Zakon Assassin's Creed


Altair i tajemnica szpitalników

W Jerozolimie dopiero wschodziło słońce, ale na ulicach panował już wszechobecny tłum. Ludzie przekrzykiwali się wzajemnie. Wśród kupców, żebraczek i sierot szedł asasyn, umiejętnie wtapiający się w tłum. Altair miał zabić niejakiego Paulusa, członka zakonu szpitalników. Był trochę zdziwiony tym zleceniem, ponieważ mężczyzna nie był templariuszem, więc potencjalnie nie mógł stanowić żadnego zagrożenia. Jednak wraz z upływem czasu dowiedział się, że Paulus strzeże jakiejś tajemnicy podważającej podstawowe założenia zakonu. Altair szukał tropu, gdzie jego przyszła ofiara mogłaby być. Z rozmowy dwóch żołnierzy wynikało, że szpitalnik leczy ludzi w ich domach albo cały dzień spędza w szpitalu. Asasyn uznał za bezsensowne bieganie po całym mieście jak wariat za jednym mężczyzną. Jednak musiał tak uczynić. Szedł wśród rosnącego tłumu. Nagle wpadła na niego jakaś kobieta.

- Bardzo przepraszam, nie chciałam... - zmarszczyła brwi w akcie zdziwienia.

- Altair? - spytała po chwili.

- Tak, ale kim Ty jesteś? - Kobieta ściągnęła kaptur z głowy.

- Jestem Dżanan, to ja pokonałam Cię na dziedzińcu w walce na noże, pamiętasz?

- Aaa, tak pamiętam.

Dla Altaira był to dzień wstydu. Wszyscy jego rówieśnicy śmiali się, że pokonała go dziewczyna. Wytłumaczył, że dał jej wygrać. Uwierzyli mu, ale wiedział, że tak nie było.

- Nadal nie odebrałam nagrody.

- Przecież nie było żadnej... - nie dokończył, bo Dżanan położyła mu palec na wargach, a potem pocałowała go. Jej usta był miękkie. Altair czuł, że odpływa.

- Nagrody, to nagroda dla mnie - powiedział trochę zmieszany.

- Powiedzmy, że była obustronna - uśmiechnęła się rozpromieniona.

- Gdzie się podziewałaś tyle czasu? A poza tym co masz do zrobienia?

- Byłam tu i tam... muszę zabić jakiegoś Paulusa.

- Dziwne, ja też mam go zabić.

- No nie...

- Co?

- Mistrz we mnie nie wierzy, dlatego Cię przysłał, co za palant!

Altair uśmiechnął się do siebie, Dżanan zaczynała mu się podobać, lubił kobiety z temperamentem.

- Dowiedziałaś się czegoś o nim? - spytał.

- Mam plan jego zajęć i zakon skrywa jakąś tajemnicę, on jest głównym strażnikiem tego sekretu.

- Mogą zobaczyć ten plan? - Dżanan podała mu papirus.

- Hmm... dziś cały dzień jest w szpitalu - oznajmił Altair zamyślony.

- Chyba nie zamierzasz się tam dostać jako pacjent? - odezwała się po chwili.

- Świetnie czytasz w myślach.

- Zdurniałeś... chyba nie będziesz się kaleczył?

- Muszę.

- Co za pojeb...

- A masz lepszy pomysł?! - wybuchnął Altair. - No właśnie - odezwał się po chwili milczenia. Wyciągnął swój krótki miecz z pochwy na plecach. Ściągnął zbroję chroniącą jego prawe przedramię. Do skóry przyłożył ostrze broni. Zamknął oczy.

- Zaczekaj! - krzyknęła Dżanan. - Ja to zrobię - powiedziała i zabrała narzędzie z dłoni Altaira. - Gotowy? - spytała. On tylko kiwnął potwierdzająco głową. Przecięła jego skórę. Nie bolało go zbytnio.

- Teraz piasek - wziął nagrzany piach do dłoni i sypnął na ranę.

- Chodźmy do szpitala - powiedziała Dżanan. Przechodzili przez kolejne ulice. Altairowi krew skapywała już z ręki na ziemię. Było samo południe i towarzyszył temu upał. W dodatku panował ogromny tłok.

- Szlag mnie trafi, gdzie ten cholerny szpital? - powiedział asasyn.

- Już prawie jesteśmy.

- Mam taka nadzieję - stwierdził z grymasem.

Szli dalej. Altair był już zmęczony, a to dopiero początek. W końcu stanęli przed ogromnymi drzwiami.

- To tutaj? - spytał.

- Musisz mnie uderzyć... wiarygodność, muszę być zapłakana.

- Wykluczone, nie uderzę Cię.

- Altair, mu... - z jej policzków zaczęły płynąć łzy. Altair ucieszył się, że nie musi jej bić.

- Ty świnio, przez Ciebie ugryzłam się w język!

- I dobrze - powiedział dumny z siebie. Zapukali do drzwi, otworzył im niski mężczyzna w habicie.

- Mój mąż spadł z drabiny, przeciął sobie rękę.

- Wejdźcie, proszę. Mężczyzna wziął kawałek tkaniny, nasączył ją wodą i zaczął przemywać ranę Altaira.

- Wygląda pan na młodego, wolałabym żeby robił to ktoś bardziej doświadczony - powiedziała Dżanan.

- Nie ma potrzeby, jestem doświadczony - powiedział szpitalnik.

- Nalegam, słyszałam o Paulusie, proszę go zawołać - ton jej glosu był stanowczy.

- Wedle pani życzenia - odszedł od nich. Dżanan i Altair wymienili porozumiewawcze spojrzenia, kiedy zobaczyli, że zbliża się do nich ich cel.

- Dzień Dobry. Uuuu... widzę, że rana jest mocno zabrudzona, odkażę ją.

Adrenalina w krwi asasyna zaczęła gwałtownie rosnąć. Źrenice w jego oczach rozszerzyły się. Nadchodził moment oddania ciosu. Paulus pochylił się do rany. Nie zdążylł jej odkazić. Altair wysunął swe ostrze i wbił je prosto w szyję szpitalnika.

Paulus wytrzeszczył oczy.

- Dlaczego? - wyszeptał.

- Co to za tajemnica, której strzeżesz?

- I tak już nic mi nie zrobią... to mapa... - zaksztusił się krwią. Wyciągnął zwój z kieszeni. Po chwili jego ciało zesztywniało, a Altair pochwycił papirus i momentalnie sie podniósł. Ludzie popadli w panikę. Do środka wpadło kilku mężczyzn. To byli templariusze. Dżanan wyciągnęła nóż, a jej towarzysz miecz. Ich najwięksi wrogowie także przyszli po mapę, która na razie spoczywała w sakiewce przypiętej do pasa asasyna. Zaczęła się zacięta walka. Zarówno Dżanan jak i Altair walczyli bardzo dobrze.

Nagle jeden z templariuszy uderzył przeciwnika w rękę. Ból zmusił asasyna do upuszczenia miecza. Potem kolejny cios powalił go na ziemię. Mężczyzna usiadł na Altairze, uniemożliwiając kontraatak. Wziął miecz Altaira i zbliżał go do klatki piersiowej wroga. Asasyn liczył się ze śmiercią. W ostatnich sekundach życia zauważył inny miecz w pochwie przy pasie templariusza. Chwycił za rękojeść. Zbliżył ją do brzucha, kierując ostrze na mężczyznę, który miał go zabić. Ten nabił się na broń. Krew wypłynęła mu z ust i skapnęła na twarz Altaira. On otworzył oczy, zabił templariusza, uratował sobie życie. Zaczął walczyć z następnym. Dżanan zabiła już dwóch. Popatrzyła na towarzysza. Kochała się w nim od pierwszego wejrzenia, a teraz los tak ich do siebie zbliżył. Odwróciła uwagę od przeciwnika, to był błąd. Przebił mieczem jej brzuch. To był ostatni templariusz.

- Dżanaaan! - krzyknął Altair. Wbił ostrze we wroga, który od razu padł martwy. Kobieta z trudem łapała powietrze. Z rany coraz szybciej wypływała krew.

- Przeżyjesz... musisz! - powiedział asasyn.

- Po.. patrz... na... ma...mapę - jąkała się.

- Pokazuje, gdzie jest jakiś skarb, ale nie mogę Cię tu zostawić... - zdjął czerwony pas, który mocował jego zbroję na brzuchu. Owinął ją wokół przecięcia, tamując krwawienie z rany towarzyszki. Jeszcze raz spojrzał na mapę, ale tym razem użył orlego wzroku. Oprócz znaku ''X'' był tam jakby znak wodny w kształcie krzyża. Altair nic nie rozumiał. Widniał tam napis: ''Tylko godne ostrze może przeciąć świętość.'' W dodatku kobieta, która mu się podoba właśnie umiera. Nagle dostał oświecenia. Zawsze asasynowi wydawało się dziwne, że szpitalnicy radzili sobie z każdym przypadkiem, nawet najcięższym. Wśród ludzi krążyła legenda, że krzyż Jezusa Chrystusa uzdrawiał. Elementy układanki zaczęły do siebie pasować. Czyżby szpitalnicy leczyli pacjentów krzyżem Boga chrześcijan? Jeszcze raz przyjrzał się mapie. Wyglądało na to, że przedstawiała szpital, w którym się znajdowali. Właściwie w podziemiach szpitala. W poświacie jednej z pochodni ujrzał schody prowadzące w dół. To była ta droga. Wziął Dżanan na ręce i schodził po schodach. Położył towarzyszkę na kamiennej posadzce. Była już nieprzytomna. Odwrócił się od schodów. Jego oczom ukazał się... krzyż Jezusa Chrystusa. Dystans jaki go z nim dzielił wynosił około 200 metrów. Zaczął iść w jego stronę. Nagle usłyszał zgrzyt. W jego stronę zaczęły lecieć sztylety. Rzucił się na podłogę z prędkością światła. Uniknął śmierci. Był gotowy na kolejne pułapki. Uważnie przyglądał się wszystkim płytom. Niefortunnie stanął i uruchomiło to kolejny śmiercionośny mechanizm. Tym razem podłoga po której szedł zaczęła wsuwać się w głąb ściany. Przebiegł szybko na drugą stronę, ale nie miał którędy wrócić. Stał obok krzyża. Ręka, która była pretekstem dostania się do szpitala bardzo bolała. Wyciągnął miecz. Zamachnął się. Ostrze dotknęło krzyża. Jakaś magiczna moc z niego promieniująca rzuciła Altairem o ścianę. Walczył z utratą przytomności. Gdy doszedł do siebie przypomniał sobie gadkę o godnym ostrzu. Widocznie jego nie było godne. Rozglądał się tracąc nadzieję. Wtem ujrzał sztylet leżący za krzyżem. Wziął go do ręki. Poczuł nieznaną siłę, która sprawiła mu ból. Wypuścił broń. Poczuł się taki bezsilny. Wiedział, że musi podnieść sztylet. Ujął go jeszcze raz. Działał szybko. Zrobił przecięcie na krzyżu. Kawałek krucyfiksu wleciał mu prosto do wolnej dłoni. został tylko jeden problem: powrót. Nerwowo rozglądał sie po ścianach. Nie było się czego złapać. Popatrzył w górę. Były tam pręty. To szansa. Entuzjastycznie wymyślał plan jak złapać się za drążki. Próbował wspinać się na krzyż. Za trzecim razem się udało. Skoczył w stronę pręta, łapiąc się go. Rozhuśtał się i przeskoczył na kolejny i kolejny. Wkrótce był po drugiej stronie przy Dżanan. Dyszał ze zmęczenia. Sprawdził puls, jeszcze żyła. Wyjął kawałek krzyża z sakiewki. Przyłożył go do rany. Zasklepiła się, nie została nawet blizna. Dżanan otworzyła oczy.

- Ty żyjesz! - pocałował ją w czoło.

- A ja dziękuję, że mnie uratowałeś.

- Nie należy mi się nagroda? - uśmiechnął się szelmowsko.

- No tak, znowu obustronna - pocałowała go w usta. Ten pocałunek trwał trochę dłużej niż poprzedni. Altair czuł pełnię szczęścia. Krzyżem dotknął także swojej rany, od razu sie wygoiła. Oboje wyszli z podziemi. Otoczyli ich templariusze.

- Teraz zginiecie niewierni! - zakrzyczał jeden z nich.

- Nie wydaje mi się... - powiedział spokojnie Altair, wyciągając miecz.

Książka Assassin's Creed - Ostatni Potomkowie - Grobowiec Chana wydawnictwa Insignis

Komentarze / pokaż wszystkie (25)

11. AsasynAuditore04-02-2011, 16:59DZięki Samuozo xd
12. (usunięty)04-02-2011, 17:13A według mnie zajefajne :)
13. Julie_104-02-2011, 19:33A mi tam się podoba i nie mam żadnych zastrzeżeń :)
14. lonely04-02-2011, 20:54Mnie się podoba..:) Nie wiem,cze dobrze mi się wydaje,ale chyba ten "godny" miecz jest powiązany z Agielem :D dobrze myślę?
15. Samozuo604-02-2011, 21:33kondzio1995, nie chodzi mi o fabułę z DS-a, a znajomość ACII i kodeksu Altaira. Tam było wszystko o miłości do Adhy, o tym, że Altair sądził, że już nigdy nikogo nie pokocha, kiedy ją stracił, a później, po spotkaniu Marii - że na szczęście się mylił.
16. kondzio1995604-02-2011, 21:49No ja to rozumiem,mówię trzeba tylko trochę w źródłach poszperać i w grę pograć i już lepsze opowiadanie będzie,więc powodzenia w dalszym pisaniu.
17. Claudia_Auditore505-02-2011, 12:12Ekstra opowiadanie... napisz coś jeszcze :D
18. andro6405-02-2011, 14:49Trochę niepasowalo mi to zejście do podziemi - zszedł i SRUU! zobaczył Krzyż! To KAŻDY, powtarzam, KAŻDY mógłby Go znaleźć.I co? Templariusze używali Orlego Wzroku? Bo to trochę dziwne, że na mapie jest zaznaczony znak krzyża, który można przeczytać za pomocą OW, a Szpitalnicy mogli to znaleźć. Kolejnym mankamentem jest postać celu - za krótko jest przedstawiony i oddaje Altairowi mapę - ot tak. Trochę dziwny powiernik tajemnicy, może Altair niepotrzebnie go zabił, wystarczyło powiedzieć 'Yo man, Que pasa? Potrzebna mi taka mapa, bro, masz ją podobno!' A ten by mu ją dał… Ale ogólnie ciekawe, napisz coś jeszcze, okej?
19. Asasyn08-02-2011, 20:02andro wydaje mi się że szpitalnicy wiedzieli że tam jest kRZYŻ A MOŻE ASASYYN zostawił ten znak? a z tą mapą sądzę że autorka chciała zaoszczędzić nudnego opisu :P
20. KM33109-02-2011, 18:30Fajne, choć trochę za krótkie.
21. AcAssassins116-02-2011, 16:44to nie jest fajne to EXTRA
22. Sinoth22-05-2011, 15:52Jak dla mnie opowiadanie jest świetne. Określenia na miarę XXI wieku wcale mnie nie zraziły, w końcu to tylko fanficki, no nie? >.> A co do kobiet z którymi Altair miał... że tak powiem "do czynienia" to jak dla mnie równie dobrze mogło ich nie być. Ubisoft obsadził Marię w rolę żonki Alty'ego ze względów logicznych. Sama piszę fanfick, w którym akcja będzie się działa również na przestrzeni wydarzeń Bloodlines, bd Maria ofc ale fabuła ogółem posunie się tak jakby... w trochę innym kierunku. (: Anyway, opowiadanie bardzo przypadło mi do gustu, pomimo krótkiego zarysu (nie wiem jak to ując) i ofc motyw krucyfiksu.
23. Aneta221000117-06-2011, 14:37Super dużo się dzieje :D
24. Void26-09-2011, 18:25Zapowiadało się bardzo fajnie. Początek wyświetlił mi przed oczami cały krajobraz Jerozolimy i świetnie oddał panujący tam klimat. Niestety, im bardziej się wgłębiałem w lekturę, tym mniej mi się ona podobała. Zbyt dużo "pustych" dialogów między postaciami, brak ciekawych opisów sytuacji. Najbardziej jednak w oczy kują zbyt kolokwialne jak na tamte czasy wyrażenie (chyba wszyscy wiedzą co mam na myśli). Ocena: 5/10
25. Aria413-01-2015, 18:21Akcja idzie trochę za szybko, ale poza tym ok

Dodaj komentarz

*Czy jesteś botem?
Składnia
ZnacznikPrzykład użyciaWynik
*pochylenie*Altair ma *różowego* kota.Altair ma różowego kota.
**pogrubienie**Altair **nie ma** kota.Altair nie ma kota.
~~spoiler~~Ojciec Altaira ~~Umar~~! :OOjciec Altaira Umar!
>cytat>requiescat in pacerequiescat in pace
© 2008 - 2017 zakon-ac.info • there is only ZAC
090
Patronat
Społeczność
Ładowanie...
Do góry
TOP5#19:
  1. FIFA Polonia
  2. Zakon Assassin's Creed
  3. Marvel Comics
  4. Markolf
  5. Need For Speed
wygraj płytę GIGABYTE dla gracza