Zakon Assassin's Creed


Fragment 5: Leonardo da Vinci

(…) Następnego dnia Ezio obudził się późno i gdy dowiedział się, że jego ojciec nie ma dla niego pilnych spraw do załatwienia, odetchnął z ulgą. Udał się do ogrodu, gdzie znalazł matkę nadzorującą prace przy swoich wiśniach, których kwiaty zaczynały już więdnąć. Uśmiechnęła się na jego widok i przywołała go skinieniem. Maria Auditore była wysoką, dostojną kobietą, w wieku nieco ponad czterdziestu lat, z długimi, czarnymi włosami, splecionymi pod białym muślinowym czepkiem z obwódką w rodowych kolorach: czerni i złota.

– Ezio! Buon' giorno.

– Madre…

– Jak się czujesz? Mam nadzieję, że już lepiej.

Delikatnie dotknęła rany na jego czole.

– Nic mi nie jest.

– Ojciec mówił, że powinieneś odpoczywać tak długo, jak tylko możesz.

– Nie potrzebuję odpoczynku, mamma!

– No cóż, dzisiejszy ranek na pewno oszczędzi ci mocnych wrażeń. Ojciec prosił, bym się tobą zaopiekowała. Dobrze wiem, co ci chodzi po głowie.

– Nie mam pojęcia, co masz na myśli.

– Tylko nie kręć, Ezio. Wiem o twojej bójce z Vierim.

– Rozgłaszał plugawe kłamstwa o naszej rodzinie. Nie mogłem pozwolić, by uszło mu to płazem.

– Vieri żyje w dużym napięciu od momentu aresztowania swojego ojca – matka przerwała, zamyślając się na chwilę. – Wiele rzeczy można było rzec o Francescu Pazzim, ale nigdy bym nie przypuszczała, że może być zamieszany w spisek na życie księcia.

– Co się z nim stanie?

– Będzie proces. Podejrzewam, że po powrocie księcia Lorenza, twój ojciec będzie w nim kluczowym świadkiem.

Ezio wyglądał na zaniepokojonego.

– Nie martw się, nie masz się czego obawiać. A ja nie mam zamiaru pytać cię o nic, czego nie chciałbyś mi powiedzieć. Tak naprawdę, to chciałabym, byś towarzyszył mi przy załatwianiu pewnej sprawy. Nie potrwa to długo; myślę nawet, że może ci to sprawić pewną przyjemność.

– Chętnie ci pomogę, mamma.

– Chodźmy więc. To niedaleko.


Opuścili pałac i trzymając się pod rękę, poszli w kierunku katedry, do niewielkiej dzielnicy, gdzie wielu florenckich artystów miało swoje warsztaty i pracownie. Niektóre z nich, takie jak te należące do Verrocchia lub do wschodzącej sławy, Alessandra di Mariano Filipepi, który zyskał już przydomek „Botticelli”, były przestronnymi, tętniącymi życiem pomieszczeniami, gdzie asystenci i praktykanci ucierali kolory i mieszali pigmenty. Inne zaś przedstawiały się znacznie skromniej. Właśnie przed drzwiami do jednego z tych ostatnich zatrzymała się Maria. Zapukała. Drzwi natychmiast otworzył przystojny, dobrze ubrany młodzieniec, można by rzec – wymuskany, gdyby nie jego atletyczna sylwetka, gęsta, ciemnobrązowa czupryna i bujna broda. Był jakieś sześć, siedem lat starszy od Ezia.

– Madonna Auditore! Witam! Spodziewałem się pani.

– Buon' giorno, Leonardo.

Wymienili powitalne pocałunki. „Ten artysta musi być z matką za pan brat” – pomyślał Ezio, ale wygląd nieznajomego od razu przypadł mu do gustu.

– To mój syn, Ezio – powiedziała Maria.

Artysta ukłonił się i rzekł:

– Leonardo da Vinci. Molto onorato, signore.

– Maestro…

– No, niezupełnie… jeszcze nie! – uśmiechnął się Leonardo. – Ale dosyć już o tym… Proszę, wejdźcie, wejdźcie! Poczekajcie tu chwilę, każę asystentowi znaleźć dla was jakieś wino i udam się po wasze malowidła.

Pracownia nie należała do wielkich, a nieład, jaki w niej panował, czynił ją jeszcze mniejszą. Na stołach leżały sterty szkieletów ptaków i drobnych ssaków. W słoikach wypełnionych bezbarwnym płynem znajdowały się części żywych organizmów, których Ezio za żadne skarby nie mógł rozpoznać. Na szerokim stole, w głębi pracowni, stały jakieś dziwne drewniane konstrukcje, wykonane z iście pedantyczną dokładnością. Dwie sztalugi podpierały niedokończone obrazy, których tonacja była ciemniejsza, niż zwykło się widywać, i których kontury nakreślono z o wiele mniejszą precyzją. Ezio i Maria zdążyli się wygodnie rozsiąść, gdy z pomieszczenia wewnątrz pracowni wyszedł przystojny młodzieniec, niosąc tacę z winem i ciastkami. Podał im ją, uśmiechnął się nieśmiało, po czym odszedł.

– Leonardo jest wielce utalentowany.

– Skoro tak uważasz, madre… Niewiele wiem o sztuce.

Ezio miał przeświadczenie, że jego życie będzie polegało na podążaniu śladami ojca, choć czasami odzywała się w nim natura buntownika i awanturnika, która – o czym wiedział – zupełnie nie licowała ze stanowiskiem florenckiego bankiera. Tak czy inaczej, podobnie jak jego starszy brat, widział siebie bardziej jako człowieka czynu, a nie artystę czy konesera.

– Wiesz, umiejętność wyrażania własnego „ja” jest niezbędna do rozumienia życia i cieszenia się nim w pełni.

Matka spojrzała na niego i dodała:

– Powinieneś znaleźć sobie jakiś sposób na rozładowywanie swoich emocji, synu.

Ezio poczuł się dotknięty.

– Mam mnóstwo takich sposobów.

– Nie chodzi mi o dziewki – odparła rzeczowo matka.

– Mamo!

Lecz ona wzruszyła tylko ramionami i zacisnęła usta.

– Byłoby dobrze, gdybyś podtrzymał znajomość z Leonardem. Wydaje mi się, że ma przed sobą obiecującą przyszłość.

– Sądząc z tego, jak wygląda to miejsce, trudno mi się z tobą zgodzić.

– Nie bądź bezczelny!

Przerwał im Leonardo, który wyłonił się z zaplecza, niosąc dwie skrzynie. Jedną z nich postawił na podłodze.

– Czy mógłbyś to ponieść? – zwrócił się do Ezia. – Poprosiłbym Agniola, ale on musi tu zostać i pilnować pracowni. Poza tym wydaje mi się, że nie byłby w stanie, chucherko…

Ezio pochylił się, by podnieść skrzynię i zdumiał się jej ciężarem. Mało nie wypuścił jej z rąk.

– Ostrożnie! – ostrzegł Leonardo. – Malowidła w środku są bardzo delikatne, a twoja matka sowicie mi za nie za­płaciła!

– Chodźmy – powiedziała Maria. – Nie mogę się doczekać, kiedy je zawieszę. Wybrałam już nawet miejsca – mam nadzieję, że przypadną ci do gustu – dodała, zwracając się do Leonarda.

Ezio odrobinę się wzdrygnął: czy ten stawiający swoje pierwsze kroki artysta naprawdę zasługuje na takie powa­żanie?

W drodze powrotnej Leonardo uprzejmie z nimi gawędził, a Ezio przyłapał się na tym, że – zupełnie wbrew sobie – znajduje się pod wpływem uroku tego człowieka. Mimo to podświadomie wyczuwał, że jest w nim coś niepokojącego, coś, czego nie był w stanie dokładnie określić. Dziwny spokój? Poczucie oderwania od zwykłych ludzi? A może po prostu chodziło o to, że trzymał głowę w chmurach, jak inni artyści, o czym Ezio niejednokrotnie słyszał. Tak czy owak, Ezio darzył go spontanicznym, instynktownym wręcz szacunkiem.

– Powiedz mi, Ezio, czym się parasz? – zapytał Leonardo.

– Pracuje dla ojca – odpowiedziała Maria.

– Ach! Finansista! No cóż, urodziłeś się w mieście stworzonym do tego zawodu!

– Jest dzięki temu równie łaskawe dla artystów – odparł Ezio. – Mieszka w nim wielu bogatych mecenasów.

– Niestety, jest nas tak wielu… – zaczął utyskiwać Leonardo. – Bardzo trudno przyciągnąć czyjąś uwagę. Dlatego jestem niezwykle zobowiązany twojej matce. Powiadam ci, ma naprawdę wytrawne oko!

– Skupiasz się na malowaniu? – zapytał Ezio, mając w pamięci różnorodność wyposażenia pracowni Leonarda.

Leonardo zamyślił się.

– To trudne pytanie. Prawdę powiedziawszy, od kiedy się usamodzielniłem, trudno jest mi skupić się na czymkolwiek. O tak, uwielbiam malować i wiem, że to potrafię, ale… wydaje mi się, że widzę efekt końcowy jeszcze zanim go osiągnę. Przez to z trudem przychodzi mi kończenie dzieł. Muszę być pod presją! To jednak nie wszystko. Często odnoszę wrażenie, że mojej pracy brakuje… sam nie wiem… celowości? Czy to ma jakikolwiek sens?

– Powinieneś mieć więcej wiary w siebie, Leonardo – powiedziała Maria.

– Dziękuję, pani, za wsparcie, ale zdarzają mi się chwile, kiedy myślę, że powinienem zająć się czymś bardziej praktycznym, czymś, co ma rzeczywisty związek z życiem. Chciałbym zrozumieć, na czym ono polega… na czym polega działanie wszystkiego, co istnieje na świecie.

– Musiałbyś być więc setką osób w jednej – powiedział Ezio.

– Och, ile bym za to dał! Chciałbym poznać architekturę, anatomię, a nawet inżynierię. Nie wystarcza mi odtwarzanie świata przy użyciu pędzla; ja chcę go zmieniać!

Mówił z taką pasją, że Ezio, zamiast poczuć irytację, był pod wielkim wrażeniem – ten człowiek na pewno się nie przechwalał; przeciwnie, wyglądało na to, że cierpi katusze z powodu nawału myśli, które w nim kipią. „Jeszcze chwila – pomyślał Ezio – a powie nam, że nieobca mu jest muzyka i poezja!”

– Nie chcesz odłożyć tego na chwilę i odpocząć, Ezio? – zapytał Leonardo. – Może być ci z tym trochę ciężko.

Ezio zacisnął zęby.

– Nie, grazie. Poza tym już dochodzimy.

Gdy dotarli do Palazzo Auditore, Ezio wniósł skrzynię do holu i postawił ją tak powoli i ostrożnie, jak tylko pozwoliły mu na to obolałe mięśnie. Gdy to zrobił, poczuł ulgę o wiele większą, niż się spodziewał.

– Dziękuję, Ezio – powiedziała do niego matka. – Wydaje mi się, że teraz poradzimy już sobie bez ciebie, choć jeśli chcesz pomóc nam z wieszaniem obrazów…

– Dziękuję, mamo – myślę, że będzie najlepiej, jeśli zajmiecie się tym sami.

Leonardo wyciągnął do niego rękę.

– Cieszę się, że cię poznałem, Ezio. Mam nadzieję, że wkrótce nasze drogi znów się spotkają.

– Anch'io. (…)



Oliver Bowden
Assassin's Creed: Renesans
przekład: Tomasz Brzozowski
Copyright © for Polish Edition Insigns Media, 2010.

Copyright © Ubisoft Entertainment. All Rights Reserved.
Assassin's Creed, Ubisoft, Ubi.com and the Ubisoft logo are trademarks of Ubisoft Entertainment in the U.S. and/or other countries.

First published in Great Britain in the English language by Penguin Books Ltd. in 2009.

  • Data dodania: 18-10-2010
Książka Assassin's Creed - Ostatni Potomkowie - Grobowiec Chana wydawnictwa Insignis

Komentarze / pokaż wszystkie (22)

8. (usunięty)28-12-2010, 20:25ja mam tą książke ma aż 477 stron
9. anonimezio131-12-2010, 17:12książka jest super :D mam ją i gorąco polecam :D
10. anonimezio131-12-2010, 17:14zapomniałem dodać że są w tej książce rzeczy których niem w grze :D
11. Buka02-01-2011, 21:03Mam pytanie, czy wam też brakuje stron od 319 do 337 ?
12. Martx103-01-2011, 18:20Nie, powinny być wszystkie, od 1 do 486 (razem ze spisem postaci i słowniczkiem). Radzę dać książkę do reklamacji, o ile masz paragon. Wątpię, że bez niego przyjmą książkę do zwrotu/wymiany. XD
13. DKoval120-02-2011, 19:05Moja Książka ma 500 stron
14. michal1999130-06-2011, 18:03Kiedy będą nastepne fragmentY?
15. Assasyn Ezio103-07-2011, 10:00A Moja 477 Stron Do Czytania A Reszta To Postacie I Wyrazy Po Włosku I Łacinie
16. lol123415-08-2011, 23:29nie będzie więcej fragmentów ale ogólnie książka jest spoko
17. masterdany8814-10-2011, 17:41hej a wie ktoś może czy dostępny jest gdziekolwiek audiobook tej książki? są fragmenty, ale nigdzie nie mogę znaleźć pełnego audiobooka
18. assasyn22299108-12-2011, 21:08bardzo fajne powiem ze to odlot
19. Tris118-12-2011, 15:54hmm pytacie gdzie aaudiobook, kiedy następny fragment... a może poprostu kupicie książkę bo naprawdę warto i nietrzeba czekać aż pojawi sę kolejny rozdział na necie...
20. assasin pc518-01-2012, 15:58Nie czytałem !
21. tomasz96.1996123-02-2012, 22:09kurde chciałem kupić tą książkę pod tytułem: Assassin's Creed Bractwo. Szukałem we wszystkich księgarniach i nie ma. Czy ta książka na pewno wyszła w Polsce ?! Bo jej nigdzie nie ma.
22. hardkorowy125-07-2012, 21:58tomasz96.1996 wyszła w polsce bo mam i przeczytałem.

Dodaj komentarz

*Czy jesteś botem?
Składnia
ZnacznikPrzykład użyciaWynik
*pochylenie*Altair ma *różowego* kota.Altair ma różowego kota.
**pogrubienie**Altair **nie ma** kota.Altair nie ma kota.
~~spoiler~~Ojciec Altaira ~~Umar~~! :OOjciec Altaira Umar!
>cytat>requiescat in pacerequiescat in pace
© 2008 - 2017 zakon-ac.info • there is only ZAC
300
Patronat
Społeczność
Ładowanie...
Do góry
TOP5#19:
  1. FIFA Polonia
  2. Zakon Assassin's Creed
  3. Marvel Comics
  4. Markolf
  5. Need For Speed
wygraj płytę GIGABYTE dla gracza