Zakon Assassin's Creed


Śmierć we Florencji

Ciemne niebo spoglądało na Florencję spokojnie, nie wzburzone ni jedną chmurą zwiastującą deszcz. Gwiazdy jak dziury w aksamicie błyskały delikatnie ku miastu, a księżyc, posłaniec Morfeusza, im przewodniczył. Nic chyba nie mogło zniszczyć tej sielanki. Lecz jednak na horyzoncie widać było zbliżającą się burzę.

Francesco Ambrogini szedł niespiesznie ulicą, kryjąc się w cieniu przed światłami. Nie chciał, by ludzie go widzieli, albowiem wielu z nich pracowało dla Andre Vespucciego, tutejszego możnowładcy, który – delikatnie mówiąc - go nienawidził ze szczerego serca. Znalazł się w jednej z bocznych uliczek prowadzących do katedry Santa Maria del Fiore, kiedy usłyszał tupot stóp nad głową oraz trzask rozbijającej się o bruk dachówki. Poderwał przerażony wzrok. Słyszał o diavolo, grasującym mordercy, który często dokonywał skrytobójstw w okolicy. Przyspieszył trochę, chcąc jak najszybciej dostać się do domu Amelii. Oczom jego ukazała się piękna budowla, ze ścianami malowanymi na przeróżne kolory, licznymi, przepysznymi ozdobami, na które niejeden grabieżca zerknąłby ze chciwością, a przede wszystkim - na ogromną, niesamowitą kopułę, dominującą nad innymi budowlami we Florencji, dzieło Bruneleschiego.

Zbliżał się do kościoła Santa Croce. Zerknął na znaną budowlę. Często tu przychodził, mieszkał tu zaufany człowiek jego pracodawcy, dlatego nierzadko musiał tu przybiegać po listy. Ozdobna fasada jak zwykle go zachwyciła, mimo nikłego światła, które dawał księżyc. Tym razem jednak dostrzegł nieznany mu szczegół. Na szczycie, tuż przy krzyżu wieńczącym dach, nad sześcioramienną gwiazdą, widać było ciemny, nieforemny kształt, przypominający przycupniętego w cieniu świętego symbolu człowieka. Francesco odwrócił wzrok i skierował się Via de Ferrazano ku pallazzo Vespuccich. Kiedy już tam dotarł, obszedł budynek i wspiął się na mur ogradzający podwórze. Rozejrzał się, lecz nie widząc żadnych strażników wskoczył na taras, znajdujący się na drugiej kondygnacji.

Cicho wszedł do pokoju Amelii, gdzie paliła się tylko świeca przy łóżku. Z niepokojem się rozejrzał, poszukując ciemności najmniejszego śladu jej obecności. Nagle wychyliła się ona z cienia. Jak zwykle uroda go oszołomiła, zupełnie jak fasada kościoła Santa Croce.

Włosy koloru głębokiej miedzi spływały po jej plecach niczym wodospad, otaczając okrągłą twarz, szlachetne rysy ze świetnie wkomponowanym, delikatnym nosem, a niektóre kosmyki opadały na brzoskwiniowe policzki. Oczy jak dwa szmaragdy błyszczały z wesołymi iskierkami, a jej usta, te dwa płatki róży, wydatne, czerwone, układały się w przeuroczy uśmiech. Niby szmer wody srebrzysty głosik przeleciał przez pokój:

- Czekałam na ciebie, mi caro.

Francesco uśmiechnął się. Podszedł do niej, objął ją, a po chwili delikatnie pocałował. Poczuł jej ciepłe, miękkie usta, drobne ramiona i z bliska spojrzał w jej błękitne oczy.

Zbierał się. Musiał jak najszybciej dostać się z powrotem do swego domu. Wiedział, iż gdy Andre Vespucci znajdzie go w pokoju swej córki, nie pozostawi na nim jednego nie przeciętego ścięgna.

- Mi caro? Gdzie idziesz?

- Powinienem już iść, carrissima. Jutro messer Girolamo oczekuje mnie wcześnie w pracy - na dźwięk imienia jego pracodawcy twarz ukochanej wykrzywiła się w wyrazie obrzydzenia. Nie był no zbytnio lubiany w mieście, gdzie twardą ręką rządziła familia Medici, jako iż działał na polecenie Rodrigo Borgii. Ale cóż poradzić, Francesco zbyt dobrze pamiętał czasy, gdy działał jako złodziej, rzezając sakiewki niewinnych mieszkańców najpiękniejszego miasta Toskanii. Może i bycie posłańcem Borgii jest nienajlepszym pomysłem, ale przynajmniej wiązało się to z dobrą płacą. Niestety, spotkało się to z dezaprobatą Amelii.

-Spokojnie, mi colombo. Jutro znów cię odwiedzę. Nic mi przecież nie grozi. Lorenzo Medici to mądry strateg, gdyby odważył się na zabicie mnie, spotkałby go gniew Hiszpana.

- Tak, jednakże słyszałeś chyba o assassino?

Francesco Ambrogini zadrżał. Owszem, obiło mu się o uszy kilka plotek o skrytobójcach, którzy jakoby mordowali wszystkich ludzi związanych z rodziną Borgiów. Podobno to oni byli odpowiedzialni za większość morderstw ostatnich lat. Francesco i tak uważał, że to zwykła sekta fanatyków, którzy lada dzień zostaną złapani. Może dotychczas nic na to nie wskazywało ale złodziej ze swego doświadczenia wiedział, że każdy musi być kiedyś przyłapany. A wówczas ten zrzuci winę na swych kamratów, wyśpiewa wszystko tkwiąc w lochu, pozbawiając się resztek honoru, ze strachu przed pętlą która w każdej chwili może się zacisnąć na jego szyi. Nieświadomie dotknął opuszkiem palca okolice jabłka Adama. Gest ten dostrzegła Amelia, pomimo panującego półmroku.

- Uważaj na siebie, dobrze?

- No problema, carrissima.

Koniec uliczki tonął w mroku. Nieprzyjemny zapach uryny mieszał się z wonią gnijących owoców, których stosik uprzyjemniał widok przechodniów, którzy szli o tej jakże nieprzyzwoitej porze. Francesco nie miał ochoty się zachwycać ani chwili dłużej, więc przyspieszył. Nagle z przerażeniem usłyszał trzask rozbitej o chodnik dachówki. Merda! - zaklął w duchu i począł biec. Starał się wypatrzeć kogokolwiek w panującym półmroku.

Nie zobaczył nikogo.

Pędził ulicami, często skręcając, zmieniając kierunek. Starał się zgubić tego, kto go gonił. Nie mogąc uwierzyć w swego pecha, uciekał z rozpaczą oglądając dachy, balkony, każde miejsce, gdzieżby mógł się pojawić morderca. Pragnąc dostać się do swego domu jak najszybciej skierował się do Via Cavour. Z tą drogą wiązał również te nadzieje, iż mógłby wtopić się w tłum, jako że tam zawsze panował ruch.

Nagle spadł na niego jakiś cień.

Obudziło go mocne uderzenie w policzek. Otwarł szeroko oczy. Znajdował się na dachu Pallazzo Creditore - rozpoznał po charakterystycznych zdobionych dachówkach. Sam tu często bywał, stąd rozpościerał się piękny widok na katedrę Santa Maria del Fiore.

- Nie masz gdzie uciec. Więc z łaski swojej leż spokojnie.

Asasyn go zaskoczył. Spodziewał się zwykłego oprycha w czarnych szmatach, z kastetem lub sztyletem. A przed nim stał młodzieniec, najwyżej osiemnastoletni, ze szlachetnymi rysami twarzy, w białych, lekko zakurzonych szatach z jedwabiu. Takich widywano na przyjęciach, bankietach, a nie późną i czarną jak kruk nocą na szczycie wysokiego budynku.

- Gdzieś się spieszysz?

To pytane zaskoczyło go jeszcze bardziej. Przecież nigdzie się nie wybierał.

- Niespecjalnie - a po chwili do głowy napłynął mu desperacki pomysł - ale źle by było, gdybym się nie zjawił w mym domu na czas. Oczekują mnie…

- Nikt nie wie, że tu jesteś. Twój pracodawca spodziewa się ciebie dopiero jutro w swoim pallazzo późną porą, mieszkasz sam w wynajmowanym mieszkaniu, a zanim ktokolwiek zauważy twą nieobecność - twoje ciało zniknie, wrzucone do studni, a ja… zniknę z Florencji.

Asasyn schylił się nad nim. Z jego dłoni nagle ze zgrzytem wyrosło ostrze, złowieszczo lśniące w półmroku.

- Ostatnie życzenie?

Francesco wyszeptał, wpatrując się w czarne, nieprzenikliwe oczy młodzieńca, w których dostrzec można było zimną chęć mordu:

- Nie zamierzam ciebie o nic prosić.

W jego głosie zabrzmiała nutka dumy. Tak, ojciec byłby z niego dumny. Nie prosi o nic swego mordercy. Zginie z honorem.

Asasyn wzruszył ramionami.

- Jak chcesz.

Francesco pomyślał o Amelii. O jej delikatnych ramionach, czerwonych i ciepłych ustach…

A po chwili wpadł w objęcia Śmierci. Twardych jak dachówki i zimnych niby stal.

Nie widział, czy to z powodu krwi, ale niebo nad Florencją nagle jakby zabarwiło się purpurą.

Dominico uśmiechnął się pod nosem. Każda ofiara, wykonane zlecenie, sprawiały iż czuł dziwną euforię. Satysfakcję, która musiała być stłumiona. Był asasynem. Nie byle złoczyńcą.

A jednak czuł zadowolenie. Już więcej klan Borgiów nie otrzyma żadnych informacji od tego posłańca. Ponadto złodzieje też mu wynagrodzą zamordowanie szpiega. Pozostała mu tylko jedna powinność do wykonania.


Amelia Ambrogini obudziła się późnym popołudniem. Wstała, niewyspana po nocnym spotkaniu z ukochanym. Podeszła do lustra, ledwo widząc swoje odbicie. Jednakże pomimo zmęczenia dostrzegła list, leżący na parapecie. Otwarła go, ziewając przy tym niemiłosiernie. Lecz treść listu od razu ją rozbudziła.

Droga Amelio,

Smucę się, musząc Tobie powiedzieć okropny czyn, którego się dopuściłem. Otóż muszę Ciebie opuścić - nigdy się już nie zobaczymy, albowiem mam zamiar się ożenić. Nie chciałem Ci zdradzać tej okrutnej tajemnicy, bo wiem, co do mnie – ze wzajemnością - czujesz. Kochałem Cię, ale teraz wyjeżdżam do Mediolanu. Tam czeka na mnie narzeczona.

Żegnaj

Francesco

Podniosła oczy pełne łez. Widziała ukochane miasto, Florencję, nad którym świeciło przyjazne, toskańskie słońce. Widziała sprzedawców targujących się z klientami na ulicy, młodzieńców, staruszków, biednych i bogatych ludzi. Pośród hałasu zwykłego zgiełku ulicy usłyszała dźwięk dartego papieru. Jej dłonie same podarły list od ukochanego zdrajcy. Nie czuła nic, poza nożem okrucieństwa wbitym prosto w serce.

  • Autor: ja3
  • Data dodania: 08-02-2011
Książka Assassin's Creed - Ostatni Potomkowie - Grobowiec Chana wydawnictwa Insignis

Komentarze / pokaż wszystkie (13)

1. szpieg98408-02-2011, 20:17NIEZŁE ALE POWINNO BYĆ CHYBA otworzyła a nie "otwarła"
2. Staniszyn108-02-2011, 22:20a myślałem że Śmierć w Wenecji :D
3. andro6408-02-2011, 22:34O f*ck! Opowiadanie świetne, nastawione na szczegółowy opis… Nieco smuci i dziwi, że Asasyn zostawił taki list oraz że o takim tekście. Nieco smutno, chlip, chlip…
4. Rukia370109-02-2011, 10:20Opowiadanie nawet niezłe, chociaż mogło być trochę lepiej.
5. (usunięty)11-02-2011, 19:41Bardzo fajnie sie czyta. Gdybym mógł dać ocenę to miałbyś/miałabyś 9/10
6. TrueMan14-02-2011, 11:05Lepiej by było "nienawidził go", ale to tylko taka błahostka. ;]Opowiadanie przyjemne, kolejne z perspektywy "ofiary", ale bardzo ciekawie opowiadane. ;]Nie jestem tylko pewien motywów assassino - dlaczego zostawił jej list? Lepiej by jej było żyć ze świadomością tego, że jej ukochany został zamordowany niż to, że ją zostawił.
7. ja3716-02-2011, 19:03Po pierwsze: szpieg98- otwarła to nie błąd, po drugie- asasyn zostawił list ponieważ uno- dziewczyny łatwiej sobie radzą, gdy myślą, że je facet zostawił, a nie został zabity, secundo- mogłaby pragnąć zemsty, a tego asasyni nie lubią, terzio- dlaczego asasyn miałby się nie zachować po chamsku? "Wszystko jest dozwolone" no nie ;)
8. Blackowa117-02-2011, 22:10Bardzo fajne :) Choć jak dla mnie nieco zbyt wiele różnych poetyckich zwrotów, ale i tak dobrze się czyta.
9. (usunięty)05-03-2011, 21:02bardzo falne
10. (usunięty)05-03-2011, 21:03super mi sie bardzo podoba
11. Bar39122-04-2011, 09:41świetne opowiadanie gratuluje
12. Claudia_Auditore530-05-2011, 00:51Smutne opowiadanie... ale czyta sie swietnie :-)
13. dejvinside13-09-2011, 15:51Kilka niezgrabnych stylistycznie zdań, ale świetny pomysł z podjęciem perspektywy ofiary i dobre opisy ;)

Dodaj komentarz

*Czy jesteś botem?
Składnia
ZnacznikPrzykład użyciaWynik
*pochylenie*Altair ma *różowego* kota.Altair ma różowego kota.
**pogrubienie**Altair **nie ma** kota.Altair nie ma kota.
~~spoiler~~Ojciec Altaira ~~Umar~~! :OOjciec Altaira Umar!
>cytat>requiescat in pacerequiescat in pace
© 2008 - 2017 zakon-ac.info • there is only ZAC
100
Patronat
Społeczność
Ładowanie...
Do góry
TOP5#19:
  1. FIFA Polonia
  2. Zakon Assassin's Creed
  3. Marvel Comics
  4. Markolf
  5. Need For Speed
wygraj płytę GIGABYTE dla gracza