mając na oku zarówno zakapturzoną postać, jak i grupę Nędzników. Postać starała się zgubić prowadzących pościg, jednak nie było to możliwe, więc biegła. Biegła, gdyż wiedziała, że prawdopodobnie zależy od tego biegu jej życie. I faktycznie, człowiek wyraźnie wysunął się na prowadzenie, poczym wpadł w pierwszą boczną uliczkę. Był to poważny błąd. Uliczka okazała się ślepa, a asasyn znalazł się w potrzasku. Wyglądał na bezbronnego i niezdolnego do stawienia oporu w razie bezpośredniego starcia, które miało nastąpić. Nie było czasu na myślenie. Zanim Cathrina zdążyła dogonić dziewczynę, Polka zeskoczyła z dachu, zanurzając swoje ukryte ostrze w karku jednego z Nędzników. W ciągu ułamka następnej sekundy rozcięła gardło stojącego najbliżej przeciwnika, do którego nie dotarło co się właściwie stało. Pozostała trójka nie zamierzała zginąć tak łatwo. Dwóch osiłków w tym samym czasie rzuciło się na dziewczynę, odgradzając ją od zakapturzonej postaci, która samotnie musiała zmierzyć się z trzecim mężczyzną. Wyższy z dwójki Nędzników zamachnął się wyjętym zza pazuchy tasakiem, podczas, gdy niższy posiadający o wiele mniej wyględną twarz i tłuste, blond włosy, spróbował podciąć nogi dziewczynie, która ledwo uniknęła obydwóch prób ataku, wpadając przy tym plecami na ceglaną ścianę budynku. Kątem oka zauważyła, że biały asasyn ledwo daje sobie radę z jednym, przewyższającym go o ponad głowę mężczyzną, ale jedyne co mogła w tej sytuacji zrobić to uchylić się przed ciosem blondyna, który założył Bóg-wie-skąd-wyjęte kastety. Nagle uliczka wypełniła się dymem. Polka wykorzystała sytuację i wbiła swoje ukryte ostrze prosto w brzuch atakującego mężczyzny. Rozległ się dosyć piskliwy, agonalny krzyk i człowiek padł trupem. Biała zasłona zaczęła rozpływać się w powietrzu i po kilku sekundach ujawniła makabryczny widok. Na ziemi leżało pięć powykrzywianych trupów byłych członków londyńskiego gangu. Pośród nich stały dwie postacie, z czego jedną z nich była wyraźnie niezadowolona Cathrina. Za nią stała tajemnicza osoba w białym płaszczu.
- Nie rób tak więcej – burknęła Irlandka, ściągając przy tym oliwkowo zielony kaptur
Jej twarz nie wyrażała gniewu ani rozczarowania, bardziej niepokój.
- Mogło ci się coś stać
- Raczej temu asasynowi – natychmiast usprawiedliwiła się Polka, wskazując przy tym otwartą dłonią na nieznajomego
Cathrina odwróciła głowę, aby spojrzeć na postać, a na jej piegowatej twarzy natychmiast pojawił się uśmiech
- No widzisz, chciałam ci kogoś przedstawić – powiedziała i przytuliła się do nieznajomego- jak miło cię widzieć Greenie!
Postać odwzajemniła uścisk i zaśmiała się cicho
- Ciebie również Cathrina. Londyn czekał na ciebie dwa lata. – spod kaptura wydobył się delikatny męski głos
Dwójka stała tak chwilę ciesząc się swoją obecnością. Nagle Cathrina oderwała się o mężczyzny i z wielkim uśmiechem spojrzała na młodszą dziewczyną.
- Popatrz kogo ze sobą przywiozłam – powiedziała szczęśliwie do mężczyzny – To Oliwia, asasynka z Królestwa Polskiego, Oliwia, to jest…
- Henry Green – powiedział pewnie mężczyzna zdejmując kaptur
Oliwia kiwnęła niepewnie głową, przyglądając się bacznie delikatnej twarzy mężczyzny na której malował się łagodny uśmiech. Było w nim coś, co budziło zaufanie. Ciemne oczy, które przyjaźnie patrzyły na Polkę; trochę przydługawe czarne włosy zasłaniające złotego kolczyka w uchu, którego dostrzec mogło tylko wprawne oko; ciemna karnacja, tak charakterystyczna dla mieszkańców Indii i zbliżonych do niej terenów azjatyckich; to wszystko składało się na obraz młodego asasyna, o którym słyszała od swojej irlandzkiej przyjaciółki niejedną opowieść.
- Miło Pana poznać osobiście, Panie Green. To zaszczyt spotkać tak wychwalaną przez Cathrinę postać – powiedziała Polka, ani na moment nie spuszczając z Hindusa zaciekawionego spojrzenia
Na jej słowa asasyn szybko pokręcił głową, jakby onieśmielony faktem, że ktoś mógłby wypowiedzieć się o nim w pochlebny sposób.
- Jestem pewien, że opowieści były przesadzone – słowa wypowiedział z lekkim wstydem
- W żadnym wypadku Greenie! – wtrąciła się Cathrina, która najwyraźniej miała dość farmazonów – Wszystkie były całkowicie prawdziwe
Asasyn spojrzał na nią marszcząc lekko brwi, ale nie uczynił już żadnych sprzeciwów, w zamian za to westchnął cicho i wskazał otwartą dłonią na leżące na bruku ciała byłych członków gangu, o których trójka na moment zapomniała.
- Masz może jakiś pomysł co powinniśmy z nimi zrobić? – zapytał Irlandkę
- Może gdybyś nie zwrócił na siebie uwagi ‘Duchu’, nie byłoby teraz potrzeby zaprzątać sowie tym głowy – westchnęła Cathrina i rozejrzała się na boki oczekując, że w jakiś niewyjaśniony sposób w ślepej uliczce zmaterializuje się stóg siana lub inne miejsce, gdzie można byłoby ukryć ciała pięciu dobrze umięśnionych mężczyzn – Co się właściwie stało?
- Później Cathrina – mruknął Henry, który szybko podszedł do końca alejki, aby wychylić z niej głowę i rozejrzeć się po ulicy
Szybko wrócił i nie bez problemu narzucił na plecy jedno z potężnych ciał, poczym chwiejnym krokiem przeniósł je, pod jedną z obdartych ceglanych ścian i położył, w taki sposób, aby opierało się o nią, sprawiając pozory, iż denat jedynie śpi.
- Chwilowo nie mamy lepszego wyjścia – zauważył odgarniając włosy z twarzy – Za dużo potencjalnych świadków na ulicy
Asasynki wymieniły spojrzenia i bez wypowiedzenia żadnej skargi zaczęły przesuwać ciała ku ścianie, tworząc ilustrację, która z daleka mogła wyglądać na miejsce odpoczynku po potencjalnej nocnej libacji. Gdy skończyli popatrzyli na swoje „dzieło”. Denatowi z poderżniętym gardłem opadła głowa, co świetnie maskowało, przynajmniej z odpowiedniej odległości przyczynę zgonu.
- Może powinniśmy opuścić okolicę? Zanim ktoś na zauważy– zasugerowała po kilku sekundach Oliwia ani na chwilę nie spuszczając z oczu makabrycznego widoku
- Masz rację – przyznała lakonicznie wyższa asasynka – Pokażesz nam swój Sklep z Rozmaitościami Greenie? Jestem ciekawa jak go urządziłeś
- Oczywiście – na twarzy Hindusa pojawił się delikatny uśmiech – Chodźcie za mną
Tym razem do przemieszczania wybrali ulice. O tej porze były już pełne ludzi, którzy rozpoczynali swój dzień. Szli razem, ramię w ramię, dyskretnie obserwując przy tym otoczenie. Pomimo skupienia i maksymalnej ostrożności Polka nie mogła powstrzymać się od zachwytu. Industrialna metropolia niezaprzeczalnie wywarła na niej pozytywne wrażenie, a teraz znów miała możliwość do pochłaniała każdego jej szczegółu z perspektywy przeciętnego mieszkańca. Nie uszło to uwadze zarówno Henrego jak i Cathriny, którzy wymienili między sobą porozumiewawcze spojrzenia.
- Jak postrzegasz Londyn?
Było to pytanie, na które odpowiedź była równie oczywista jak stwierdzenie, iż po nocy następuje dzień.
- Jest niesamowity – odpowiedziała szybko wlepiając swoje wielkie zielone oczy w towarzyszy – Tu jest zupełnie inny klimat, czuć atmosferę… - zawahała się najwyraźniej nie wiedząc jakie ze słów jest najodpowiedniejsze do wyrażenia pełni zachwytu
Starsi asasyni roześmiali się serdecznie powodując tym gwałtowny rumieniec na policzkach Polki.
- Kiedy sam po raz pierwszy przybyłem do Londynu również się tak czułem. To miasto ma własną duszę, coś niepowtarzalnego – powiedział po chwili spokojnym już tonem Hindus – Co więcej, gwarantuję, że Cathrina również się tak czuła
- Tylko ze mnie nie miał się kto śmiać – wtrąciła dziewczyna kręcąc lekko głową z małym uśmieszkiem uformowanym przez spierzchnięte wargi
- Cóż za szczęśliwe czasy – mruknął Pan Green na którego twarzy znów zagościł uśmiech
- Jedyne i niepowtarzalne – zgodziła się Irlandka
Kilka minut później stanęli przed małym sklepikiem w ceglanej kamienicy. Zakurzona wystawa była zawalona starymi książkami, a wejście osłonięte czerwonym baldachimem z jakiejś starej tkaniny, a nad nim wisiał zielony szyld z nazwą sklepu. Całość prezentowała się raczej ubogo, nie wyróżniając w żaden sposób sklepu, jakby właścicielowi na tym szczególnie zależało.
Henry szybko otworzył drzwi i przepuścił w nich asasynki.
Środek wyglądał znacznie lepiej. Pod ścianami ustawione były regały pełne książek oraz wszelkich przyrządów i substancji (Oliwia podejrzewała w niektórych przypadkach trucizny), ciężkie czerwone kurtyny ozdobione złotymi falbanami oddzielały część sklepu tworząc przytulną atmosferę, niemal cała podłoga była obłożona misternie uszytymi orientalnymi dywanami. W dalszej części pomieszczenia stał odnowiony kontuar wykonany z ciemnego drewna, dalej rozstawiony był chiński parawan z papieru ozdobiony różowym, kwiecistym wzorem, a za nim, na pokrytej boazerią ścianie, wisiała wypchana głowa antylopy. Obok kontuaru ustawiony był w swej całej krasie, wypchany niedźwiedź, którego czyjaś fantazja unieruchomiła w bojowej pozie na dwóch łapach z szeroko rozwartymi szczękami ukazującymi rząd białych zębów. Pomimo wczesnej godziny w sklepie panował półmrok.
- Oto właśnie jest mój sklep – powiedział z dumą mężczyzna, który po wejściu do środka stanął obok Polki
- Muszę przyznać Greenie, wygląda świetnie – powiedziała z uznaniem Cathrina rozglądając się ciekawie po pomieszczeniu
- To nie wszystko – uśmiechnął się Hindus i poprowadził asasynki w głąb sklepu do zasłoniętych wysokim parawanem, schodów
Szybko wspięli się na piętro, będące prywatną przestrzenią Pana Greena. Usiedli w małym, ale przytulnym saloniku urządzonym ze smakiem w indyjskim stylu. Dominowały ciepłe barwy, zwłaszcza czerwień, która jednak nie męczyła oczu. Jedynymi wyraźnie angielskimi elementami były elegancki stolik z ciemnego drewna, mały, ale wygodny fotel i sofa obita czerwoną tkaniną, na której za namową Henrego usiadły kobiety, zostawiając wolny fotel gospodarzowi.
Asasyn uprzejmie oznajmił im, aby się rozgościły i zniknął po to aby pojawić się po kilku minutach z gorącą, indyjską herbatą.
- To bardzo uprzejme z twojej strony – powiedziała Oliwia przyjmując porcelanową filiżankę wypełnioną pięknie pachnącym płynem – Jednak co ze sklepem? Czy nie przeszkadzamy w interesach?
Hindus spojrzał na nią i uśmiechnął się przyjaźnie.
- Dziś sklep jest nieczynny – odpowiedział siadając na fotelu z własną filiżanką w dłoni – Myślę, że Brytyjska gospodarka nie ucierpi, jeśli jedną środę poświęcę na tak ważną dla mnie sprawę, jaką jest powitanie po dwóch latach serdecznej przyjaciółki oraz poznanie nowej, z którą niewątpliwie będę miał przyjemność współpracować w najbliższym czasie
- Dziękuję Greenie – powiedziała szybko Irlandka – Nawet nie wiesz jak bardzo jestem z tego powodu szczęśliwa. Razem nasza trójka wypędzi z tego miasta Templariuszy, jestem tego pewna!
Henry zaśmiał się cicho widząc entuzjazm przyjaciółki i z zadowoleniem pokiwał głową.
- Mam taką nadzieję. Zanim to się jednak stanie… - urwał odkładając filiżankę na spodek – Pozwoliłem sobie przygotować na twój przyjazd twoją starą kryjówkę. Podczas twojej nieobecność dbałem o nią z całych sił
Oczy Cathriny zalśniły wypełnione mieszanką podniecenia i szczęścia.
- Greenie, jesteś niesamowity – oświadczyła prawie przytulając przyjaciela – Będzie idealna, Oliwia na razie zamieszka ze mną, dobrze się składa, że mam dodatkowy pokoik, mały, ale osobiście uważam, że bardzo uroczy, na pewno ci się spodoba –te ostatnie słowa bezpośrednio skierowała do dziewczyny siedzącej obok – To moja ulubiona kryjówka w jakiej rezydowałam. Pamiętasz jeszcze jak w Łodzi mówiłam ci, że znajduje się ona nad całkiem dobrym zakładem krawieckim? Dodatkowo ma zadziwiająco dużo miejsca, jest wprost idealna! Oczywiście nie dorównuje teraz twojej kryjówce Greenie, ale myślę, że zaraz na to coś poradzimy – mrugnęła do Polki odstawiając w połowie pełną filiżankę na tacę i wyciągnęła się na kanapie zamykając oczy – Jak dobrze jest być nareszcie w domu
- Dwa lata to faktycznie trochę czasu – zauważył Henry – Nie wmówisz mi, że chociaż w najmniejszym stopniu nie cieszyła cię podróż na wschód Europy
Cathrina natychmiast otworzyła oczy i wyprostowała się gwałtownie omal nie wylewając herbaty przyjaciółki.
- Oczywiście, że tak, tylko… po prostu… - tu zawahała się ukradkowo patrząc na Polkę – wschód jest po prostu inny
Henry parsknął, kompletnie nie zwracając uwagi na piorunujące spojrzenie jakim niemal natychmiast obrzuciła go Irlandka.
- Królewskie Towarzystwo Geograficzne jest ci niezmiernie wdzięczne za to odkrycie – powiedział przenosząc swoje spojrzenie na młodszą asasynkę
- Henry, sam dobrze wiesz, że sytuacja jest, a raczej była tam, delikatnie rzecz ujmując, napięta – syknęła Cathrina – A najgorsze w tym wszystkim jest to, że konflikt wybuchł nie na linii Asasyni-Temlariusze, tylko Asasyni polscy-Asasyni rosyjscy, oni kilka lat temu się regularnie wyżynali! – tu spojrzała z obawą na młodszą dziewczynę i umilkła
- Ostatecznie to właśnie było celem twojej wizyty – odezwała się nagle Polka, której twarz przybrała poważniejszy wygląd – Zażegnanie sytuacji kryzysowej wewnątrz bractwa. Templariusze byli więcej niż świadomi konfliktu. Gdyby nie pomoc asasynów z innych państw, to zarówno Warszawa, jak i Petersburg byłyby w dokładnie takiej samej sytuacji w jakiej znajduje się Londyn, a z pewnością jeszcze wielu asasynów straciłoby życie – umilkła i wbiła spojrzenie w resztkę herbaty, jakby ta stała się nagle najciekawszą rzeczą z jaką spotkała się w całym życiu – Żałuję, że do tego doszło, jednak nikt nie ma mocy, która mogłaby zmienić przeszłość


Góra
Zobacz profil
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku Posty: 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zarejestrowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  


TOP5#: