Zakon Assassin's Creed


KUBA

Komunizm u brzegów Ameryki

Rok 1961, 16 kwietnia, Hawana

Godz. 20:00 - oznajmił zegarek na nadgarstku, Clark jeszcze raz dyskretnie obejrzał się za siebie, nikt go nie śledził.

Stolica Kuby o tej porze miała swój nocny urok, z okolicznych knajpek dochodziły odgłosy śmiechów niesione na spokojnej meksykańskiej muzyce, ulice zaczynały świecić pustkami, ostatni pracownicy zdążali jeszcze do domów, albo dołączali do swych towarzyszy w pubach, jednak na wszystkich twarzach gościł niepokój. Było to związane z przemianami politycznymi Kuby, które nastąpiły wraz z przejęciem rządów przez F. Castro w 1959r. New York Times określił to jako „Dyktator Komunistyczny u brzegów Ameryki”. Stwierdzenie to było całkowicie uzasadnione gdyż ogólnie wiedziano,że nowy władca „zgadał się” z Czerwonymi. W ciągu dwóch lat Kuba stała się państwem komunistycznym a pogłoski o zainstalowaniu baterii strategicznej na wyspie zaczęły coraz bardziej niepokoić opinię publiczną USA, co spowodowało, że stosunki między dwoma państwami stanęły na skraju otwartego konfliktu, który powstrzymywało tylko widmo wojny nuklearnej ze wschodem. Zaczął się reżim i polowania na amerykańskich obywateli i ludzi niewygodnych dla systemu. Nic, więc dziwnego, że wszyscy byli zaniepokojeni, skoro w każdej chwili można było zostać zatrzymanym, a resztę życia spędzić w najlepszym razie w więzieniu.

I w środku tego konfliktu znalazł się James Clark. Był Amerykaninem meksykańskiego pochodzenia: 30lat, sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, szeroka, dobrze zbudowana i umięśniona postura. Zielone oczy nad sokolim nosem i obojętnym uśmiechem, przez który przebijał wewnętrzny spokój będący nienaturalny wokół otaczającej go niepewności. Na pierwszy rzut oka wyglądał na typowego kubańczyka, co tylko podkreślał jego latynoski wygląd i potężne ręce robotnika. Gdyby jednak przyjrzeć się jego prawej dłoni, dostrzegłoby się na serdecznym palcu bliznę po oparzeniu w kształcie obrączki. Było to znamię starożytnego bractwa Asasynów, zabójców walczących o pokój.

Przemykał się ulicami stolicy spokojnie i pewnie, miesiące śledztwa pozwoliły mu dogłębnie spenetrować to miasto tak, że znał w nim wszystkie zakamarki. Jeszcze raz dyskretnie się upewnił, że nikt nie idzie za nim, po czym pewnie przeskoczył przez jeden płot podszedł do kolejnego ogrodzenia z prawej, który również ze zwinnością kota przeskoczył. Jeśli ktoś go śledził musiał by iść tą samą drogą narażając się na zdemaskowanie, a gdyby nawet poszedł na około Asasyn by już się zdążył ukryć. Ruszył spokojnie w górę ulicy i dotarł do małych, niepozornych drzwi padu, tak jak większość budynków w okolicy tak i pub był urządzony w stylu klasy średniej. James wkroczył do środka, w powietrzu unosił się dym z papierosów, które palili prawie wszyscy goście, czyli 13 osób, jak szybko sprawdził. Przy niektórych znajdywało się już nawet po kilka pustych szklanek od piwa, a śmiechy od nich dochodzące były głośniejsze.

- Ciekawe, co tu się będzie działo za parę godzin? - pomyślał.

Spojrzał na barmana, który pucował szklankę przy ladzie. Tak, to był on, Antonio, jak się dowiedział dwa dni temu od informatora. Pokonał skromną odległość do lady manewrując między stolikami, odprowadzony spojrzeniami dziewcząt. Rozsiadł się wygodnie na krześle, oparł się o blat, skinął na barmana, który zaczął nalewać piwa do pucowanej chwilę wcześniej szklanki. Clark w tym czasie sam wydobył swą paczkę fajek. W kłębach wydychanego dymu sięgnął po podane piwo, gorzkie i pozbawione smaku, czyli jednak Kubańczycy nie potrafią warzyć porządnego browara, czego nie można powiedzieć o ich tytoniu. Rozkoszując się resztą papierosa sięgnął pamięcią do dnia, w którym otrzymał to zlecenie.

***

Ciemność i ohydny odór kubańskiego cygara (do którego miał przywyknąć przez najbliższe miesiące) tego małego mieszkanka w Nowym Jorku, gdzie spotkał się z jednym ze zleceniodawców, których nazywano w bractwie "przywódcami''. Był to stary posępny dziad o wielkiej sile bijącej z oczu. Rozsiadł się wygodnie w fotelu, Clarkowi wskazując taki sam naprzeciwko. Gdy już obaj siedli, staruch przeszedł do rzeczy:

- Słyszałem o tobie wiele dobrego – zaczął - masz na swym koncie 15 templariuszy, nie licząc ich obstawy…

- Do rzeczy - przerwał rzeczowo Asasyn, nigdy nie lubił nadętych i oficjalnych przemówień, i tak jak jego rozmówcę, nie podniecało go blisko 70 ofiar na sumieniu (bo tyle ich było), wiedział tylko, że musieli zginąć, tylko to się liczyło.

- Wybraliśmy cię, bo jesteś najlepszy z najlepszych, a zadanie, którym cię obarczymy, jest ważniejsze niż wszystkie poprzednie i o wiele bardziej ryzykowne - tu urwał i spojrzał w oczy skrytobójcy, dostrzegłszy w nich błysk zainteresowania dodał:

- Czy jesteś gotów podjąć się takiego zadania?

W pokoju zapadła cisza, którą po chwili przerwał Asasyn:

- Daj mi jego imię, a ja dam ci jego krew.

Przywódca zadowolony z odpowiedzi sięgnął w głąb swej marynarki i wydobył z niej zdjęcie, chyba wycięte z gazety i podał je Clarkowi mówiąc:

- Ten człowiek stanowi poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa na świecie, znajdziesz go na Kubie, jego zbrodnią jest terror, cierpienia ludzi, bezkarna zbrodnia. Na jego śmierci nie skorzystamy tylko my, ale być może cały zachód – zakończył, zaciągając się swym cygarem.

Clark nie musiał zadawać zbędnych pytań, od razu rozpoznał na zdjęciu Kubańskiego dyktatora Fidela Castro.

***

Dokańczając swego papierosa i przepłukując usta tym ohydnym napojem, przypomniał sobie całe śledztwo od momentu, gdy znalazł się 3 miesiące temu na wyspie. Dni spędzone na podsłuchiwaniu ludzi dyktatora, przekupstwa, nie oszczędził sobie nawet zastraszania i przemocy, przyznając w duchu, że łatwo nie puścili farby, nawet, gdy stosował zmyślne tortury. Może i wyglądało to niezbyt przyjemnie, Clark uważał tortury za niegodne Asasynów. Do korzystania z tych średniowiecznych metod skłaniała go jedynie konieczność informacji o celu. Poszukiwania przyniosły zamierzone efekty. Dyktator ukrywał się w małej wilii jakieś 60 km od Hawany, a nie tak, jak podejrzewali Jankesi, w swym pałacu. Opuszczał swą posiadłość bardzo rzadko, a gdy już, to wszędzie towarzyszyła mu mała armia. Zabójca po obserwacji jednej z tych rzadkich podróży Castra zrozumiał, że musi na niego uderzyć w jego domu, gdzie ochrona również jest wielka, ale nie tak szczelna.

Dopiwszy resztę piwa skinął na barmana, który podszedł do niego odbierając zapłatę za piwo, gdy dostrzegł wśród banknotów dolara spojrzał jakby nigdy nic na Jamesa.

- Czy macie tu dobre wino? - zapytał Asasyn, jak brzmiała pierwsza część hasła.

- Tak, proszę pana - odrzekł Antonio - jeśli chce pan kupić, to zapraszam na zaplecze do piwniczki.

Gdy skończył, Clark przytaknął, po czym obaj wyszli na zaplecze. W piwniczce pomocnik Antonia, Carlos, wyjął drewnianą skrzynkę, w której pod zasłoną ze słomy ukryte były dwa pistolety: jeden klasyczny colt oraz tłumik do niego, a także potężne magnum 44. Poza tym były tam jeszcze dwa bagnety szturmowe, trzy granaty oraz kilogramowa bomba z nowego materiału C-4 będącego dopiero prototypową wersją.

Asasyn dokładnie przyjrzał się rewolwerowi.

- To w razie bliskich spotkań - oznajmił uśmiechając się Carlos.

James zbył to milczeniem, dzieciak miał może z 18 lat, był za młody, by pamiętać wojnę na Pacyfiku, z której skrytobójca przywiózł medal Honoru i straszliwe wspomnienia, które nachodziły go każdej nocy.

Sprawdził wszystko, po czym podziękował młodemu odprawiając go, ustalili, że zostawią go w piwniczce samego, a wyruszą, o 3:00 więc miał jeszcze trzy i pół godziny na odpoczynek. Usiadł w pozycji do medytacji skupiając się szukał spokoju, gdyby miał więcej czasu, odurzyłby się haszyszem tak jak to zwykle czynili inni Asasyni przed zadaniem. Jednak do tego zlecenia musiał mieć pełną władzę nad swym ciałem, dlatego zrezygnował z narkotyku, skupiając się na zagłuszeniu krzyków, które przeszywały jego głowę od tamtej pamiętnej bitwy na Okinawie. Krwawe wspomnienia prześladujące go w nocy, nikomu nie życzył takich przeżyć.

Z medytacji wyrwały go ledwo słyszalne kroki na schodach do piwnicy, już czas, za parę godzin uderzą uchodźcy w Zatoce Świń.

Spokojnie nasunął na siebie kamizelkę taktyczną, magnum włożył do kabury przy pasku, a colta do drugiej, którą miał pod pachą, nóż schował do pokrowca na sercu, a bagnet przypiął do lewej nogi chowając go pod jeansami. Narzucił na siebie gruby płaszcz z kapturem i wyszedł z pomieszczenia.

Gdy wsiadał na pakę ciężarówki, Antonio wręczył mu małe zawiniątko.

- Prezent od naszego przyjaciela – rzekł krótko.

- Dziękuję - odparł Clark, ściskając barmanowi dłoń, po czym wsiadł na ciężarówkę.

W paczuszce znajdował się mały aparat fotograficzny, z dopiską: „Zrób zdjęcia wszystkiego co wyda ci się podejrzane, aparat wrzuć do kosza na rogu dwie przecznice od pubu, powodzenia, M.” „M” był jego informatorem i łącznikiem w bractwie, również tak samo jak Clark był zamkniętą osobą, przez co obaj niewiele o sobie wiedzieli. W paczuszce jednak znajdowało się jeszcze wspaniałe ukryte ostrze, broń, która przez wieki stało się symbolem Asasynów i przekleństwem dla ich wrogów. Sam James uważał ten wynalazek za staroświecki, chociaż uratował mu dwa razy skórę, mimo niechęci założył ostrze na lewą rękę sprawdzając jej działanie, jak zawsze niezawodna. Gdy już wszystko sprawdził, odprężył się szykując psychicznie na zlecenie, które zbliżało się z każdym kilometrem.

Podkradnięcie się pod rezydencję Castra nie stanowiło większego problemu. Strażnik, który patrolował teren przed murem nawet nie zauważył błysku ostrza, które rozcięło mu gardło. Asasyn ukrył ciało, po czym zbliżając się do muru rozglądnął się za innymi wartownikami, nikt nie nadchodził. Jednym zwinnym skokiem złapał się i wdrapał na ogrodzenie trzymając colta w pogotowiu, upewniając się, że jest czysto, zeskoczył na drugą stronę. Znalazł się w ogrodzie willi.

Przemknął się bezszelestnie między drzewami i krzewami, które zdobiły ogród, dobiegł do tarasu, na który równie zwinie się wdrapał. Przez kilka tygodni obserwował tę rezydencję, dzięki czemu doskonale wiedział, gdzie trzeba się dostać. Drugie okno w lewo nad tarasem usytuowane na środku budynku, prowadziło do gabinetu Castra. Ta część była niezwykle ryzykowna, pozbawiony osłony musiał się wspiąć na drugie piętro do gabinetu, ostatni raz zerknął na ogród, ustalił sobie najszybszą trasę wspinaczki po ścianie, która była bogata w różne progi, gzymsy, parapety i ruszył w górę. Lata praktyki wspinaczkowej zrobiły swoje i błyskawicznie pokonał drogę do okna. Wśliznął się do gabinetu, który był pusty. Cel o tej porze, jak wiedział zabójca, jadł śniadanie w jadalni. Wykorzystał nieobecność gospodarza i przeszukał gabinet, kubańskie cygara na pięknym dębowym biurku obok komunistycznych chorągiewek, eleganckie meble, piękne obrazy (prawdopodobnie kradzione, pomyślał Clark). Pokój został urządzony z typowym dla takich ludzi przepychem. Przeszukał najpierw biurko, ale nic nie wyglądało podejrzanie, aż natknął się na dość ciekawą kopertę, wyciągnął z niej list. U dołu kartki zamiast podpisu znajdował się krzyż Templariuszy. Szybko przebiegł wzrokiem dokument. Gdy zbliżał się do końca, oczy miał już szeroko otwarte.

- A, więc to tak – pomyślał - no to się zdziwicie.

Wydobył z płaszcza aparat i zrobił kilka zdjęć dokumentowi, po czym odłożył list na miejsce.

Teraz pozostało już tylko jedno. Nasunął sobie na głowę kaptur, a czarnym szalem przysłonił twarz.

- Twoja godzina wybiła, Fidelu Castro - rzekł w myślach, po czym delikatnie przekręcił klamkę drzwi i wkroczył do pustego korytarza.

W całej rezydencji panowała uśpiona atmosfera, Clark wyczuł ją przekradając się przez puste korytarze. Tylko raz natknął się na strażnika, który miał niefart, bo o niewłaściwej porze oderwał się od partii pokera i poszedł do toalety, nie zdążył nawet spojrzeć w oczy swego zabójcy, który z zimną precyzją skręcił mu głowę z trzaskiem łamanego kręgosłupa.

Rozmowę usłyszał jeszcze z korytarza prowadzącego do głównego holu, delikatnie zbliżył się do wejścia na taras, odbezpieczając pistolet. Pomieszczenie było wspaniałych rozmiarów, również pięknie urządzone. Schody wspinały się leniwie na wysokość pierwszego piętra, na którym się rozdzielały i kontynuowały wspinaczkę na drugie. Clark bezszelestnie wszedł na taras chowając się za jednym z filarów, po czym ostrożnie wychylił jedno oko i spojrzał w dół na rozmawiających. Jeden z nich miał na sobie porządny (co ciekawe amerykański, jak zauważył James) garnitur, jego rozmówcę Asasyn poznał od razu, ten wyraz twarzy i cygaro, to nie mógł być nikt inny. Miał przed sobą Fidela Castro. Pewnie w czasach renesansu skoczyłby w dół błyskając ofierze ukrytym ostrzem w oczy, jednak wiedział, że nie wyjdzie z takiego numeru cały, czego przyczyną byli dwaj gburowaci strażnicy, co pieścili w rękach swe Skorpiony. Zabójca wiedział, że lepszej szansy nie będzie. Ustawił się skupiając się na celu, celownik znalazł się na głowie ofiary. Wziął głęboki oddech i nacisnął spust. I wtedy zaczęło się piekło. Właśnie w tym momencie, gdy Asasyn naciskał spust, nieopodal wili spadła bomba z wielkim hukiem, rozsadziła część okien, przez co dyktator zrobił krok w tamtym kierunku, by się upewnić, co to było, kula przeszła mu dosłownie po włosach nie czyniąc żadnych szkód, niestety dosięgając jednego z ochroniarzy, który z przeraźliwym rykiem zwalił się na ziemię. To już był koniec, w jednej chwili w stronę Clarka pomknął rój ołowiu, który skrytobójca ledwo zdążył uniknąć odskakując od balustrady. Po chwili w całej okolicy zawył złowrogi ryk syreny alarmowej. Z cichych korytarzy nagle dało się słyszeć odgłosy ciężkich butów i szczęku broni. James jednym ruchem wydobył z kabury magnum sprawdzając bębenek.

- Na bliskie spotkania - pomyślał, po czym błyskawicznym ruchem wychylił się przez balustradę. Dwóch żołnierzy biegło po schodach w jego kierunku, niezdarnie strzelając z swych FAL-ów, równie sprawnie wymierzył z rewolweru i posłał po kuli dla każdego. Obie śmiertelnie sięgnęły napastników. Jednak główny cel uciekał.

Tak jak przewidywał, dyktator spróbuje uciec samochodem. Zbiegł na pierwsze piętro i już miał pędzić dalej, gdy usłyszał odgłosy z zewnątrz, instynktownie zmienił kierunek i puścił się biegiem korytarzem, który biegł wzdłuż okien na froncie domu.

Nagle zza rogu wyskoczył strażnik ściskając skorpiona, nie było czasu na pistolet, Clark przyśpieszył, skokiem rzucając się na strażnika, siła impetu była tak wielka, że obaj wylecieli przez okno rozbijając się z trzaskiem na ciężarówce. Asasyn zdołał zasłonić się barkiem, czego nie można było powiedzieć o strażniku, któremu wyraźnie strzelił kręgosłup, gdy uderzył w metalową maskę pojazdu.

- Biedak - rzekł w myślach Clark, szybko zbierając się na nogi, nie przeszkadzał mu ból, przywykł już do tego.

Na dziedzińcu przed willą trwała istna mobilizacja, korzystając z zamieszania James przekradł się, chowając się za wojskowym jeepem i wtedy znów go zobaczył.

Castro w towarzystwie dwóch ochroniarzy biegł do swego mercedesa, który już został podstawiony i czekał przed schodami. Asasyn od razu rzucił się biegiem do ogrodzenia, które pokonał bez większego trudu, nie zatrzymywał się, aż dobiegł do szosy. Usłyszał odgłos pędzącego samochodu, po chwili wyłonił się zza zakrętu czarny mercedes, który pędził na złamanie karku, gdy już był na jego wysokości, skrytobójca skoczył na auto, próbując złapać się zderzaka, jednak nie był w stanie się utrzymać przy tej prędkości i po chwili odpuścił, przynajmniej tak się zdawało pasażerom.

Clark z uśmiechem uzbroił detonator i zdecydowanym ruchem nacisnął spust.

C-4 przylepione nad zderzakiem zabrzęczało gwałtownie. W ułamek sekundy auto zmiotło z szosy rozdzierając go na setki kawałków, które w płomieniach posypały się na wszystkie strony, pozostała tylko olbrzymia kula ognia, która złowrogo uniosła się w powietrze wypuszczając obłoki czarnego dymu.

- Ten materiał wybuchowy ma swój potencjał - przyznał rzeczoznawczo James otrzepując się z kurzu.

Podbiegł do tego, co zostało z auta, a było tego niewiele, resztki dopalały się rozrzucone wokół miejsca eksplozji nawet po 50m. To, co zostało z pasażerów, też nie należało do przyjemnych widoków, porozrywane i zwęglone resztki ludzi. Tylko dzięki temu, że dopatrzył się czterech głów wiedział, że wszyscy zginęli. Trzeba było uciekać, w każdej chwili mogli się tu zjawić żołnierze, którzy widzieli eksplozję. Clark ruszył do punktu ewakuacyjnego. Cel został zlikwidowany.

Ewakuację zapewnił Carlos, który czekał ukryty z ciężarówką kilka kilometrów od wili, gdy zjawił się Asasyn, od razu ruszyli pędem do Hawany, w czasie drogi napotkali potężne konwoje wojskowe. Rozpoczęła się inwazja w Zatoce Świń.

Hawana wydała się opustoszała, na co Clark nie zwrócił uwagi, Carlos wysadził go trzy przecznice od pubu mówiąc, że musi się pozbyć ciężarówki i ruszył w dalszą drogę, James miał się skontaktować z Antoniem, który miał zapewnić ewakuację. Spokojnie ruszył do jego pubu, znów wrócił do niego spokój, Castro miął zginąć i tak się stało, jedyne, co mu jeszcze chodziło po głowie to treść listu i wtedy przypomniał sobie o prośbie informatora, wskazany kosz był tam gdzie było napisane, Asasyn bez wahania wrzucił tam aparat zawijając go w to samo płótno, w którym go otrzymał. Po czym doszedł do tylnych drzwi pubu Antonia, nacisnął klamkę i wszedł do środka, gdzie zastygł bez ruchu.

Przed nim w głębi sali stał mężczyzna o szczupłej sylwetce, wyglądał na Amerykanina. Celował do niego z podobnego colta, nie było nawet sensu się bronić, skrytobójca wiedział, że to już jego koniec. Spokojnie rozluźnił wszystkie mięśnie szykując się na ostatnią drogę. Kątem oka Clark dostrzegł twarz Antonia, która bez zainteresowania spoglądała przed siebie, z żyrandolu zwisała naciągnięta lina owinięta wokół jego szyi.

- Chcieliście nam pokrzyżować plany - usłyszał głos za sobą (to był ten sam Amerykanin rozmawiający z Castrem, skojarzył Clark) - ale nic z tego, nie uda wam się – rzekł, stając przed Clarkiem, nie bojąc się nagłego ataku ze strony Asasyna.

- To wam się nie uda - odparł Clark, gdy dostrzegł sygnet z krzyżem na palcu Amerykanina.

Templariusz uśmiechnął się, po czym spokojnie dopalił resztę papierosa i zgasił go butem.

- Może twoi przyjaciele zdadzą sobie sprawę, że odwlekacie tylko to, co nieuniknione, gdy dostaną twe zwłoki - skończył Templariusz. - Zastrzel go - dodał obojętnie wskazując ręką na towarzysza mierzącego pistoletem do skrytobójcy. Clark wziął spokojny wdech zamykając oczy, był gotowy, przed oczami przemknęły mu jeszcze mroczne wspomnienia odpędzone modlitwą do Matki Boskiej. Stracił więź z ciałem. Droga do wieczności stanęła przed nim otworem.

Rozległ się pojedynczy strzał i po chwili bezwładne ciało Asasyna upadło z trzaskiem na podłogę w kałuży krwi. Tak zginął James Clark.

Informator przyjrzał się zdjęciu dokumentu przy świetle lampy, gdy już go przestudiował rzekł w myśli z uśmiechem:

- To jeszcze nie koniec.


Podsumowanie

Sam zamacha na Fidela Castro się nie udał. W wybuchu mercedesa zginęli pozoranci, a sam dyktator uciekł podziemnym przejściem, które prowadziło 5 kilometrów za willę, gdzie był ukryty właściwy samochód. Więc można by myśleć, że poświęcenie Jamesa Clarka poszło na marne, jednak list, którego zdjęcia przechwycił informator, związane były z planem Templariuszy, aby obalić Kennedy'ego i rząd USA, wykorzystując pomoc wschodu, który miał zagrozić zainstalowaniem rakiet strategicznych na wyspie. Nieuległość USA w czasie kryzysu Kubańskiego i to, że nie doszło do wojny atomowej zawdzięczamy nie stalowym nerwom Kennedy'ego, ale właśnie informacją, które dzięki Clarkowi zdobyli Asasyni i przekazali Stanom Zjednoczonym.

Odbyło się jeszcze wiele zamachów na Kubańskiego dyktatora, nie przyniosły oczekiwanych skutków. W żadnym z nich nie brali udziału Asasyni.

Opowiadanie, mimo iż zostało umieszczone na tle autentycznych wydarzeń, jest wytworem fantazji autora.

Książka Assassin's Creed - Ostatni Potomkowie - Grobowiec Chana wydawnictwa Insignis

Komentarze / pokaż wszystkie (3)

1. andro6426-02-2011, 19:59Zajefajne, świetne opisy, ciekawe sylwetki bohaterów. Ale… nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że już to gdzieś widziałem. Carlos, zabójstwo Fidela w dzień Inwazji w Zatoce Świń, willa kilka kilometrów od Havany… CALL OF DUTY: BLACK OPS?
2. ja3727-02-2011, 16:02Ha, rzeczywiście!
3. Heon09-04-2011, 12:15nawet fajne

Dodaj komentarz

*Czy jesteś botem?
Składnia
ZnacznikPrzykład użyciaWynik
*pochylenie*Altair ma *różowego* kota.Altair ma różowego kota.
**pogrubienie**Altair **nie ma** kota.Altair nie ma kota.
~~spoiler~~Ojciec Altaira ~~Umar~~! :OOjciec Altaira Umar!
>cytat>requiescat in pacerequiescat in pace
© 2008 - 2017 zakon-ac.info • there is only ZAC
080
Patronat
Społeczność
Ładowanie...
Do góry
TOP5#19:
  1. FIFA Polonia
  2. Zakon Assassin's Creed
  3. Marvel Comics
  4. Markolf
  5. Need For Speed
wygraj płytę GIGABYTE dla gracza