Zakon Assassin's Creed


Nieoczekiwane zakończenie

Prolog

Znajdą mnie. Zabiją. Nie ucieknę im. Nie dam rady. Takie myśli przeżywa każdy Asasyn który, zostaje sam na pierwszej misji. Tak było ze mną. Pierwsza misja, ukryte ostrze, tym razem użyte na zdrowym i żywym ciele. Odebranie komuś życia nie jest takie straszne, ale nie jest też przyjemne. Jest dla Asasyna... no, naturalne, tak jak jedzenie, chodzenie do wychodka, no, częścią życia. No ale zapomniałem o czymś dość ważnym. Nazywam się Al Kazaar. Mam dwadzieścia lat. Jestem Asasynem, ale dopiero po rytuale, czego się zresztą dowiedzieliście. Lecz nie jestem zwykłym Asasynem. Zaczynałem jak zwykły Asasyn, którym nie jestem, ponieważ znam tajemnicę, której jeszcze nie zdradzę…


Rozdział I „TEN DZIEŃ”

Ddzisiaj wydarzył się mój „TEN DZIEŃ”. Tak nazywamy dzień, w którym idzie się na pierwszą misję. Moją było zabicie Williama: generała jednostek zwiadowczych w Akce. Nie jest to jednak takie ważne, na jakie wygląda, ten William to tylko zasmarkany dzieciak, rzecz biorąc, ale na pierwszy raz jest to dość poważna misja. No więc to było tak:

Szliśmy (ja z innymi Asasynami z mojej grupy, która już zakończyła całe szkolenie) do sali zadań.

- Ciekawe, co mi przydzielą? - zapytał Malkaim, mój najlepszy kumpel z grupy.

- Pewnie czyszczenie kibli – parsknąłem.

- Taa… a tobie zaoferują zostanie nową kukłą treningową – zaśmiał się Malkaim.

- Hahahahaha… to nie śmieszne. – Nigdy nie wychodziły mu żarty. Malkaim nie odzywał się aż do dojścia do sali zadań. Nie chodzi o to, że się obraził, nie on już tak ma. Kiedy coś mu nie wychodzi, to staje się nieobecny, a potem udaje, że się nic nie stało, cóż, każdy jest inny. Ja na przykład jestem bardzo nieśmiały, kilka dziewczyn mnie nawet podrywało, no ale ja je ignorowałem, nie chodzi o to, że mi się nie podobały, tylko o to, że - no cóż… nawet gdym zareagował, to i tak nie wiem, jak zacząć, więc staram się takich sytuacji unikać… no może kiedy się da. Więc jak zwykle kiedy już się upewnił, że nikt nie zwracał na to uwagi, jak zwykle postanowił już się odezwać.

- Łuf… strasznie się denerwuję, a ty? - zapytał.

- No co ty, przestań, to przecież i tak musi kiedyś nastą… - Nie dokończyłem, ponieważ weszliśmy. Po pierwsze: sala była wielka, wielka jak prawie sam zamek, pewnie zastawiacie się, jak się pomieściła: była pod ziemią. Po drugie: po lewej stronie stały wielkie posągi najwybitniejszych asasynów. A po prawej stały troszeczkę większe posągi niż po lewej, a przedstawiały wszystkich dotychczasowych mistrzów zakonu… oprócz Al Mulalima, co było zresztą oczywiste po tym, co zrobił. Posąg Altaira stał po lewej i po prawej stronie, ale Altaira nie zabrakło i po środku, ale tym razem nie był to posąg. Gdy wszyscy spojrzeli na Mistrza, rozległo się mnóstwo niedowierzających szeptów.

- Cisza! - krzyknął Malik, który stał obok Mistrza. Wszyscy zamilkli.

- Macie za sobą całe szkolenie, macie za sobą rytuał! - przemawiał Mistrz. - Teraz zostało wam tylko przydzielenie misji! - kontynuował. Potem zaczął odczytywać imiona i przydzielać misje, większość spodziewała się zabójstw… no większość dostała misje w stylu zdobądź informacje.

- Al Kazaar i Malkaim dostają: zabójstwo Williama, sierżanta zwiadowców - oświadczył tak, jakby mówił, że jutro wzejdzie słońce, natomiast dla nas był to taki szok, jakby powiedział do nas, że zostaniemy nowymi mistrzami zakonu. Byłem tym tak poruszony że nie odzywałem się co najmniej przez godzinę. Z tego otrząśnięcia wyciągnęła mnie Milva.

- Wstawaj - spoliczkowała mnie. Rozejrzałem się i dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że leżę na ziemi.

- Milva? – zapytałem, nieobecny.

- Tak, ciulu! - wrzasnęła na mnie.

- O co ci chodzi? - zapytałem półprzytomny, ponieważ gdy mnie spoliczkowała, miała już na ręce ukryte ostrze.

- Ecch… nieważne, po prostu już powinieneś szykować się na misję - powiedziała.

Misja! Pomyślałem i momentalnie wstałem.

- A właśnie, jaką ty masz misję? – zapytałem.

- Ech… mam ukraść jakieś dokumenty – westchnęła żałośnie.

- Ej… to też jest ważne. - Próbowałem ją pocieszyć, ale jednak było mi jej trochę żal. Tyle treningów, ćwiczeń, przygotowań, a ma tylko coś ukraść.

- Noo… ale idź już do Malkaina, czeka na ciebie - powiedziała. Malkain! Misja! Byłem nieprzytomny tylko godzinę, a tyle mnie ominęło.

- Dzięki – powiedziałem.

- Nie ma za co - mruknęła. Biegłem jak oszalały do mojego pokoju, w którym miałem całe wyposażenie. Gdy już wbiegłem do pokoju, przebrałem się i znowu wybiegłem. Wpadłem na Mistrza.

- Patrz jak… - zrobiłem wielkie oczy, gdy ujrzałem, że nie wpadłem na zwykłego Asasyna, tylko na Mistrza. - Błagam o wybaczenie – jęknąłem żałośnie padając na kolana.

- Nic się nie stało, tylko następnym razem się tak nie spiesz - powiedział łagodnie. - A teraz wstawaj i idź na misję. Powoli – powiedział.

- Dziękuję i jeszcze raz przepraszam - rzuciłem i natychmiast wstałem. I poszedłem na plac treningowy na którym czekał Malkaim.

- No gdzie ty byłeś?! Już myślałem, że stchórzyłeś! - wrzasnął na mnie.

- Nie uwierzysz, wpadłem na Mistrza! - powiedziałem mu podniecony.

- Na Mistrza?! – wrzasnął. – Jesteś samobójcą?!

- Nie, ale Mistrz wydaje się miły - odpowiedziałem mu, kończąc naszą rozmowę.


Rozdział II „Pierwsza misja”

Jechaliśmy w milczeniu aż do ujrzenia Akki.

- To tu – powiedziałem. - Ten Wiliam jest w którymś z namiotów – powiedziałem, wskazując obóz ustawiony przez krzyżowców.

- Jeśli tam jest, dorwiemy go - powiedział Malkaim.

- Obyś się nie mylił - odparłem. Zsiedliśmy z koni i podkradliśmy się do namiotów.

- Ty sprawdź te, ja sprawdzę tamte - oznajmił Malkaim, wskazując namioty po prawej i po lewej. Więc podkradłem się i leciutko uchyliłem szparę w płachcie, i zobaczyłem jakiegoś strażnika zabawiającego się z jakąś kobietą. Miałem ochotę pomóc jej, ale zrozumiałem, że strażnik wszcząłby pewnie alarm.

On i tak zginie – pomyślałem, pocieszając się tym, gdy zakradłem się do kolejnego namiotu. Tym razem zobaczyłem pijanych strażników, więc też odszedłem. Sprawdziłem kolejny i kolejny, gdy usłyszałem trochę nienaturalny gwizd ptaka, czyli charakterystyczny znak, że partner znalazł cel. Więc podbiegłem do tego namiotu i zobaczyłem Malkaima kucającego z wysuniętym ostrzem. Kucnąłem obok niego.

- Czekaj, zaraz powinien wyjść do kibla, w końcu tylko siedzą tam z dziwkami i piją – powiedział.

- Dobra – powiedziałem. - ty zajmij się strażnikami, ja biorę tego Williama.

- Tylko go traf – zaśmiał się lekko Malkaim.

Wyszedł mu nawet żart, to do niego niepodobne – pomyślałem.

Wychodzili. Malkaim wyskoczył na strażników. Ja wyskoczyłem na Williama. Trafiłem go, zginął na miejscu.

Zacząłem uciekać. Po jakichś trzydziestu metrach rozejrzałem się za Malkaimem i zobaczyłem, jak strażnik przebija mu brzuch mieczem.

- Uciekaj! - zdążył powiedzieć, nim zamilkł na wieki. Nie mogłem uwierzyć, że to się stało. Chciałem przybiec tam i go pomścić, ale rozsądek zwyciężył nad emocjami.

Najważniejsza jest misja, potem żałoba - myślałem przez łzy, gdy biegłem przez równinę do miejsca, w którym ukryliśmy konie. Lecz gdy spojrzałem przed siebie, zrozumiałem, że będę musiał wymyślić inny plan. Przede mną stało co najmniej dwudziestu rycerzy.

Altair pewnie by sobie poradził - myślałem. - Ale ja Altairem nie jestem - szepnąłem już ze smutkiem i wskoczyłem do namiotów.

Znajdą mnie. Zabiją. Nie ucieknę im. Nie dam rady - myślałem. Uciekałem długo, aż w końcu wybiegłem do kryjówki. Jechałem galopem do Alamutu, a gdy wreszcie tam dojechałem, nie ujrzałem przyjemnego widoku. Wbiegłem do twierdzy. Na korytarzach i na placu ćwiczeń nikogo nie zobaczyłem. Nie była to dobra wiadomość. Wkrótce natknąłem się na Mistrza. Był umierający. Obok leżało mnóstwo ciał Asasynów i templariuszy. Ze zdziwieniem zauważyłem, że ciał templariuszy jest ze sto, a ciał Asasynów tylko z trzydzieści. Nad Altairem stała jakaś kobieta, która prowadziła monolog.

- Widzisz Altairze, do czego prowadzi taka dobroduszność? Trzeba było robić tylko to, co umiecie robić, czyli tylko bezmyślne zabijanie - mówiła. Altair próbował ją dźgnąć ostrzem. Odcięła mu rękę. Altair tylko się skrzywił. Bez zastanowienia skoczyłem na nią z ostrzem.

- Kim jesteś? - spytałem umierającą. Nie chciała odpowiedzieć. – I tak umierasz, co ci szkodzi? - zachęciłem ją.

- Powinno wystarczyć ci to, że Altair mnie kiedyś oszczędził, chociaż słabo na tym wyszedł – powiedziała, spoglądając na Altaira.

- Czemu to zrobiłaś? - zapytałem. Ale już nie słuchała.

- Mógł tego nie robić… mógł tego nie robić… - to były jej ostatnie słowa. Porzuciłem ciało i podbiegłem do Mistrza.

- Mistrzu, jak mogę pomóc? – spytałem.

- Odnajdź… - mówił ochryple – odnajdź Malika i resztę Asasynów, którzy przeżyli, znajdź kogoś, kto może zostać nowym Mistrzem, jeśli uznajesz się za odpowiedniego, to nawet ty zostań Mistrzem – powiedział i zamilknął na wieki.

Jestem sam - myślałem – zawsze wiedziałem, że tak będzie, że tak musi być. – Wtedy moim celem stało się znaleźć odpowiedzi na pytania: jak, dlaczego i po co.

I zostałem sam w twierdzy w której nie było nikogo żywego.

Książka Assassin's Creed - Ostatni Potomkowie - Grobowiec Chana wydawnictwa Insignis

Komentarze / pokaż wszystkie (5)

1. andro6417-05-2011, 22:34Eeee… Nie czytałem całego ale:a) Dlaczego takie krótkie opowiadanie jest podzielone na rozdzialy?b) Ostatnie zdanie prologu brzmi jakbym czytał swoje wypociny z 3 klasy podstawówkic) COŚ TY ZROBIŁ ALTAIROWI I MARII? Nie grałeś w 2, nie znasz historii z Bloodlines? Nie czytales o Revelations? Altair przeżył, zdążył popłynąć na Cypr i pozabijac kilku Templów, a z Marią to miał dziecko (przodka Ezia i Desa zarazem), to było w śnie w 2 po wyjsciu z Animusa w Kryjówce.Podsumowując - opowiadanie tak słabe, ze mi się czytać nie chce. Popracuj nad gramatyką i składnią zdań. No i poducz się historii ze wszystkich części AC, bo nie wypada nie znać (albo chociaż z głównych części cyklu).To tyle ode mnie
2. Altair 0001118-05-2011, 16:55Specjalnie zmieniłem treść, a przeszedłem już dość dawno że za bardzo nie pamiętam
3. ja3718-05-2011, 19:52Wiedźmin? I AC? Ciekawe połączenie, nie powiem, choc ja tam bardziej lubię jak jest wprowadzenie czegoś nowego, a to prawdę mówiąc trąci już zużytym stylem. Ale opowiadanie fajne, całkiem niezłe, choć trzeba się w niektórych punktach zgodzić z andro64. Ale tylko tak dalej, następnym razem będzie lepiej :)
4. (usunięty)12-06-2011, 19:43fajne w 70 procentach
5. Szymon Auditore da Augustów705-09-2011, 16:06mi się tam podobało. Taka alternatywa życia Altaira

Dodaj komentarz

*Czy jesteś botem?
Składnia
ZnacznikPrzykład użyciaWynik
*pochylenie*Altair ma *różowego* kota.Altair ma różowego kota.
**pogrubienie**Altair **nie ma** kota.Altair nie ma kota.
~~spoiler~~Ojciec Altaira ~~Umar~~! :OOjciec Altaira Umar!
>cytat>requiescat in pacerequiescat in pace
© 2008 - 2017 zakon-ac.info • there is only ZAC
080
Patronat
Społeczność
Ładowanie...
Do góry
TOP5#19:
  1. FIFA Polonia
  2. Zakon Assassin's Creed
  3. Marvel Comics
  4. Markolf
  5. Need For Speed
wygraj płytę GIGABYTE dla gracza