Zakon Assassin's Creed


Fragment Edenu 8

Kombinezon razem z plecakiem ważył co najmniej dwadzieścia kilogramów, ale chociaż grawitacja była niższa niż na Ziemi, ubrany weń człowiek czuł się nieco przytłoczony. Ponad rok morderczych ćwiczeń mających na celu zachowanie sprawności fizycznej nie mogło mu zastąpić grawitacji. Odwykł od normalnego chodzenia. Kiedy czuł, że robi mu się ciemno przed oczami, przystawał i pochylał się na chwilę do przodu, opierając grubą rękawicę na kolanie. W drugiej ręce dzierżył flagę USA. Skafander miał wyrównywać ciśnienie w różnych częściach ciała, ale człowiek i tak czuł dyskomfort wywołany uciskaniem. Wydawało mu się, że ma spuchnięte nogi. Mocniej zacisnął grubą rękawicę na proporcu i znów pochylił się do przodu. Jego buty znaczył rudy pył, unoszący się z każdym jego krokiem. Planeta nie podobała mu się, zdawało mu się, że trafił na pustynię, taką jak na Ziemi, tylko brzydszą i dużo bardziej niebezpieczną. Kamienie i pył oświetlone przez jakąś małą, pokurczoną gwiazdę, która nijak nie przypominała Słońca – czego jego zleceniodawcy chcieli tu szukać?! Chciał otrzeć pot z czoła, ale gruba rękawica natrafiła tylko na szybę hełmu.

- Andrew – usłyszał w słuchawkach. Drgnął niespokojnie. Był tak skupiony, zapatrzony w niekończące się pustkowie gruzu i rudego pyłu niesionego wiatrem, że zapomniał, że nie jest tu sam.

- Tak – powiedział.

Zapomniał włączyć przycisk interkomu, poprawił się i odwrócił do towarzysza. Odciśnięte w pyle ślady butów już zaczynały się zacierać.

- Wystarczy. Wbijaj flagę i ustaw się ładnie. Prosto.

- Zrozumiałem.

Powinien był czuć ekscytację. Nikt nigdy nie był tu przed nimi – poza sondami badawczymi. Kiedy rok temu potwierdziły obecność pewnych anomalii, nie mieli wątpliwości, że wkrótce staną na czerwonym globie. Czuł się jednak tylko zmęczony i rozczarowany. Mars zdawał się nie mieć im nic do zaoferowania poza poczuciem izolacji.

Wbił flagę i wyszczerzył zęby do aparatu. Próżny był to gest, przez przyciemnioną szybę nikt i tak tego na zdjęciu nie zobaczy. Symbol wbicia flagi miał być symbolem zdobycia kolejnego kawałka przestrzeni. Mars jednak zareagował to jak na wkłucie się insekta w skórę, wiatr szarpnął flagą, trzepnął rdzawą kurzawą w hełm, omal nie przewrócił obu astronautów.

Vlad upewnił się, że wszystko w porządku i zrobił zdjęcie. Nie podobało mu się, zamazane pyłem, który wbijał się w każdy zakamarek, każde zagięcie kombinezonu. Uwiecznił wiekopomną chwilę jeszcze na kilku kolejnych klatkach. Mogli wracać do łazika.

***

Ekipa poszukiwawcza składała się z pięcioosobowej załogi. Dwóch naukowców, lekarz i dwóch pilotów. Spędzili razem ze sobą rok, zamknięci na kilkunastu metrach kwadratowych. Początkowo wszyscy byli podekscytowani lotem, pięknym widokiem kosmosu i miliardów gwiazd, jaki mogli obserwować na ekranach monitorów. Myliłby się ten, kto by sądził, że największym zagrożeniem w przestrzeni kosmicznej jest próżnia albo zagrożenie trafieniem przez meteoryt. Największym wrogiem człowieka odciętego od świata jest nuda kosmiczna. Po dwóch miesiącach nie mogli prawie na siebie patrzeć, a po roku wszyscy byli na skraju wytrzymałości. Kłócili się o każdy drobiazg. W końcu jednak musiał nastąpić kres podróży. Wszyscy odetchnęli z ulgą, wiedząc, że nastąpi jakaś odmiana. Mars rozczarował ich jednak. Nijakość, pustkowie, trochę skał i tyle – jakby na Ziemi nie było tego pod dostatkiem.

Andrew i Vlad wyruszyli na poszukiwania tego samego dnia, stłoczeni w ciasnym łaziku. Ich celem była samotnie wznosząca się skała, widoczna dobrze z miejsca, gdzie wylądowali. Podobno tam zauważono pewne anomalie, a oni mieli odnaleźć ich źródło. Im bardziej się zbliżali, tym bardziej tracili nadzieję na sukces misji, tym bardziej dawali wiarę w przypuszczenia, że były to zwykłe zakłócenia albo sygnały z uszkodzonego sprzętu. Skała nie wyróżniała się niczym szczególnym, zaś ich przyrządy pomiarowe nie chciały przesunąć wskazówki z zera nieco dalej. Nawet te najczulsze drgały jedynie pod wpływem wstrząsów.

Andrew i Vlad wyszli na zewnątrz i podeszli do skały. Jeszcze nie wierzyli, że nie trafili we właściwe miejsce. Skała wznosiła się nad nimi na kilkaset metrów, była już nieco oszlifowana przez wiatr i drobne kamyki, jakie niósł. Szli wzdłuż niej, obserwując wskazania licznika Geigera, kompas, niczego nie zauważyli, co odbiegałoby od normy. Mieli nadzieję, że po prostu przybyli z niewłaściwej strony, a sygnały były po prostu stłumione. Po przejściu około stu metrów natrafili, ku swojemu zdumieniu i uldze. na jaskinię. Początkowo regularne kształty wejścia przypisali przypadkowi, ale kiedy weszli do środka, nie mieli wątpliwości – ta jaskinia nie była naturalnym tworem. Na ścianach wyryte zostały znaki składające się z ułożonych na różne sposoby prostokątów. Vlad oświetlając je latarką, robił zdjęcia.

- To zdumiewające odkrycie – powiedział, naciskając przycisk interkomu. – Wyraźne ślady innej cywilizacji.

- Co ty nie powiesz… - Andrew szedł naprzód. Anomalii jak nie było, tak nie było. Dziury w ścianach nie interesowały go w najmniejszym stopniu.

Schodzili w dół. Korytarz był tylko jeden, bez rozwidleń, zakończony ślepą uliczką.

- To… już? – Vlad był rozczarowany.

- To… tutaj.

- Nie rozumiem, co tutaj?

Andrew pochylił się, przyklęknął.

- Był tutaj ktoś. Widzisz… ślady. Nie mogliśmy zrobić ich sami. Myślisz, że przetrwały tu od tylu tysięcy lat?

Vlad wątpił, by coś takiego było możliwe, jednak zrobił fotografię. Andrew przetarł pył na ziemi rękawicą. Ku swojemu zaskoczeniu natrafił na żelazne, zardzewiałe nieco kółko, jak ogniwo łańcucha.

- Co jest…

Podciągnął je w górę. Ze skrzypieniem i zgrzytem ustąpiła metalowa płytka.

W tym momencie syk nieszczelnej instalacji tlenowej zaalarmował astronautę.

- Vlad, na litość boską, co ty wyprawiasz! – powiedział, ale czuł, że robi mu się ciemno przed oczami, sparaliżował go strach. – Musisz pomóc mi dotrzeć do łazika…

- Nic z tego, Templariuszu – powiedział zimno Vlad, wsuwając z powrotem ukryte ostrze. – Myślałeś, że niczego nie wiem?

Andrew próbował złapać towarzysza za rękę, podciągnąć się z klęczek, ale dostał tylko potężny kopniak w hełm. Przewrócił się na ziemię. Rozpaczliwie próbował łapać powietrze, nic z tego, zamiast ożywczego tlenu wdzierał się do jego płuc trujący gaz, wił się i skręcał w długiej, bolesnej agonii…

Vlad czekał cierpliwie, aż Andrew znieruchomieje, a kiedy upewnił się, że nie żyje, sam zabrał się do plądrowania schowka. W środku była tylko mała, ciężka, metalowa skrzynka.

- Spoczywaj w pokoju – rzucił na pożegnanie i ruszył w kierunku wyjścia z tunelu ze swoim łupem.

Pieczołowicie umieścił skrzyneczkę w łaziku, zabrał materiały wybuchowe, które wzięli ze sobą na wypadek, gdyby przyszło im przedzierać się przez niedostępny teren, umieścił je w tunelu i zdetonował… Andrew nie był już potrzebny. W rakiecie wciśnie pozostałym, że chcieli się przebić dalej, że go zasypało…

***

Nikt nie zadawał pytań.

W skrzynce, którą zabrał Vlad, było proste, zakłócające urządzenie elektroniczne, źródło słynnej anomalii. Kiedy wyczerpała się bateria, przestało nadawać. To dlatego wskaźniki stanęły przy zerze, kiedy zbliżali się do skały. Vlad analizował zdjęcia wyżłobionych na ścianach prostokątów. Wyglądało to na wiadomość zakodowaną w alfabecie Morse'a. O pomyłce nie mogło być mowy. Twórca tych napisów zadał sobie sporo trudu, by przekazać krótkie przesłanie.

„Asasyni. Nigdy nie wygracie z Templariuszami.
21.12.2034”

  • Autor: Wega
  • Data dodania: 20-10-2010
Książka Assassin's Creed - Ostatni Potomkowie - Grobowiec Chana wydawnictwa Insignis

Komentarze / pokaż wszystkie (7)

1. Rukia370122-10-2010, 17:21Po prostu super opowiadanie.
2. GrzesiekMp4106-11-2010, 17:15I to już? Koniec? Opowiadanie fajne ale bez zakończenia
3. Claudia_Auditore513-11-2010, 11:24Przestań się czepiać! Może to było celowe? Daje do pomyślunku co mogło zdarzyć się później. Wega to najlepsze opowiadanie^^.
4. Meryiel20-12-2010, 19:11Ale czad o.O Czyli w końcu ta wiadomość pochodziła z przeszłości, czy przyszłości, bo nie za bardzo skapnęłam...
5. Wega1021-12-2010, 00:38Dziękuję Wam :) Zakończenie jest takie, a nie inne, bo wojna z Templariuszami trwa od początku istnienia ludzkości i może nigdy się nie zakończyć... Drobne wyjaśnienie dla Meryiel: Asasyni wysłali na Marsa ekspedycję, by odzyskać FE8. Vlad uważał, że wśród nich jest zdrajca, Templariusz, i dlatego go zabił. Później okazało się, że Asasyni przylecieli na Marsa za późno, że Templariusze już tam byli i odzyskali FE8, zostawiając na miejscu swoją wiadomość i urządzenie zakłócające zamiast FE.
6. Julie_122-02-2011, 20:46Wega, masz talent. :D
7. OMEN1435130-08-2011, 01:11Zakon ac przez nas znany i przez wszystkich kochany :)

Dodaj komentarz

*Czy jesteś botem?
Składnia
ZnacznikPrzykład użyciaWynik
*pochylenie*Altair ma *różowego* kota.Altair ma różowego kota.
**pogrubienie**Altair **nie ma** kota.Altair nie ma kota.
~~spoiler~~Ojciec Altaira ~~Umar~~! :OOjciec Altaira Umar!
>cytat>requiescat in pacerequiescat in pace
© 2008 - 2017 zakon-ac.info • there is only ZAC
200
Patronat
Społeczność
Ładowanie...
Do góry
TOP5#19:
  1. FIFA Polonia
  2. Zakon Assassin's Creed
  3. Marvel Comics
  4. Markolf
  5. Need For Speed
wygraj płytę GIGABYTE dla gracza