Zakon Assassin's Creed


Recenzja Assassin's Creed: Ostatni Potomkowie

"Powieść dla młodzieży". Te słowa mogą wskazywać, że książka okaże się lekką, niezobowiązującą i zabawną lekturą, ale też zapalają w moim umyśle lampkę ostrzegawczą, że może być ona napisana w sposób, w którym autor nie sili się specjalnie na sensowne wyjaśnienia, a jedynie dopasowuje wydarzenia do założonego scenariusza. Jak jest z Assassin's Creed: Ostatni Potomkowie? Komedia to z pewnością nie jest. Przygotujcie się raczej na sporą dawkę przemocy, brutalności... i miejscami naiwnych rozwiązań.

Ostatni potomkowie

Głównym bohaterem powieści jest nastolatek imieniem Owen, którego ojciec kilka lat wcześniej został zamknięty w więzieniu za morderstwo. Chłopak jest przekonany o niewinności swego rodziciela i pragnie dowieść, że został on niesłusznie skazany. Kiedy dowiaduje się od swojego nauczyciela informatyki, Monroe, o urządzeniu zwanym Animusem, dzięki któremu mógłby odtworzyć pamięć genetyczną swoich przodków, postanawia skorzystać z okazji i zobaczyć prawdziwą wersję wydarzeń oczami swego ojca...

"Chwila!" - powiecie. - "Przecież wspomnienia ojca można oglądać co najwyżej do momentu, w którym zostaje poczęte dziecko, więc jak Owen mógł to zrobić?" I macie rację. Autor - Matthew J. Kirby - na szczęście odrobił zadanie domowe i bardzo dobrze przygotował się do napisania powieści osadzonej w świecie Assassin's Creed, więc zwyczajne odtworzenie wydarzeń związanych z morderstwem okazało się niemożliwe.

Przyznaję, podczas lektury próbowałam przyłapać autora na nieścisłościach i doszukiwać się niezgodności, porównując zasady działania Animusa z grami z serii AC, a odkrycie, że tego typu niezgodności nie ma, sprawiło mi niemałą radość. Owszem, Kirby pozwolił sobie na popuszczenie wodzy fantazji i umieścił w Animusie kilka osób, które równocześnie odtwarzały wspomnienia swoich przodków z tych samych miejsc i czasów, ale nie jest to nic niewykonalnego - ba, jest to ciekawy pomysł i gdyby Ubisoft zdecydował się wykorzystać go w którejś z przyszłych gier, nie miałabym nic przeciwko temu.

Podczas lektury czułam też radość, znajdując nawiązania do różnych gier Assassin's Creed, ze szczególnym naciskiem na Assassin's Creed: Rogue i postać Shaya Patricka Cormaca. Nie musicie się jednak obawiać, że ze względu na te nawiązania i wyjaśnienia, jak działa Animus, książka będzie elaboratem podsumowującym to, co już wiecie. Wręcz przeciwnie - te drobne napomknienia sprawiają, że powieść bardzo ładnie wpasowuje się w uniwersum i staje się jego częścią.

Okej - więc o czym jest Assassin's Creed: Ostatni Potomkowie? Można powiedzieć, że o starym dziadydze, który zwabia nocą nastolatków na jakieś odludzie, by tam wykorzystać ich do niecnych celów. Nie żartuję. Monroe niby jest nauczycielem informatyki, więc powinien być za uczniów odpowiedzialny. Tak naprawdę facet szuka czegoś innego w szkole niż dzielenia się swoją wiedzą z młodzieżą. Jego celem jest znalezienie paru wyjątkowych nastolatków, którzy pomogą mu zrealizować pewne przedsięwzięcie, więc kusi uczniów przeżyciem niezwykłej przygody w Animusie. Mógłby kazać im zostać po lekcjach, ale z jakiegoś powodu woli nocną porę i odosobnione miejsce. Pamiętajcie, jeśli ktoś kiedyś was w ten sposób zaprosi, nie powinny włączać się wam lampki ostrzegawcze, tylko syreny alarmowe.

Tymczasem Owen postanawia zaufać nauczycielowi, więc wymyka się potajemnie z domu i idzie na spotkanie. Na miejscu zjawia się też jego przyjaciel, Javier. Monroe zaprasza obu chłopców do odbycia sesji w Animusie i szybko okazuje się, że losy ich przodków nie raz przeplatały się ze sobą. Dowiadujemy się też, czego szuka Monroe: Fragmentu Edenu - części Trójzębu - pozostawionego przez Pierwszą Cywilizację. Na ten sam Fragment polują Asasyni i Templariusze... Wkrótce Abstergo otrzymuje sygnał, że Animus jest w użyciu i namierza grupę, więc młodzieńcy - chcąc nie chcąc - zostają wplątani w odwieczny konflikt i stają się celem obu ugrupowań.

W niektórych miejscach w książce, niestety, brakuje logiki. Autor wyjaśnia, że Monroe był niegdyś pracownikiem Abstergo, ale uciekł, kradnąc Animusa, a następnie przerobił urządzenie na własne potrzeby. Wniosek: facet zna się na tym jak mało kto. A tak naprawdę się nie zna i jest nieodpowiedzialny. Skoro miał do czynienia z Animusem jako pracownik i potrafił go przerobić, powinien też wiedzieć, jak działa nadajnik informujący Abstergo, że urządzenie jest w użyciu. Tymczasem Monroe nie zaprząta sobie tym głowy i łudzi się, że agenci nie zdołają go wyśledzić. A kiedy robi się gorąco - bierze nogi za pas i zostawia dzieciaki samym sobie.

Po nocy, kiedy Owen i jego przyjaciel odbyli sesję w Animusie, nagle wszystkie zdarzenia skupiają się wokół nich. Zarówno Templariusze, jak i Asasyni, zaczynają tropić chłopców i deptać im po piętach. Z opresji wybawia ich Monroe, zjawiając się dziwnym trafem w idealnym momencie we właściwym miejscu, po czym wywozi ich do kolejnej kryjówki. Takich cudownych zbiegów okoliczności i dramatycznych scen, kiedy ktoś pojawia się, jakby przez cały czas obserwował zdarzenia i czekał na najlepszy moment do wyjścia na scenę, jest - niestety - mnóstwo, przez co całość staje się starannie wyreżyserowanym spektaklem stawiającym na widowiskowość - kosztem wiarygodności.

Kolejny brak logiki pojawia się w momencie, gdy Owen, Javier i czwórka innych nastolatków przygotowują się do przeniesienia się w przeszłość, w czasy rozruchów przeciw poborowi w Nowym Jorku. Dzieciaki chcą wrócić do domu, zanim ich rodzice zaczną się poważnie niepokoić, ale Monroe ich uspokaja, że tak jak we śnie, wydarzenia będą płynąć dla nich normalnie, dla obserwatora z zewnątrz - znacznie szybciej, więc uwiną się w jedną noc. To nie przeszkadza mu śledzić sytuacji na bieżąco. Spróbujcie oglądać film ze zwiększoną prędkością, i to z perspektywy sześciu osób naraz. Da się?

Wydarzenia w Nowym Jorku w 1863 roku, które zajmują większą część pierwszego tomu, zostały przedstawione jednak znacznie lepiej niż wątek współczesny. Wszyscy bohaterowie mają swoje zadanie do wykonania i ich losy elegancko przeplatają się ze sobą. Podczas rozruchów przeciw poborowi miasto zamienia się w bardzo niebezpieczne miejsce, nie brakuje więc krwawych i brutalnych scen. Można zatem bez trudu wyobrazić sobie chaos, pożary i rozszalały motłoch, którego żadna siła nie potrafi zatrzymać.

Każdy z bohaterów próbuje radzić sobie, jak może, w mieście coraz bardziej pogrążającym się w szaleństwie. Śledzenie ich losów okazało się bardzo wciągające i nie potrafiłam zdecydować się, czy kibicować Asasynom, czy Templariuszom. Ciekawie było też przekonać się, jak wcielenie się w przodków wpłynęło na zachowanie nastolatków we współczesności. Czy gdybym oglądała na własne oczy, jak mój pradziadek walczy z pradziadkiem najlepszej przyjaciółki, coś by się między nami zmieniło?...

Samo pokazanie rozruchów dzieciakom byłoby moralnie wątpliwe, ale skłonienie ich do osobistego uczestniczenia w wydarzeniach jest wręcz karygodne - ich przodkowie odnieśli ciężkie rany, a jeden został brutalnie pobity... Jak można było ich na to narażać?! No cóż, już wspominałam, Monroe nie jest wzorem cnót i dba tylko o zrealizowanie własnego celu, czyli odnalezienia Fragmentu Edenu. Ok, ok, od odtworzenia tych wspomnień zależą losy świata, więc może facet nie ma czasu na roztrząsanie, co jest słuszne.

W czasie lektury momentami miałam wrażenie, że gdyby nieco poprawić niektóre wątki, mogłaby to być kolejna gra z cyklu Assassin's Creed. Ostatnie sceny wyglądały natomiast niczym wyjęte prosto z filmu akcji i... nie do końca pasowały do całości. Jak pamiętacie, Owen wręcz obsesyjnie chce udowodnić, że jego ojciec jest niewinny morderstwa. Podejmuje więc pochopne decyzje i po przygodach z beznadziejnym Monroe natychmiast postanawia zaufać zupełnie obcemu człowiekowi, gdyż tak mu podpowiada szósty zmysł - czyli orli wzrok. Chłopak dostaje od niego parę niebezpiecznych zabawek (oho, kolejny "odpowiedzialny" dorosły) i przyczynia się do efektownej eksplozji, w której ginie paru ludzi. Wydarzenie to nie wywołuje w nim wyrzutów sumienia - jedyny komentarz, jaki pada z jego ust, to coś w stylu "ale czad". Ciekawe, czy w kolejnych tomach poniesie jakiekolwiek konsekwencje?...

Assassin's Creed: Ostatni Potomkowie jest lekturą, którą czyta się lekko i szybko. Powieść pozwala prześledzić przygody kilku nastolatków i przenieść się w przeszłość, by zobaczyć ciekawe wydarzenia z perspektywy ludzi żyjących w czasach rozruchów przeciw poborowi w Nowym Jorku. Autor bardzo dobrze zna uniwersum Assassin's Creed i widać to zarówno w momentach, kiedy opisuje działanie Animusa, jak i kiedy wspomina o postaciach znanych z gier czy postaciach historycznych. Jest brutalnie, jest akcja, jest mnóstwo spektakularnych scen i niewiarygodnych zbiegów okoliczności. Jeśli lubicie, kiedy dzieje się dużo i bohaterowie nie smęcą zanadto o swoich wewnętrznych rozterkach, a przy okazji jesteście gotowi przymknąć oko na pewne niedociągnięcia, czytanie książki z pewnością sprawi wam przyjemność. Natomiast jeśli oczekujecie czegoś dojrzalszego, głębszego i dokładnie przemyślanego - omińcie tę powieść szerokim łukiem.

  • Autor: Wega
  • Data dodania: 09-11-2016
Książka Assassin's Creed - oficjalna powieść filmu wydawnictwa Insignis

Komentarze / pokaż wszystkie (6)

1. Hanzo97509-11-2016, 09:12No,tym postem zaostrzyłaś mój apetyt-muszę ściągnąć zaległe długi i walę do księgarni! ;-)
2. Wyklęty809-11-2016, 10:08Kwestia czasu i ja przeczytam :D
3. DarthDestruktor1009-11-2016, 15:42Oho, jaka przyjemna recenzja, Wega ;) Książka faktycznie zaskoczyła swoją jakością jak na młodzieżową powieść umiejscowioną w uniwersum znanej marki.
4. DeadExit1009-11-2016, 15:53Zawsze w książkach brakowało mi połączenia wątku współczesnego i historycznego. Dobrze, że w końcu użyli połączenia obu lini czasowych.
5. WooDy95101-12-2016, 12:51Kupiłem w sobotę, we wtorek zacząłem czytać i przed chwilą skończyłem. Wiadomo kiedy kolejne tomy? Książka wciąga masakrycznie
6. Pitah20-03-2017, 15:40Czepiasz się, że Monroe oglądał symulację na bierząco i widział 2 dni w 1 noc. Racja, ale powiedz mi co robiła w grach Rebecca? Dokładnie to samo.

Dodaj komentarz

*Czy jesteś botem?
Składnia
ZnacznikPrzykład użyciaWynik
*pochylenie*Altair ma *różowego* kota.Altair ma różowego kota.
**pogrubienie**Altair **nie ma** kota.Altair nie ma kota.
~~spoiler~~Ojciec Altaira ~~Umar~~! :OOjciec Altaira Umar!
>cytat>requiescat in pacerequiescat in pace
© 2008 - 2017 zakon-ac.info • there is only ZAC
170
Patronat
Społeczność
Ładowanie...
Do góry
TOP5#19:
  1. FIFA Polonia
  2. Zakon Assassin's Creed
  3. Marvel Comics
  4. Markolf
  5. Need For Speed
wygraj płytę GIGABYTE dla gracza