Zakon Assassin's Creed


Morrigan

Z pamiętnika bosmana Walta

Królowa Widm spojrzała z góry na wzburzone wody. Białe bałwany pożerały wielkie, drewniane mogiły, na których oddawały ducha zastępy dzielnych marynarzy. Wtem zawyła, a głos ten zrównał się z błyskiem kanonad. Rozległ się krzyk nieszczęśników, Wielka Pani przeszła po pokładzie zbierając swoje żniwo. Zapadła cisza. Horyzont spowiła chmura prochu, na wodzie tańczyły kawałki poszycia...


Listopad 1757

Kolejny miły poranek w tym eleganckim przybytku, jakim jest tawerna na Albany. Kilku rybaków właśnie przegrywało swoje oszczędności nad fanoroną, Gospodarz krzątał się przy stolikach, będąc czymś wyraźnie podniecony, a ten stary kutwa Barry od wieczora topił swoje żale w szklance ginu. Eh, jakim cudem mogłem wylądować na tym wybrzeżu? Ja, najzdolniejszy midshipman Royal Navy, jakiego kiedykolwiek miała okazję oglądać ta dekadencka kolonia.


Grudzień 1757

Niech mnie kule biją! Nie uwierzyliby mi ani moczymorda Barry, ani śpiewna Bett, ani szanowny Gospodarz, gdybym im opowiedział co się dzisiaj stało! Nie uwierzyliby pokraki, gdyby nie to, że sami musieli to wszystko oglądać i zapewne na długo sobie zapamiętają.

Haytham i Shay

Właśnie wracałem z wychodka, gdy w drzwiach minął mnie elegancko ubrany Jegomość. Młodzieniec postawny, twarz szlachetna, włosy spięte, ciemne jak heban, tylko minę miał nietęgą. Czyżby Gospodarz mu nie polał? Ledwo zdążyłem obrócić za nim wzrok, a ten już wpakował się w kłopoty. Trzech zakapturzonych błaznów porwało się na niego ze sztyletami. Pierwszego Jegomość położył bez ambarasu, drugi już się zamierzał, gdy nagle otrzymał kulę prosto w zakrytą łepetynę. Huk był tak głośny, że z karczmy wybiegło szanowne towarzystwo, na czele z zataczającym się Barrym. Nie odciągnęło to uwagi młodzieńca, który już posyłał do czorta trzeciego napastnika. Ale z krzaków przy mnie wybiegł jeszcze jeden. Ten był szybki! Jak zjawa, już był za plecami Jegomościa, gdy nagle otrzymał ode mnie porządnego kuksańca. Padł jak długi, że nawet dobijać go nie trzeba było! Jegomość spojrzał na nieboszczyka, schował broń, po czym na oczach szanownego towarzystwa zwrócił się do mnie z zaproszeniem na swój okręt, po czym ukłonił się zgromadzeniu i odszedł.


Grudzień 1757

Idąc rano do portu nawet przez myśl mi nie przeszło, że Jegomość zaprosić mnie raczy na pokład tej zacnej jednostki, która stacjonowała w Albany od dwóch dni. Bardziej spodziewałem się jakiejś łupinki kupieckiej, a tu proszę! Slup wojenny, piękna linia, smukły dziób zakończony galionem w kształcie wilka. Kadłub niski, z nieco podwyższonym achterdekiem. Lepszego jak pływam, nie widziałem. Bogato zdobiona galeria rufowa, osadzona tuż nad wodą, okna ze złoconymi szprosami, burty okryte przyzwoitym pancerzem, kilka zadbanych dział, a na dziobie dwie karonady. Cóż to był za widok dla spragnionego morza starucha! Kapitan zaprowadził mnie do swojej kajuty. Kabina niska, lecz szeroka, po obydwu stronach pięknych rzeźbionych drzwi wisiały płachty z dziwnymi krzyżami. Na środku stół z mapami, a na nich oznaczona pozycja floty, z lewej zaś strony model jednostki z kilkoma schematami. Z prawej stolik, a na nim szkatuła - pewnie źródełko dochodu Jegomościa. Nieco dalej manekin z wyjątkowo pięknym płaszczem. Kapitan widać modniś, albo jakaś wysoko postawiona persona. Całkiem z tyłu potężne rzeźbione biurko, a za nim wygodny fotel, zaś obok nich zaścielona koja.

Kapitan usiadł za biurkiem, po czym polał mi przedniego grogu z eleganckiej karafki. Biła od tej osoby aura tajemniczości, ale uprzejmość godna oficera marynarki Jego Królewskiej Mości i determinacja wyczuwalna w głosie mogły świadczyć, że jest kimś ważnym. Nie zwlekał, jak się przedstawił, Kapitan Cormac z określeniem celu mojej wizyty. Zaproponował posadę bosmana na tej pięknej łajbie. Wojna trwa, w załodze sami rodacy więc domyśliłem się jaki charakter może mieć żegluga pod tym człowiekiem. Ale z drugiej strony kieszeń pusta, w Albany wieje nudą, a i chciałoby się wrócić na morze i to w przyzwoitej funkcji. Długo nie trzeba było mnie przekonywać. Umowę przypieczętowaliśmy uściskiem dłoni i podpisem na dokumencie, na którym o dziwo nie znalazła się pieczęć żadnego z organów admiralicji.


Grudzień 1757

Przeniosłem swoje rzeczy do kubryku, znalazłem wolną koję i jakimś cudem udało mi się wygrzebać z dna bakisty rzeczy mojego poprzednika. Jako, że do zmroku było trochę czasu, ruszyłem na wstępną inspekcję okrętu. Z każdą minutą byłem coraz bardziej zaskoczony innowacjami, jakie zostały wprowadzone na tej jednostce. Na rufie, w jednym rogu stał szkielet wypełniony kilkoma czerwonymi beczkami, a przy nich nietypowa instalacja, której wylot zlokalizowałem u podstawy galerii, kawałek za płetwą sterową. Działomistrz poinformował mnie, że ta niepozorna konstrukcja to potężna broń. Beczki zostały wypełnione olejem, który rozlewa się za rufą i jednocześnie podpala, tworząc na wodzie prawdziwe piekło. Idealne do ucieczek i ataków w zwarciu z przeciwnikiem o wysokim kadłubie, jednak wciąż nie potrafiłem sobie wyobrazić skali działania. Może będę miał przyjemność się przekonać.

Morrigan - wyposażenie

Pozostałe elementy nie zrobiły na mnie już większego wrażenia, przypominały te z innych jednostek tej klasy, a i nie należały do najprzedniejszych. Dwa pokłady działowe umożliwiały przenoszenie 17 dział na każdej burcie, lecz były ich stanowcze braki, tak, że mieliśmy tylko 8 na jednej stronie. Miłym widokiem okazały się jednak dwa, nieco pordzewiałe moździerze. Potężny to arsenał, znany z okrętów pierwszej klasy, na slupach i brygach dotąd przeze mnie nie spotkane. Na dziobie, jak już wcześniej zauważyło moje sprawne oko, dwie piękne karonady mogące wystrzelić pokaźną serię pocisków ogłuszających. No, ale większe wrażenie zrobiło na mnie to co pod dziobem - piekielnie długi, okuty stalą taran do lodu, któremu żadna kra na Atlantyku by się nie oparła, a i pewnie w walce znalazłby zastosowanie. Takie uzbrojenie czyniło z tego niewielkiego żaglowca prawdziwą fortecę i biada żabojadowi, który by się na nią porwał. Takielunek zadbany, raczej niewymagający naprawy, lecz żagle ocenię dopiero podczas rejsu.

Wróciłem pod pokład. Kubryk pokaźnych rozmiarów dla ok. 40 osób, choć kiedyś był zapewne stanowczo mniejszy. Magazyn mieścił sporą ilość amunicji. Jak sprawdziłem w notatkach działomistrza był w stanie przyjąć do 20 pocisków moździerzowych, 70 porcji oleju oraz ilość ciężkich kul pozwalającą oddać około 40 salw. Nieco dalej znajdowała się pokaźna ładownia, w której zalegało nieco metalu, drewna, kamieni i płótna żaglowego. Za mało, aby to wykorzystać, ale gdyby udało się zdobyć więcej, można by użyć do ulepszenia okrętu. Wpadł mi w oko natomiast kawał pięknego czarnodrzewu, z którego poleciłem wykonać nowe koło sterowe dla kapitana. Załoga nieco się obijała, ale już chyba zrozumieli, że nie będą mieli ze mną lekko. To młode wyrostki, rwące się do walki w nadziei na łatwy grosz, lecz gardzące ciężką pracą. W większości Brytyjczycy i Szkoci, ale wszyscy zwerbowani na miejscu - w Koloniach. Przynajmniej kapitan zadbał, aby jakoś się prezentowali, ciężko więc pomylić ich z korsarzami, a bardziej przypominają stałą załogę marynarki, lecz pozbawioną oficerów, którzy zadbaliby o dyscyplinę.


Marzec 1758

Dziś wypłynęliśmy do Nowego Jorku. Pierwszy raz miałem okazję zobaczyć Morrigan w pełnej krasie. Kapitan nie szczędził ożaglowania, utrzymywaliśmy stałą prędkość 9 węzłów. Szmaty nieco zużyte, przyozdobione czerwonymi pasami. Nie robiły najlepszego wrażenia, ale też kapitan spiesząc się do miasta, nie chciał tracić czasu na ich zmianę. Zaskakiwała mnie zwrotność statku, który sprawnie manewrował po wąskiej i porywistej Rzece Świętego Wawrzyńca.


Marzec 1758

Byliśmy u ujścia rzeki, gdy spostrzegliśmy obładowany po brzegi bryg francuski. Ilość metalu, jaką przewoził, pozwoliłaby na wytopienie kolejnych dział, a może nawet czegoś jeszcze? Nie chcąc prowokować zbędnej bitwy, kapitan polecił oddać strzał ostrzegawczy z karonad. Żabojady jednak były szczególnie pewne siebie i postanowiły nas staranować. Pierwszy oficer - człowiek najmniej odpowiedni do tej funkcji, lecz znający się na walce - polecił przygotować olej, podczas gdy kapitan za sterem, obracał się rufą do nadciągającego przeciwnika. Już prawie nas dosięgnął, gdy w ostatniej chwili jego taran spowiły dzikie płomienie. Błyskawicznie zajęły cały dziób tak, że nie byli w stanie już skupić się na manewrach. Teraz wystarczyła tylko jedna salwa burtowa i mogliśmy przystąpić do abordażu. Gdy chłopcy zarzucili haki, kapitan oddał ster oficerowi Gistowi, a sam podszedł do jednego z dwóch falkonetów na rufie. Mój falkonet okazał się być dużo bardziej zabójczy niż podejrzewałem. W krótkim czasie wystrzelił grad pocisków zalewający Francuzów. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie widziałem. Nasi przeciwnicy zapewne też nie, jako że szybko się poddali. Zajęliśmy ładunek, a wszystko co nie było przybite do pokładu znalazło się u nas.

walka na morzu

Kapitan wyjaśnił mi później, że cztery niepozorne działka, przypominające wielkością falkonety, to w rzeczywistości kartaczownica Puckle'a - nowy wynalazek zza oceanu, którego obrotowy bęben potrafił wystrzelić nawet 9 pocisków na minutę. Można zwiększyć jej skuteczność zmieniając cylinder odlewany z metalu. Umożliwia dziesiątkowanie załogi z bliskiej odległości, tak jak to zrobił dziś kapitan lub też prowadzenie precyzyjnego ognia na odległość, który uderza w słabe punkty wroga, zadając potężne obrażenia. Ponadto jest umieszczona na obrotowym statywie, dzięki któremu można prowadzić ostrzał w każdym kierunku. Jeżeli świat zaleje taka broń, czuję, że biały oręż odejdzie w zapomnienie.


Kwiecień 1758

Przed dwiema godzinami dopłynęliśmy. Zacumowaliśmy w prywatnym doku kapitana, na zachodnim brzegu w dzielnicy Greenwich. Pan Cormac ma nieopodal doku kwaterę w Forcie Arsenal. Podobno spotkał się tam ostatnio z jakimiś wpływowymi ludźmi, ale sam nigdy nic nie mówi. W czasie jego nieobecności poczyniłem naprawy, a zrabowany metal przetopiłem na nowe działa oraz cylinder do kartaczownicy. Ponadto ze zrabowanej jednostki pozostało nieco płótna i drewna, więc zleciłem cieśli wykonanie nowego galionu z czaszką harpii. Odgrzebałem także starą łódź wiosłową do polowania. Zgarnąłem kilku nudzących się chłopców z pokładu i poleciłem im wykonanie stalowych wzmocnień. Kto wie na co przyjdzie nam polować na północy Atlantyku? Wrócił także jeden z okrętów floty Kapitana. Przywiózł z Rio de Janeiro piękny zestaw żagli zdobiony Brytyjskim Lwem. Zastąpi zużyte szmaty, a i z pewnością zrobi dobre wrażenie na dowódcy. Oficer Gist biega co chwilę do ładowni po więcej grogu, zabawiając załogę swoimi tanimi żartami. Ten jego szczerbaty uśmiech pod osłoną wsiowego kapelusza naprawdę zaczyna działać mi na nerwy!


Kwiecień 1758

Od dwóch tygodni jesteśmy na północnych wodach. Śnieżyca wycieńcza załogę, a żagle dzielnie przyjmują mroźne szkwały. Kapitan przyszedł do nas dzisiejszego wieczoru i opowiedział jak udało mu się zdobyć Morrigan. Statek stał w dzikiej zatoczce niedaleko Port Menier. Wojna dopiero docierała do Kolonii, a pan Cormac współpracował wówczas z Francuzami. Mieli spotkać się z przemytnikami, ale wcześniej zostali oni schwytani przez brytyjski patrolowiec. Kiedy załoga rozbiła obóz na wybrzeżu, Francuzi zaatakowali niepostrzeżenie uwalniając jeńców.

Cormacowi spodobał się okręt, widział w nim potencjał, a niejaki Gaulitier (dowódca ataku), pozwolił mu go zatrzymać. Nie dziwi mnie, że ta perełka służyła Royal Navy, ale kto by pomyślał, że Kapitan współpracował kiedyś z żabojadami? Za tym musi się kryć coś więcej...


Czerwiec 1758

Kapitan wyruszył wspomóc Jamesa Cooka w bitwie pod Louisbourgiem. Pozostawił Morrigan pod moją opieką. Wykorzystałem ten czas by udoskonalić kadłub - jego mocny pancerz oprze się teraz potężnemu ostrzałowi większych jednostek, a złoto-srebrne zdobienia na pewno przypadną do gustu dowódcy. Jako, że bitwa się przedłużała, a my mieliśmy nie włączać się w konflikt, zdecydowałem, aby zahaczyć o jeden z południowych lądów. Znaleźliśmy tam wrak sławnej Zemsty Królowej Anny, którą niegdyś pirat Czarnobrody terroryzował archipelag. Zabraliśmy galion, ster i żagle, po czym zamontowaliśmy nim wrócił kapitan. Teraz nasz slup będzie budził nie lada postrach.


Październik 1758

Płynąc do Zatoki Św. Wawrzyńca natknęliśmy się na białego wieloryba. Okaz to rzadki w tym regionie, a i porządne wyzwanie łowieckie. Oficer Gist koniecznie chciał zapolować na to bydlę, a ja miałem mu w tym pomóc. Choć łódź wytrzymałaby ataki, mieliśmy małą ilość zbyt słabych harpunów.

Narwal

Podczas gdy kapitan kontynuował pościg za zwierzyną, poprosiłem cieślę, aby dorobił mocniejsze groty, które przebiłyby grubą skórę tego potwora. Sam w międzyczasie wystrugałem 40 nowych harpunów i zrobiłem dla nich miejsce w magazynie. Teraz Gist i kapitan mogli zapolować. Nie zajęło to dużo czasu, choć bestia walczyła do końca. Wieczorem chłopcy sprawili zdobycz, a kuk wykorzystał tran do ugotowania posilającej nalewki. Ruszyliśmy w stronę delty rzeki.


Listopad 1758

Pokonaliśmy jakiegoś wpływowego współpracownika Francuzów, a z wraku jego okrętu – Experto Crede - odzyskaliśmy galion w kształcie kozła. W ładowni było również sporo zrabowanych skarbów, za które kapitan zakupił dodatkowe dwie karonady dziobowe.


Październik 1759

Od kilku miesięcy siedzimy bezczynnie w doku przy Fort Arsenal. Z nudów zacząłem przeglądać oferty lokalnych zakładów szkutniczych. Oferują białe żagle, żagle czarnego cienia, szare żagle, ale mnie zainteresowały galiony i koła sterowe. Oprócz standardowych projektów, takich jak koło z kości słoniowej, czy koło z czarnym cieniem, wrażenie zrobiło na mnie elitarne koło sterowe. Świetnie skomponowało się z galionem Aveline, które flota Cormaca zdobyła pod Luizjaną.


Listopad 1759

Nareszcie coś się ruszyło. Wypływamy w pościg za ekspedycją żabojadów, które chcą zdobyć jakąś potężną broń, mogącą zmienić los wojny. Dowodzi nią Chevalier Gaulitier (ten sam, który pomógł kiedyś kapitanowi). Słysząc niezliczone historie o jego potężnym okręcie, zdecydowaliśmy z kapitanem jednogłośnie, że przyda się ulepszyć Morrigan, możliwie jak najlepiej.

Morrigan

Kapitan zakupił dwa złote moździerze i najpotężniejszy taran, jaki można było dostać w Nowym Jorku. Ja w międzyczasie nadzorowałem okładanie kadłuba nowym, elitarnym pancerzem, którego schemat zdobyliśmy kiedyś na dzikich wysepkach Północnego Atlantyku. Kapitan zażyczył sobie, żeby ozdobić go czerwienią. Chyba lubił ten kolor - często nosił karmazynowe płaszcze, a i krzyż na jego pierścieniu miał tę barwę. Przed wypłynięciem poleciłem założyć pozłacane, francuskie żagle, które przywieziono niedawno z Isle de France. Dzięki nim mogliśmy ścigać żabojadów bez zbędnego zwracania na siebie uwagi.


Styczeń 1760

Za heroiczne czyny, jakimi wysławiliśmy się podczas największych bitew morskich, admiralicja nagrodziła nas kołem, żaglami i galionem z podobizną Krakena. To chyba ma znaczyć, że zatopiliśmy żabojadów równie skutecznie, jak ta legendarna bestia swoje ofiary. Ze Starego Świata przysłano także najnowszy cylinder do kartaczownicy, a Gist ulepszył działanie instalacji z płonącym olejem - możemy teraz zostawiać za sobą jeszcze dłuższą plamę ognia. Przybyło również nieco armat. Mamy teraz 17 na każdej burcie i obawiam się, że więcej się już nie zmieści. Płyniemy jeszcze dalej na północ. Naszym pasażerem jest jakiś tajemniczy Jegomość. Kapitan wyraźnie go szanuje i chyba działa teraz według jego instrukcji. Ciekawe kim jest ten człowiek i co nas czeka w najbliższych dniach? Odnoszę nieodparte wrażenie, że nasze działania dotyczą czegoś więcej niż obecnej wojny...

Książka Assassin's Creed - Ostatni Potomkowie - Grobowiec Chana wydawnictwa Insignis

Komentarze / pokaż wszystkie (4)

1. AssasynZPiekla929-11-2014, 21:57Bardzo fajnie napisane szkoda, że w black flagu takiego czegoś nie było. Miło jest zobaczyć wydarzenia z perspektywy szarego człowieka.
2. DeadExit1030-11-2014, 14:38Takie pytanie: skąd dokładnie pochodzi ten pamiętnik ? Z samej gry, czy z jakiegoś forum Ubi ?
3. Wega1001-12-2014, 16:53@DeadExit: został wymyślony przez TemplarGrandMastera - żeby nie robić suchego opisu statku, tylko podać w lepiej przyswajalnej formie.
4. DeadExit1001-12-2014, 19:21@Wega: Tak mi się właśnie zdawało, że nigdzie tego w grze nie było :P

Dodaj komentarz

*Czy jesteś botem?
Składnia
ZnacznikPrzykład użyciaWynik
*pochylenie*Altair ma *różowego* kota.Altair ma różowego kota.
**pogrubienie**Altair **nie ma** kota.Altair nie ma kota.
~~spoiler~~Ojciec Altaira ~~Umar~~! :OOjciec Altaira Umar!
>cytat>requiescat in pacerequiescat in pace
© 2008 - 2017 zakon-ac.info • there is only ZAC
300
Patronat
Społeczność
Ładowanie...
Do góry
TOP5#19:
  1. FIFA Polonia
  2. Zakon Assassin's Creed
  3. Marvel Comics
  4. Markolf
  5. Need For Speed
wygraj płytę GIGABYTE dla gracza