Zakon Assassin's Creed


Dalsze losy Altaira

Minął miesiąc od starcia z Al-Mualimem. Altaira czekało trudne zadanie. W Masyafie nie zostało wielu żywych asasynów, a on był z nich najwyższy stopniem, więc musiał przejąć obowiązki Wielkiego Mistrza.

- Altairze, nasi informatorzy w Akce, Damaszku i Jerozolimie twierdzą, że wszyscy Templariusze pozostali przy życiu zbierają się w Arsufie.

Malik, jako jeden z nielicznych miał prawo mówić do Mistrza po imieniu jako jego najlepszy przyjaciel.

- W Arsufie? Czyż nie miało to być miejsce walki chrześcijan z muzułmanami?

- Tak, miejsce, w którym ostatecznie pokrzyżowałeś plany Templariuszom.

- Tak, to jest oficjalna wersja, ale między nami nie ma tajemnic. Wiesz dobrze, że moja przygoda skończyła się wraz ze śmiercią Al-Mualima na tarasie twierdzy.

- Nadal jednak nie rozumiem, dlaczego ukrywasz prawdę.

- W naszym posiadaniu znajduje się skarb Templariuszy. Obaj wiemy, jakie spustoszenia spowodował w Masyafie. Myślisz, że gdyby inni dowiedzieli się o jego mocy, to nadal byli by nam poddani? Czy raczej próbowali by go przejąć i sami zostać władcami?

- Chyba masz rację, Altairze.

- Ale wróćmy do raportu. Wysłałeś tam jakiegoś asasyna?

- Nie.

- Dlaczego?

- W Masyafie zostało tylko kilku dobrze wytrenowanych zabójców. Nie możemy ich wysłać, gdyż wtedy bardzo osłabimy naszą fortecę. Nie możemy też wysłać niewyszkolonych, gdyż Templariusze na pewno go złapią, a wtedy dowiedzą się, że my wiemy.

- Strata na pewien czas asasyna w zamian za poznanie takiej tajemnicy jest warta ryzyka.

- Przepraszam cię Mistrzu, ale kłamałem. W twierdzy nie mamy na tyle wyszkolonego zabójcy, aby mógł się tam udać. Żaden z Da'i nie jest na tyle wyszkolony. Ja nie mam ręki, więc jestem w takich misjach jeszcze bardziej bezradny niż oni.

- Mogę ja iść.

- NIE ALTAIRZE! Jesteś naszym Mistrzem! Co poradzi Zakon bez ciebie?

- Ty przejmiesz moją rolę. Ufam ci bezgranicznie. A ja… w ostateczności poświęcę się dla większego dobra.

- Ale…

- Nie ma żadnego ale. Wyruszam jutro. A teraz odejdź.

Miał teraz na głowie jeszcze więcej niż przed wizytą Malika. Musiał przygotować się do niezwykle ważnej misji. Postanowił spędzić resztę dnia na treningu swoich umiejętności, co też uczynił.


Z samego rana Altair udał się pod bramy Masyafu. Z daleka ujrzał Malika. Wiedział po co się zjawił.

- Nie, nie odwiedziesz mnie od tego.

- Chcę ci tylko życzyć powodzenia.

- No to żegnaj Maliku.

- Powodzenia. Bądź tylko ostrzem w tłumie.

Po tych słowach rozeszli się – Altair w stronę konia, a Malik do Masyafu. Podróż minęła bez przeszkód, chyba że za takową liczyć nagłą zmianę pogody ze słonecznej w mocno wietrzną.

Zabójca zatrzymał swojego konia kilometr od Arsufu.

- Dalej muszę iść – powiedział sam do siebie – cholera. Ten wiatr może przeszkadzać, jeśli mają tam psy i one wyczują mój zapach. Ale nie mam innego wyjścia.

Pamiętając dokładne rozmieszczenie wszystkich wież nie miał większych problemów z cichym mijaniem posterunków. Aż dotarł do wielkiego klifu. Stało na nim trzech żołnierzy z łukami. Jednak dla takiego asasyna jak on to nie problem. Szedł jak najbliżej ściany, aby nie wejść w pole widzenia straży. Obszedł całą skałę i zaczął się wspinać. Teraz była najtrudniejsza część – musiał usunąć trzech ludzi bez wszczynania alarmu. Poczekał chwilę, aż wszyscy odwrócą się w inną stronę. Gdy to się stało, podkradł się do najbliższego i jednym celnym ciosem zakończył jego życie. Położył jego ciało be żadnego szelestu. Podkradł się do drugiego – zatopił swe ostrze w plecach bezimiennego dla niego żołnierza. W tym momencie odezwał się trzeci:

- Brad, popatrz na tamto. Czy to nie jest czas… - nie skończył zdania. Z jego szyi sterczało długie ostrze skąpane we krwi.

- Do widzenia… – szepnął mu do ucha asasyn.

Z tego miejsca ujrzał dokładnie cały Arsuf. Od najwyższej wieży, gdzie był jego cel, dzielił go kilometr drogi. Ale nie to było najgorsze. Widział przynajmniej dziesięć licznych patroli na swojej drodze. Miał naprawdę twardy orzech do zgryzienia. Z zamyślenia wyrwał go dopiero mężczyzna biegnący w stronę klifu. „Może to posłaniec” – pomyślał i natychmaist wpadł mu do głowy pomysł – „może być cenny.” Usadowił więc zabitych żołnierzy i spokojnie czekał ukryty za jednym z nich na żołnierza.

- Brad, Brad, Drognan natychmiast chce raport. Ale pospiesz się z nim, posłaniec nie może czekać w takich sprawach, bo mogą go skrócić o głowę, a w tym wypadku to mnie czeka ten los.

Biedny głupiec nawet nie zauważył, że ci ludzie, do których przemawiał są martwi. Ostatnią rzeczą, którą widział, był mężczyzna w białym płaszczu skaczący mu do szyi.

Po pięciu minutach Altair był gotowy do dalszej drogi. Co prawda nowy strój trochę go uwierał, ale lepsze to, niż walka z garnizonem Templariuszy. Co chwila słyszał: „Niech żyje Drognan”. „Chwałą wielkiemu Drognanowi”. „Śmierć asasynom”. I odpowiadał podobnymi zwrotami wiedząc, że każdy zły ruch może go kosztować życie. Aż wreszcie dotarł do wieży. Przeszedł obok niczego nie świadomej straży przy drzwiach i znalazł się w okrągłej komnacie.

- Ach tak, już jesteś Bael. Co masz mi do przekazania? – powiedział najwyższy mężczyzna.

- Brad prosi o natychmiastowe wsparcie. Jest w niebezpieczeństwie!

- A niech to! – zawołał drugi mężczyzna, trochę niższy od Drognana, ale szerszy w barkach – czy ten głupek nie może sobie poradzić bez nas?

- Och znając życie to nic takiego – wtrącił się trzeci, wyglądający na dowódcę straży – pewnie znowu spotkał jednego z naszych szpiegów. – po czym zaśmiał się z własnego dowcipu.

- Bądź co bądź musimy wysłać tam wsparcie – odrzekł Drognan.

W tym momencie do komnaty wpadł inny żołnierz.

- Drognanie, pilna sprawa, choć ze mną – powiedział zasapany.

- Dobrze, ja idę z nim, Ellywick, idź wysłać wsparcie Bradowi. Gwyn – ty przynieś tu nasze dokumenty.

- A co z nią? – zapytał się mężczyzna nazwany Ellywickiem. W tym momencie Altair dostrzegł skatowaną kobietę leżącą pod ścianą. – Nie możemy jej zostawić bez straży.

- Jest tu przecież Bael. Chyba jej upilnuje. Przecież w pełni uzbrojonego żołnierza nie może pobić nieprzytomna dziwka. Wszyscy ryknęli śmiechem.

Drognan i Ellywick wyszli za strażnikiem, a Gwyn udał się na górę po schodach. Altair został sam. Widząc umęczoną kobietę postanowił jej pomóc. Podszedł do niej po czym polał ją wodą ze swojego bukłaku.

- Obudź się, proszę.

- Co ty robisz?! – usłyszał za sobą głos – Ty szatański psie. Poznasz mój gniew!

Asasyn obrócił się w ostatnim momencie, aby uniknąć ataku Gwyna. Wyciągnął miecz gotowy do walki.

- Miałem dobre przeczucie. Pewnie jesteś jednym z tych asasynów? Giń, dupku!

Altair jedną skuteczną paradą i piruetem pozbawił przeciwnika głowy.

- Ty, ty, kim ty jesteś? – odezwałą się kobieta.

- Jestem asasynem, a ty?

- Nazywam się Aga. Dziękuje za pomoc. Jak dobrze znowu być między wami.

- Aga? Nie poznajesz mnie? To ja, Altair!

- To ty? Och, jak się cieszę, że tu jesteś. Ucałowałabym cię, ale nie mam na to sił.

- Może to zabrzmi brutalnie, ale nie mamy teraz na to czasu. Wiesz może co oni tu robią?

- Mówili coś o Edenie, o jakichś mapach. O tym że stracili cenny artefakt i zastąpią go innym, bo znaleźli drogę do niego. Pewnie chodzi im o te mapy.

- A wiesz gdzie one są?

- Wydaje mi się, że tam u góry.

- Dobrze, chodź teraz ze mną – asasyn wziął ją na plecy i skierował się w stronę schodów. Miał nadzieję, że znajdzie to, po co przyszedł. I tak się stało. Na biurku w najwyższej komnacie leżały mapy. Zabójca wziął je za pas, chwycił mocniej kobietę i wyskoczył przez okno na stóg siana.

- O, mamy nawet darmowy pojazd – powiedział na widok konia, po czym wsiadł na niego trzymając przed sobą Agę – no dobra, a teraz uważaj.

I pognał przed siebie do wyjścia z Masyafu. Był tak blisko, ale został zrzucony z konia przez strażnika. O dziwo jego towarzyszce udało się utrzymać i jechała dalej.

- Uciekaj i nie patrz na mnie! – krzyknął do niej.

- No proszę, proszę, kogo my tu mamy. Słynny Altair. A teraz oddaj nam mapy, które masz wetknięte za pas. Nie masz dokąd uciec. Krok w tył i leżysz w jeziorze.

Te słowa wypowiedział nadjeżdżający na koniu Drognan. Asasyn chcąc nie chcąc wyciągnął zwitki pergaminu i podniósł na wysokość oczu.

- Masz na myśli „te” mapy? – powiedział spokojnie, po czym w mgnieniu oka potargał zwój, rzucił za siebie do wody i wyciągnął miecz.

- A niech cię! Miesiąc pracy poszedł na darmo! Ale przynajmniej pozbędziemy się Altaira.

- Nie sądzę – powiedział to tak cicho, że tylko najbliżsi usłyszeli. Rzucił się na Templariusza, wykorzystując swój pęd i zdziwienie obecnych, zwalił przeciwnika i odjechał na swojej nowej zdobyczy. W drodze powrotnej myślał ciągle o przebytej przygodzie. „Taaak, może nie mam map, ale zdobyłem dużo większy skarb” – mówił sobie myśląc o swojej oswobodzonej towarzyszce.

  • Autor: Valygar
  • Data dodania: 19-02-2010
Książka Assassin's Creed - Ostatni Potomkowie - Grobowiec Chana wydawnictwa Insignis

Komentarze / pokaż wszystkie (23)

9. ezio152479105-12-2010, 15:2311/10 chociaz troche za duzo dialogow- altair byl raczej milczkiem ale to nic
10. Tofifik6117-12-2010, 20:52Jest błąd w słowie kobieta - brakuje k na początku - ale i tak jest fajne
11. riava28-12-2010, 13:43Pomysł dobry, jednak trzeba trochę popracować nad dialogami. Jak ktoś już wyżej zauwarzył, to trochę nie w stylu Altaira i ogólnie AC. Za mało krwi:)
12. (usunięty)31-12-2010, 14:41Altair rządzi! Błąd w tym tekście taki że ten zabójca tak dużo nie gadał.
13. Claudia_Auditore518-02-2011, 17:49Przyznaję Ci rację Riava. To nie jest w stylu Altaira. Np to "Do widzenia". Ale ogólnie pomysł ciekawy i dobry ;)
14. Drakon119-03-2011, 16:22dobre
15. Altair 0001108-05-2011, 18:55Ogólnie to super,ale Altair taki nie jest
16. gugus122-05-2011, 17:42bardzo fajne daje 10/10
17. Ezio10127-06-2011, 08:2811/10 i zgadzam się z ezio152479, ubisoft123 i jak już to lepiej brzmiało by "Żegnaj przyjacielu" lub po prostu "Żegnaj". Ogulnie świetne.
18. doblyue00231-08-2011, 17:59Moim zdaniem fajne opowiadanie. Parę słów nie w stylu Altaira, albo imię tej dziewczyny...Aga... Jednak nic nie stoi mi na drodze pogratulować i życzyć dalszych sukcesów :) Ocena opowiadania: 9/10 Oby więcej takich opowiadań!
19. nc10-04-2012, 18:56Hmm... A czy imię Aga nie padło już w AC1?
Przed lub po wykonaniu zlecenia dla informatora w Damaszku?
20. jaster-300128-06-2012, 17:05miała na imię Adha a nie aga. ale ogólnie tekst był super
21. angar45629-08-2012, 14:00Świetne opowiadanie świetny pomysł dialogi troche nie w stylu Altaira.Pszydała by się kontynuacja.
22. connor 300010-10-2012, 10:31Świetne opowiadanie.Daję 100%.
23. AssassynAuditore508-07-2014, 15:059/10 tekst twórczy, 9 za mało elementów opisu…

Dodaj komentarz

*Czy jesteś botem?
Składnia
ZnacznikPrzykład użyciaWynik
*pochylenie*Altair ma *różowego* kota.Altair ma różowego kota.
**pogrubienie**Altair **nie ma** kota.Altair nie ma kota.
~~spoiler~~Ojciec Altaira ~~Umar~~! :OOjciec Altaira Umar!
>cytat>requiescat in pacerequiescat in pace
© 2008 - 2017 zakon-ac.info • there is only ZAC
100
Patronat
Społeczność
Ładowanie...
Do góry
TOP5#19:
  1. FIFA Polonia
  2. Zakon Assassin's Creed
  3. Marvel Comics
  4. Markolf
  5. Need For Speed
wygraj płytę GIGABYTE dla gracza