Zakon Assassin's Creed


Abditus (acies)

Prolog

Na niebie słońce zachodziło za horyzontem, kolejny dzień kończył się. Kolejny dzień drogi do Kaski. Siadając na urwisku obserwowałem miasto, które zasypiało, tylko w nielicznych miejscach płonęły pochodnie niesione przez wartowników chodzących po murze. Jak łatwo było ich teraz uśmiercić, jedna strzała wypuszczona z mojego długiego łuku kompozytowego i ich życie gaśnie. Niesione przez nich pochodnie ułatwiały mi tylko celowanie, jednak po co mieli ginąć, nie oni byli moim celem. Za mną przykucnął mój towarzysz.

- Niesamowite, jak Kaska jest piękna po zmroku – stwierdził. Przytaknąłem.

- Racja, Aszedzie. - Wstałem i dorzuciłem kilka gałązek krzewów, które znaleźliśmy na opał.

- Ja obejmę pierwszą wartę, Willu - powiedział Aszed. Zgodziłem się, podszedłem do siodła, wziąłem koc przywiązany do niego. Zacząłem kierować się do ogniska, owinąłem się kocem. Zapowiada się zimna noc – pomyślałem. To była moja ostatnia myśl przed snem.


Rozdział 1

Aszed obudził mnie przed północą. Odszedłem z kręgu ogniska, oddaliłem się z zasięgu światła.

Przykucnąłem, obserwując zasypiającego Aszeda. Nasze szkolenie zaczęło się w wieku sześciu lat, zakończyło się dokładnie dziesięć lat później. Pierwsze dwa lata zdawały się nam udręką: biegi, zapasy, nauka strzelania z łuku, rzuty nożami, walka mieczem, to wszystko ćwiczyliśmy codziennie, ale po dwóch latach zaczęło się prawdziwe szkolenie: doszła wspinaczka, jazda konna, strzelanie z kuszy, wspinaczka po bełtach wystrzelonych w mur, no i skok wiary - skok z 9 metrów do wody lub do siana. Większość początkujących łamała nogi ręce i inne części ciała. Mi wyszło za pierwszym razem, uwielbiałem to - wiatr owiewający twarz podczas skoku. Po sześciu latach nauki nie przeszkadzał mi wielogodzinny bieg czy wspinaczka, naukę posługiwania się bronią polubiłem, szczególnie walkę nożem, strzelanie z łuku oraz rzucanie nożem, bo ukryte ostrze było częścią mnie od początku nauki, bez niego czułem się jak bez ręki.

Usłyszałem szmer i zorientowałem się, że zamyśliłem się. Mogło to oznaczać śmierć moją i Aszeda. Szybko dźwignąłem mój łuk, nałożyłem strzałę, naciągnąłem łuk do połowy, rozejrzałem się - nic nie zauważyłem. Sześć godzin później zaczęło świtać, więc obudziłem Aszeda i ruszyliśmy w drogę do Kaski.

Koło południa dotarliśmy do bram miasta. W czarnych szatach mogli nas wziąć za kupców lub pielgrzymów. Chwilę później byliśmy w mieście, przeszliśmy do bogatszej dzielnicy, doszliśmy do dużego domu z ogrodem, weszliśmy za murek i zobaczyliśmy piękny ogród z sztuczną rzeką, palmami i różnobarwnymi kwiatami. Przeszliśmy przez ten raj na ziemi i weszliśmy do dużego, dobrze oświetlonego pomieszczenia, skierowaliśmy się do dużego biurka, za którym siedział Nad.

Nad był łącznikiem twierdzy z miastem i dowodził oddziałem 20 asasynów.

- Witajcie, witaj Willu, witaj Aszedzie. - Przywitał nas z szerokim uśmiechem.

- Witaj, Nadzie - odwzajemniłem przywitanie z uśmiechem.

- Witaj - przywitał się Aszed.

- Słyszałem, że macie tu jakiś problem, Iman nas wysłał - oznajmiłem. – Powiedział, że wytłumaczysz nam nasze zadanie, a więc czekamy na wyjaśnienia.

- A, tak, jeden z doradców naszego władcy próbuje zdobyć to miasto, a gdy je zdobędzie, to ciężko go będzie zatrzymać. Stacjonują tu główne siły naszego kraju i główny ośrodek handlu.

- A, czyli mamy go wyeliminować z z tej gry politycznej, tak? - zapytał Aszed.

- Tak, ale po cichu i bez zwracania na siebie uwagi, rozumiecie, to wasz pierwszy raz i mam nadzieję, że nie ostatni. Wyślę z wami jednego starszego asasyna, Shana.

- Dobrze, wyruszymy dziś po zmroku - stwierdził Aszed.

- Mhh, dobrze, teraz możecie iść na bazar, a potem wróćcie, przygotujemy wam pokoje, ale wróćcie przed zmrokiem, proszę.

- Zgoda - potwierdziłem.

I wyszliśmy za drzwi. Zanim je zamknąłem, Nad krzyknął:

- Willu, zaczekaj. - Obróciłem się i w ostatniej chwili złapałem sakiewkę z pieniędzmi lecącą prosto w moją twarz.

- Dzięki, nie trzeba było, Nadzie.

- Proszę, jesteście gośćmi.

- Jeszcze raz dzięki. - Obróciłem się i zamknąłem drzwi.


Rozdział 2

Na targu w powietrzu dało się wyczuć ostry aromat przypraw, od którego aż kręciło w nosie. Rozdzieliliśmy się przy fontannie, umówiliśmy się przy niej za trzy godziny. Udałem się na południe w stronę straganu z bronią, obejrzałem kilka długich noży oraz zestawy noży do rzucania, szczególnie w oko wpadł mi łuk refleksyjny, długi, czarny, z hebanową rękojeścią i rogami z kości słoniowej, w czarnym kołczanie leżały czarne strzały ze srebrnymi grotami i kręconymi lotkami.

Podszedłem do stoiska i zacząłem się targować.

- Ile chcesz za niego? – zapytałem.

- 450 srebrnych koron – odpowiedział.

- 250.

- 430. - Targował się twardo.

Po 10 minutach doszliśmy do 305 koron.

Odchodząc od stoiska cieszyłem oczy nowym nabytkiem. Po drodze do umówionego miejsca zauważyłem że dziwnie przygląda mi się jakiś chłopak. Nie przejąłem się tym bardzo. Gdy doszedłem do Fontany, Aszed czekał na ławce pod figowcem. Usiadłem koło niego, pokazałem mu łuk.

- Ty nigdy się nie zmienisz – stwierdził, szczerząc zęby w uśmiechu. - Książki i łuki twój żywioł.

Szturchnąłem go, uśmiechając się.

- Chodź, zobaczymy, jak wygląda cel i pałac.

- Dobrze.

- Nie będzie problemu, jego sypialnia jest idealne naprzeciw nas, łóżko naprzeciw okna - powiedział Aszed.

Uśmiechnąłem się - będę miał okazję wypróbować mój nowy nabytek.


Rozdział 3

Księżyc świecił jasno na niebie, wokoło było bardzo jasno, szara lotka przylegała mi do policzka, srebrny grot świecił nad moim palcem, łuk naciągało się gładko, prawie bez oporu. Zimny wiatr owiał mi twarz. Jeszcze tylko puścić cięciwę i koniec, uciekamy - więc puściłem cięciwę, strzała wyrwała się z moich palców jak czarny ptak, dwie sekundy później wystawała z szyi Daiga - bo tak nazywał się mój cel - 15 sekund później znikaliśmy w ciemnościach.


Rozdział 4

Biegnąc po dachach oglądaliśmy się za siebie, nagle usłyszałem świst strzały i zobaczyłem Aszeda lecącego do tyłu, a z jego piersi wystawała czerwona strzała. Znak zakonu Sa'rawi. Zatrzymałem się i w tym momencie strzała wbiła mi się w nogę, skoczyłem w bok i spadłem. Wychodząc z kosza z ubraniami zostawionego przez jakiegoś kupca, wziąłem jakieś ubranie i odszedłem w mrok dochodząc, a raczej kuśtykając do kryjówki naszego stowarzyszenia.

- Nadzie! Nadzie! - krzyknąłem.

Ktoś szybko otworzył drzwi.

- Wołaj Nada – powiedziałem.

- Co się stało, Willu? - zapytał. - Gdzie Aszed?

Aszed został zabity przez Sa'rawi, ktoś musiał wiedzieć, że zaatakujemy dziś.

- Ale o tym wiedziałem tylko ja i wy.

- Wczoraj na targu dziwnie przyglądał mi się jakiś chłopak, może mu zapłacili za to, by obserwował nas – powiedziałem.

- Możliwe, a teraz połóż się na stole, zaraz zawołam medyka.

- Strzała przeszła przez miękkie, kości nie trafiła, zaraz wyciągnę.

Złamał strzałę i szarpnął mocno. Krzyknąłem z bólu i szarpnąłem się, na czole zaperlił mi się pot. Wziął, włożył do pieca metalowy pogrzebacz, zaczekał aż rozżarzy się do czerwoności i włożył w ranę. Zagryzłem drewniany kołek, który miałem w ustach, i znowu się szarpnąłem. Przytrzymało mnie dwóch silnych asasynów. Medyk wyjął metal z rany, a ja straciłem przytomność. Śnił mi się Aszed, umierający mi w ramionach, chciałem mu pomóc, ale nie mogłem, i wtedy strzała wbiła mi się w serce, obudziłem się z krzykiem.

Myślałem o jutrzejszym powrocie do głównej siedziby i o śmierci. Będę musiał odbić ciało Aszeda, nie ważne, czy mi zabronią czy nie, i tak to zrobię - i odpłynąłem w sen pełen koszmarów.

  • Autor: William
  • Data dodania: 02-01-2011
Książka Assassin's Creed - Ostatni Potomkowie - Grobowiec Chana wydawnictwa Insignis

Komentarze / pokaż wszystkie (10)

1. ja3702-01-2011, 21:03Niezłe, całkiem fajne. Będzie dalsza część, czy to już koniec?
2. William103-01-2011, 14:29pomyliłem pliki to wersja surowa
3. ja3703-01-2011, 18:29O, to fajnie. No to czekam:)
4. Al4tir104-01-2011, 20:54Mam wrażenie że czytałeś Zwiadowców.
5. William104-01-2011, 21:00a to dlaczego
6. Meryiel108-01-2011, 11:54Super! Czekam na kolejną część. ;]
7. ja3708-01-2011, 13:50Trzeba się po części zgodzić z Al4tir. Styl pisania i imię głównego bohatera faktycznie są podobne, ale tak ogólnie to opowiadanie świetne, całkiem oryginalne. Jedno tylko pytanko? Kiedy będzie następna część? A jeżeli będzie, to kiedy? :)
8. William109-01-2011, 18:06powinienem skończyć w tym miesiącu. nie mam za bardzo czasu
9. ja3710-01-2011, 19:32Aha, rozumiem. Ja też za bardzo go nie mam ;)
10. Rukia370118-01-2011, 17:59Fajne, bardzo fajne. Pisz tak dalej.

Dodaj komentarz

*Czy jesteś botem?
Składnia
ZnacznikPrzykład użyciaWynik
*pochylenie*Altair ma *różowego* kota.Altair ma różowego kota.
**pogrubienie**Altair **nie ma** kota.Altair nie ma kota.
~~spoiler~~Ojciec Altaira ~~Umar~~! :OOjciec Altaira Umar!
>cytat>requiescat in pacerequiescat in pace
© 2008 - 2017 zakon-ac.info • there is only ZAC
0100
Patronat
Społeczność
Ładowanie...
Do góry
TOP5#19:
  1. FIFA Polonia
  2. Zakon Assassin's Creed
  3. Marvel Comics
  4. Markolf
  5. Need For Speed
wygraj płytę GIGABYTE dla gracza