Zakon Assassin's Creed


Armia

John się obudził. Ostatnie, co pamiętał to to, że do baru wszedł jakiś facet w jakimś laboratoryjnym fartuchu, usiadł obok niego, spojrzał z zaciekawieniem na jego dłoń (w której dziwny był tylko brak serdecznego palca) i wyciągnął zza fartucha strzykawkę, wstrzyknął mu coś w szyję (pewnie środek usypiający). To tyle. Tylko tyle pamiętał. Był zbyt pijany i naćpany, żeby pamiętać o innych mniej ważnych sprawach, no może jeszcze kilka innych fragmentów, ale dość błahych. Usiadł więc na łóżku i rozejrzał się. Pokój wyglądał jak sala w jakimś specjalnym szpitalu. Miał jasnoniebieskie oświetlenie i ściany, jedyne meble to: szafka, łóżko i małe biurko. W oddzielnym pomieszczeniu (bez drzwi) była łazienka. Spróbował wstać i pójść do niej, ale tylko się zachwiał i padł na podłogę. Nie wiedział, czy nadal jest pijany, czy to ten środek, który mu profesor wstrzyknął. Drzwi do pokoju otworzyły się i wszedł ten sam profesor, który wtedy w barze go uśpił.

- Aaa, już wstaliśmy, co panie Smith? - zapytał sztucznie przyjaznym tonem. Teraz, kiedy go zobaczył trzeźwo, mógł przyjrzeć mu się dokładniej. Miał trochę ponad pięćdziesiątkę, lekki zarost, ubrania te same. Sterylnie czysty laboratoryjny albo szpitalny fartuch (jak kto woli). - Dobrze, w takim razie możemy zaczynać.

- Co zaczynać? - wychrypiał ledwo.

- Ach… panno Mary, proszę wszystko temu rekrutowi wyjaśnić - polecił kobiecie stojącej za nim. Ta Mary miała ciemnobrązowe długie loki i ciemną cerę, może jakieś dwadzieścia pięć lat, czyli tyle co John.

- Oczywiście – powiedziała, jakby ćwiczyła to tysiące razy. Profesor wyszedł, a Mary stanęła nad Johnem i podała mu rękę.

- Wstawaj.

- Dzięki - udało mu się wymamrotać.

- Więc… zaczynajmy - powiedziała to takim tonem, jakby próbowała Johna optymistycznie nastawić. Bez skutków. Mary podeszła do ściany nacisnęła jakiś przycisk. Kawałek ściany rozsunął się, po czym na jego miejsce wsunął się mały, no może nie mały, gdzieś tak trzydziestocalowy telewizor.

- Więc tak, jesteś asasynem - mówiła to znowu, jakby to ćwiczyła tysiące razy. - Dlatego na przykład nie masz serdecznego palca, pewnie też z łatwością wspinasz się na budynki. Jest jeszcze orli wzrok, jest to umiejętność, która pozwala odróżnić ci wrogów od sojuszników, przechodniów od wrogów i sojuszników od przechodniów. Czyli po prostu różne przedmioty i ludzie świecą się na: czerwony, złoty, niebieski i biały. Może jeszcze pomóc ci w rozpoznaniu celu, i przedmiotów mogących wejść z tobą w interakcję.

- Co?!

- Wiem, że trudno ci to przyjąć do wiadomości, ale tego już nie zmienisz - powiedziała z uśmiechem. -No więc tak, przyprowadziliśmy cię tutaj, ponieważ jesteś rekrutem do naszej armii, armii, która ma za zadanie zniszczyć asasynów. - John przymrużył oczy z podejrzeniem. - Oczywiście nie takich jak ty czy inni rekruci - dodała prędko. - Więc czas na film wprowadzający - powiedziała.

Chyba lubi używać słowa „więc”, myślał John. – Ech, ja zastanawiam się nad takimi rzeczami, a ona mówi mi o jakiejś armii, chociaż - myślał dalej - dobrze, a wręcz świetnie wychodzi mi wspinanie się, ale ten „orli wzrok” - nie wiem, co to może być. Owszem, mam wadę wzroku, przez którą niektóre przedmioty i ludzie zaczynają się świecić na różne kolory… ale to na pewno jakiś żart… - myślał, tyle że jego rozmyślania zostały gwałtownie przerwane, ponieważ Mary włączyła film. Na początku filmu widać było tylko ludzi w różnych dziwnych strojach, zabijających i ganiających się nawzajem za pomocą dziwnych narzędzi, np. ostrza wysuwanego z ręki, albo jakiś koleś w masce z beretem na głowie z jednym z tych najstarszych renesansowych pistoletów, jeszcze był kat, golibroda, jakiś błazen, rycerz i mnóstwo innych ludzi. Potem było mnóstwo o jakiś templariuszach i asasynach.

- No więc możemy już iść do Animusa - oświadczyła z przesadną odrobiną słodyczy.

- Do czego? - zapytał John.

- Do Animusa, czyli do urządzenia pozwalającego dostać się do pamięci twojego przodka i nim tak jakby posterować. Nie zmieni to oczywiście historii, ale może spowolnić asasynów na czas, w jakim ich znajdziemy - oświadczyła z radością.

- Czyli ty też jesteś templariuszem? – spytał.

- Nie, nie, ja tylko dla nich pracuję - zaśmiała się. - Za mną - rozkazała. Więc poszedł za nią. Poprowadziła Johna przez mnóstwo korytarzy, aż wreszcie dotarli do ogromnej sali z mnóstwem małych pokojów bez drzwi, gdy John przyjrzał się uważnie, zauważył, że w każdym pokoju znajduje się jakaś dziwna maszyna, przypominająca nowoczesne łóżko tortur (np. jak w Mass Effect) i nic innego, w każdym pokoju stał mężczyzna albo kobieta.

- Twój jest ten – powiedziała, wskazując na pokój z tą dziwną maszyną.

To pewnie ten Animus - myślał John.

- No, kładź się - powiedziała. Położył się. – Miłego seansu! - zdołała do Johna powiedzieć ochoczo.

John szedł ulicą, jakąś starą ulicą. John? Nie, to nie on. To jego przodek, ma na sobie beret i ozdobne futro. Nazywa się Ilario Lombardi. Mówiono na niego Parias. Miał zabić szlachcica, Silvestro Sabatini. Widział, jak rozmawia z Veruolem Gallo, prawdopodobnie jego następnym celem. Przyspieszył kroku, ale tak, żeby tamten go nie zauważył. Był już tylko pół metra od niego. Szybko przyłożył mu pistolet do głowy i strzelił. Gdy krew trysnęła na stojącego naprzeciwko rycerza (czyli Veruola Gallo), także przyłożył mu pistolet do głowy i pociągnął spust. Obaj zginęli na miejscu. Zadowolony ze swojej roboty Parias szybko wbiegł na dach i zaczął uciekać, ponieważ wiedział, że na niego także polują. Nie widział, kto na niego poluje, ale wiedział, że ten ktoś nie zaprzestanie polowań, dopóki go nie zabije, więc i on będzie musiał szybko zabić kolejnego członka jego listy. Znalazł sobie kryjówkę i wyciągnął zmiętą kartkę papieru. Listę celów. Następny był Lanz, rabuś – morderca. Nie będzie to trudne, myślał. Wrodzony instynkt mówił mu, że cel jest jakieś dwieście metrów na południe. Szybko więc ześlizgnął się na ulicę i wtopił się w tłum, nie chodzi o to, że po prostu do niego wchodzi, staje się jego częścią. Szedł, uważnie się rozglądając i wreszcie znalazł prześladowcę. Był to kat. Prawdopodobnie Il Carnefice. Zwolnił trochę kroku i gdy ujrzał, że przeciwnik wyciąga toporek, rzucił mu prosto w twarz petardę. Nie wiedział, czy zginął, ale patrząc na jego twarz można przypuszczać, żę jednak zginął. Lecz były ważniejsze sprawy. Cel był już w zasięgu wzroku. Nie miał jak podejść, Lanz mógł rzucić petardę dymną. Parias załadował więc swój ukryty pistolet i przymierzył się. Lanz spostrzegł to, lecz spostrzegł to za późno. Zareagował dopiero wtedy, gdy kula była już tylko kilka milimetrów od jego twarzy. Parias trafił prosto między oczy Lanza. To ostatni na liście - pomyślał - pora wracać. W tym momencie John obudził się. Dopiero teraz spostrzegł, że miał napisane na ścianie napisany numer 14. Kątem oka dostrzegł ciało. To była Mary. Szybko wybiegł z pomieszczenia sprawdzić, co się stało. Spostrzegł, że w innych pokojach też leżały ciała. Wtedy nastała ta jedna z sytuacji, w której wszystko widział na różne kolory. Na ścianie spostrzegł napis, którego wcześniej nie widział. Słowo napisane było dziwnym pismem, jakby ktoś to namalował krwią. Brzmiało „UCIEKAJ”.

Książka Assassin's Creed - Ostatni Potomkowie - Grobowiec Chana wydawnictwa Insignis

Komentarze / pokaż wszystkie (4)

1. AItair123-05-2011, 17:47średnie ale fajne
2. ACFan123123-05-2011, 21:02nawet, nawet ;)
3. ja3724-05-2011, 18:59Całkiem niezłe :)
4. ERMAC97507-01-2012, 19:56Ilaro zabijałinnych templariuszy i wychodzi że on był asasynem. Wyjasnisz mi to. Przy okazji widać że lubiałeś grać pariasem tak jak ja :)

Dodaj komentarz

*Czy jesteś botem?
Składnia
ZnacznikPrzykład użyciaWynik
*pochylenie*Altair ma *różowego* kota.Altair ma różowego kota.
**pogrubienie**Altair **nie ma** kota.Altair nie ma kota.
~~spoiler~~Ojciec Altaira ~~Umar~~! :OOjciec Altaira Umar!
>cytat>requiescat in pacerequiescat in pace
© 2008 - 2017 zakon-ac.info • there is only ZAC
080
Patronat
Społeczność
Ładowanie...
Do góry
TOP5#19:
  1. FIFA Polonia
  2. Zakon Assassin's Creed
  3. Marvel Comics
  4. Markolf
  5. Need For Speed
wygraj płytę GIGABYTE dla gracza