Zakon Assassin's Creed


Recenzja Assassin's Creed Rogue

Fakt, że Ubisoft od początku kampanii reklamowej pragnął skupić naszą uwagę głównie na Unity, okazał się być tajną bronią drugorzędnego Assassin's Creed Rogue, wydanego "na otarcie łez" wiernym zwolennikom konsol poprzedniej generacji. Głównym atutem tytułu miała być możliwość zagrania w szeregach naszych niegdysiejszych wrogów, poznania ich struktur i działań, a także zwieńczenie trylogii opowiadającej o rodzinie Kenwayów. Materiały promocyjne i przedstawione przed premierą fragmenty rozgrywki budowały obraz gry, jako kalki Black Flag, co w połączeniu z moralnymi dylematami nad uśmiercaniem towarzyszy z poprzednich części, niestety zniechęciło niektórych graczy. Mając w pamięci udane chwile spędzone nad poprzednią częścią, pełen determinacji, postanowiłem nie przekreślać tego tytułu, ale obniżyłem nieco swoje oczekiwania, aby nie przeżyć potencjalnego rozczarowania. Jednak to, co otrzymałem, naprawdę mile mnie zaskoczyło.


Fabuła

Dla twórców fabuła okazała się podwójnym wyzwaniem. Musieli osadzić wydarzenia w częściowo znanym już środowisku, lecz z zupełnie innej perspektywy, a przy tym stworzyć spójny i interesujący pomost między Assassin's Creed III a Black Flag, który swoimi wydarzeniami zwieńczałby trylogię - z powodzeniem równym przygodom Ezio Auditore, tak pozytywnie wspominanym. Nie można było również zawieść fanów, którzy w Rogue widzieli przede wszystkim szansę na poznanie ciekawej kanwy, nacechowanej dynamiką.

Haytham i Shay

Losy naszego bohatera to w gruncie rzeczy dramatyczna historia. Rozpoczynamy ją, kiedy jeszcze Shay należy do Kolonialnego Bractwa Asasynów. Przez pierwsze sekwencje mamy okazję poznać jego charakter oraz relację z pozostałymi członkami. Spotykamy również starych znajomych z poprzednich części. Pojawia się motyw prawdziwej przyjaźni, ale również wewnętrznych sporów. Z każdym nowym zleceniem nasz bohater ma jednak coraz więcej wątpliwości co do słuszności czynów Bractwa. Wysłany na poszukiwanie jednego z obiektów Pierwszej Cywilizacji, nie jest do końca świadomy swojej roli ani zamiarów przełożonych, co dodatkowo wzmaga w nim niepewność. Niewiedza, jaka trapiła Bractwo, brak rozwagi i pochopne decyzje, doprowadzają do kataklizmu, którego prowokatorem stał się niechybnie nasz bohater. Trapiony wyrzutami sumienia, chcąc naprawić swój błąd postanawia wziąć odpowiedzialność za swoje czyny swoje i towarzyszy, aby nie dopuścić do kolejnej masakry.

Nie zabrakło również elementów humoru, skutecznie rozluźniających niekiedy napięcie. Jedną z komicznych postaci jest osławiony James Cook, który w przygodzie Pana Cormaca odgrywa niebagatelną rolę, przy tym wywołując uśmiech na naszej twarzy. Polubicie go jednak za coś jeszcze, o czym, mam nadzieję, przekonacie się sami, jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście.

Fabuła dostarcza wielu wrażeń, jest spójna i dynamiczna. Mimo, że wiele misji opiera się na schematach dobrze znanych z czwartej części, niemalże zawsze są urozmaicone drobnymi innowacjami - zarówno na morzu, jak i na lądzie. Otwarci na nowe doświadczenia gracze z pewnością docenią możliwość postawienia się po drugiej stronie. Nie dostajemy tylko zwykłej zmiany barw, lecz poznajemy hierarchię, priorytety i sposób rozumowania naszych dawnych antagonistów. Dzięki temu zanikają kontrasty zbudowane przez poprzednie części, a nowe doświadczenie pozwoli na bardziej wytrawną ocenę konfliktu, jaki toczy się w uniwersum Assassin's Creed.

Walka

Wspomnienia bohatera z Kolonii zostają dodatkowo przerywane zakodowaną sekwencją, kompletowaną wraz z postępem fabularnym, która odkrywa przyszłość tej intrygującej sylwetki w Zakonie Templariuszy. Niewątpliwie jednak słabym punktem fabuły jest jej długość. Otrzymujemy siedem sekwencji (a właściwie sześć, ponieważ ostatnia opiera się krótkim epilogu), nie zaskakujących długością misji. Jednak w myśl zasady, że nie ilość jest najważniejsza, a jakość, historię Shaya Patricka Cormaca można uplasować w ścisłej czołówce, doceniając nowatorską konwencję, oraz zatarcie starych granic.


Współczesność

W przeciwieństwie do bliźniaczego tytułu, w Rogue nie potraktowano wątku współczesnego po macoszemu. Wręcz przeciwnie, otrzymaliśmy rzeczową kontynuację wydarzeń z poprzedniej części, która wykorzystuje niedopowiedzenia do przedstawienia nam pokaźnej liczby ciekawostek oraz tajnych operacji organizacji. Znów zostajemy anonimowym pracownikiem placówki Abstergo Entertainment, który odkrywając wspomnienia Shaya, nie jest jednak do końca świadomy roli, jaką przychodzi mu odegrać. Z czasem dowiaduje się, że zadanie specjalne, które przyszło mu wykonać, nie jest jedynie stworzeniem kolejnego produktu komercyjnego, lecz zrealizowaniem tajnego uderzenia Templariuszy w Bractwo Asasynów. Nasze postępy oczywiście nie pozostają bez uwagi i zostają uhonorowane wielkim zaszczytem, który nadaje zakończeniu niespodziewany, kunsztowny charakter.

Przemieszczając się po kompleksie, mamy okazję ponownego zajrzenia do firmowych komputerów. Nowym sposobem hackowania możemy dostać się do plików z interesującymi nagraniami dźwiękowymi z operacji terenowych Abstergo, rozmów wysoko postawionych członków Zakonu i analiz wywiadowczych na temat Asasynów, a także obejrzeć prezentacje najbardziej zasłużonych Mistrzów Templariuszy. Ponadto znajdujemy pozostawione przez nieuważnych pracowników tablety, z których dowiadujemy się o reakcji przełożonych na pomysły dotyczące kolejnych produktów spółki. Takie bogactwo materiałów czyni wątek współczesny jednym z głównych, jeżeli nie głównym atutem tego tytułu.


Lokacje

Zaryzykuję stwierdzenie, że obszar rozgrywki jest dwukrotnie większy od tego w Black Flag. Dla wygody (i zapewne lepszej optymalizacji) został on podzielony na trzy oddzielne części. Każda charakteryzuje się odmiennym klimatem, krajobrazem, oraz występującą na niej zwierzyną. Na całym obszarze pojawiają się nieruchomości, które musimy odnowić, aby zwiększyć nasz dochód, liczne skrzynie wypełnione skarbami, specjalnie oznaczone skrzynie zawierające schematy dla Morrigan, mapy skarbów, które skrywają artefakty Templariuszy, fragmenty Animusa, zgubione listy - czyli nową odsłonę wiadomości w butelkach z Black Flag - a także zupełną nowość - dobrobyt, który zwiększa procent zrabowanych przez nas surowców i pieniędzy.

Nowy Jork

Pierwszą lokacją jest dobrze znany już Nowy York. Miasto zostało podzielone na sześć dzielnic, które musimy wyzwolić spod wpływów wrogich gangów. Zabudowa jest połączeniem Bostonu z części trzeciej oraz Kingston z czwartej. Niestety, charakterystyczne budowle są bez wyrazu i gdyby nie wpisy w bazie danych, łatwo byłoby co niektóre przeoczyć. W mieście znajdziemy sklepy z ekwipunkiem dla Shaya (inwentarz dość ubogi), tawerny, w których możemy uprawiać hazard na dobrze znanych z poprzednich części grach, najmować załogę oraz zdobywać informacje - oczywiście musimy uprzednio odblokować je solidną bijatyką. Po zachodniej stronie miasta znajduje się nasza pokaźna siedziba połączona z dokiem dla okrętu. Wielka szkoda, że nie powróciły konie, ponieważ czasami bieganie z punktu do punktu na drugi koniec miasta stawało się lekko irytujące.

Następna jest Dolina Dzikich Rzek. Możemy kursować naszym statkiem po wąskim akwenie wypełnionym wyspami z urozmaiconą linią brzegową. Od piaszczystych plaż, na których znajdziemy wyrzucony ładunek i szalupy transportujące nas na pokład Morrigan, przez bujne lasy pełne zajęcy, jeleni, wilków czy baribali, aż po postrzępione skały poprzecinane przełęczami i grotami, w których ukryte są starożytne malowidła - wszystko to przyjdzie nam eksplorować, jeżeli chcemy skompletować dostępne elementy i ukończyć grę na 100%. Kiedy na jednej wyspie jest kilka lokacji, są one ze sobą połączone lasem, a w niektórych miejscach, możemy przeprawić się przez rzekę tratwą. Wśród tego urozmaiconego terenu znajdziemy forty okupowane przez asasyńskie gangi, które oczywiście musimy przejąć, magazyny do obrabowania, osady zajęte przez Francuzów (w konflikcie są przeciwnikami sprzymierzonych z nami Brytyjczyków), a także zupełnie dzikie tereny, pozbawione zabudowań, gdzie możemy znaleźć jedynie drobny obóz, lub myśliwego, który zleci nam wyzwanie łowieckie, polegające na zebraniu odpowiedniej ilości skór, w danym czasie.

Północny Atlantyk

Ostatnią, wprowadzającą najwięcej nowości mapą jest Północny Atlantyk. Wysokie fale, śnieżne zamiecie, strome brzegi otulone białym puchem, liczne góry lodowe stające nam na drodze oraz obszary pokryte krą lodową, na którą jedynym sposobem jest solidny taran. Przejście Północno-Zachodnie dzieli mapę na prawą i lewą część. Podobnie jak w Dolinie, także tutaj nie brakuje fortów do zdobycia. Ponadto powraca możliwość polowania z harpunem na już znane, jak i zupełnie nowe gatunki. Eksplorować możemy rozległe jaskinie pełne cennych przedmiotów, a także rozbite przy brzegach wraki, wśród których znajdziemy wyjątkowe gatunki polarnej fauny, której skóry posłużą do wytworzenia ulepszeń. Uważajcie jednak! Zbyt długie kąpiele w lodowatych wodach Atlantyku kończą się utratą zdrowia.

Prócz trzech powyższych, przenosimy się na krótki moment do innych lokacji - związanych jedynie wątkiem fabularnym. Pierwszą i dobrze już znaną jest Domostwo Davenporta, a drugą Lizbona - pełna południowego temperamentu, który towarzyszył nam w Hawanie. Niestety, do obydwóch możemy powrócić jedynie powtarzając wspomnienia.


Żegluga i bitwy morskie

Okręt Morrigan zdobywamy niemalże na samym początku gry, a jego wytrzymałość i siła ognia zależy ponownie od ulepszeń, na które potrzebujemy surowców i funduszy. Zmieniło się nieco uzbrojenie i tak: zamiast falkonetów mamy cztery kartaczownice Puckle'a (dziadek karabinu maszynowego), za pomocą których możemy prowadzić ostrzał z odległości, uderzając w słabe punkty, jak i wybić wrogą załogę podczas abordażu. Ilość dostępnych strzałów z kartaczownicy podczas abordażu sprawia, że dobry strzelec nie powinien mieć problemu z pokonaniem wymaganej liczby załogi mniejszych jednostek, dzięki czemu nie musi nawet stawiać stopy na pokładzie nieprzyjaciela. Drugą zmianą jest płonący olej - efektowna, lecz mało efektywna broń. Modyfikowanie wyglądu naszego slupu odbywa się na zasadzie znanej z poprzedniej części - możemy zmieniać żagle, koło sterowe oraz galion. Pojawiło się kilka interesujących pozycji, lecz także elementy wyglądu jednostek znanych z Black Flag. Niewypałem okazał się nowy wskaźnik rozgłosu - odtąd nie mamy możliwości obniżenia go po abordażu, nie znika również po zniszczeniu łowców. Dopiero po odpowiednim czasie (gdy np. zawiniemy do brzegu) automatycznie się zresetuje, niezależnie od poziomu, jaki osiągnął. Powróciła również odświeżona wersja floty - przejęte okręty służą w kampanii morskiej, która definiuje postępy Brytyjczyków w wojnie siedmioletniej. Do wykonania mamy 33 misje (oraz regularne oczyszczanie szlaków), a nagrodami są m.in. ozdoby do posiadłości, listy i ulepszenia wyglądu Morrigan. Świetną opcją okazała się możliwość pominięcia bitwy oczyszczającej szlak morski - pozwala to zaoszczędzić sporo czasu, który byłby zmarnowany na oglądanie tego samego algorytmu. Nie ma już za to oddzielnej waluty dla floty, a kwoty potrzebne na naprawę i wykupienie doków są śmiesznie niskie.

Bitwa z fortem

Na szczęście pojawiło się także kilka przyjemnych nowości, wprowadzających czasami powiew świeżości. Oprócz znanych już konwojów z pieniędzmi, pojawiły się także konwoje jenieckie. Naszym zadaniem jest zatopienie eskorty bez uszkodzenia statku więziennego - jeżeli go ostrzelamy, zabijemy część jeńców. Po pokonaniu asysty przystępujemy do abordażu naszego celu. Nagrodą są funty za każdego uwolnionego jeńca oraz przyzwoita ilość nowych załogantów. Jako, że akcja gry ma miejsce w czasie wojny siedmioletniej, zdarza nam się napotykać również bitwy morskie. Pomagając królewskiej marynarce uporać się z przeciwnikami, otrzymujemy podziękowania od kapitana sprzymierzonej floty wraz z funduszami i załogą. Kolejna innowacja to nowa umiejętność wrogich jednostek. Odtąd brygi mogą nas staranować, po czym dokonać abordażu. Dopuszczenie do takiego ataku skutkuje stratą dużej liczby załogi, która ginie w wyniku wstępnego ostrzału, jednak dalej wystarczy, że pokonamy dziesięciu agresorów, aby przerwać abordaż i przejąć atakującą nas jednostkę.

Mimo, że twórcy zadbali, aby na płaszczyźnie żeglugi również pojawiło się coś nowego, osoby, które miały okazje pływać z Edwardem Kenwayem, mogą czuć miejscami monotonię. Powtórzyły się również błędy w zachowaniu statku, jakie występowały w "czwórce". Tym bardziej można więc odnieść wrażenie, że ktoś nie stanął na wysokości zadania.


Walka i przeciwnicy

Oprócz standardowego wyposażenia, jakim posługiwaliśmy się w poprzednich częściach, nasz bohater zdobył również potężną, nową broń - zamiast dmuchawki, otrzymujemy wiatrówkę na strzałki usypiające, rozwścieczające i nowe strzałki z petardą. Te ostatnie odwracają uwagę wrogów w okolicy, a także umożliwiają wysadzenie beczek z prochem lub trucizną. Jeżeli jednak nie sprawia nam już satysfakcji rozwścieczenie jednego wroga lub delikwentów do uśpienia jest całe multum, możemy sięgnąć po motacz granatów - za jego pomocą działanie wyżej wymienionych środków zostanie rozszerzone na określony obszar (powiększający się po odpowiednich modyfikacjach w menu wytwarzania). Dodatkowo otrzymujemy granaty wybuchające, które swoją niszczycielską mocą, prócz oczywistej eliminacji wrogów, mogą posłużyć do wysadzenia drzwi niektórych budynków, lub zamrożonych wejść do grot, w których ukryto skrzynie ze schematami. Niestety nasz bohater nie obsługuje więcej niż dwóch pistoletów. Dzięki temu walka staje się nieco trudniejsza, ale też bardziej uciążliwa.

Walka

Archetypy wrogów nie zmieniły się szczególnie. Siłacze nadal mogą rzucać nam pod nogi bomby, a ich topór dosłownie zwala z nóg. Zwinni strażnicy mogą teraz również używać bomb dymnych, jednak wystarczy założyć maskę, aby Shay był niewrażliwy na ich działanie. W przypadku pozostałych typów wrogów nie zmieniło się praktycznie nic prócz wyglądu. Pojawili się natomiast nowi, bardziej wymagający przeciwnicy - Asasyni. Nasi niegdysiejszy przyjaciele, teraz chowają się w różnych kryjówkach, w oczekiwaniu na okazję do ataku z ukrycia. Taki atak nie jest dla nas śmiertelny, lecz odbiera dużą ilość zdrowia. Oczywiście, nie jesteśmy wobec nich bezbronni. Shay, jak każdy członek Bractwa, posiadł umiejętność wzroku orła. Dzięki niemu uaktywnia się wskaźnik, pokazujący kierunek, w którym musimy podążać, aby znaleźć przeciwnika, a w miarę jak się do niego zbliżamy nasilają się szepty (takie same jak w trybie multiplayer z poprzednich części). Jeżeli jednak naszemu prześladowcy uda się zaatakować znienacka, zawsze mamy szansę ratować się szybką kontrą. Trudniejszym wyzwaniem okazuje się szef gangu - ten doświadczony zabójca ma wzmożoną czujność, jest niewrażliwy na działanie strzałek, a w przypadku wykrycia ucieka. Gdy ruszymy w pościg musimy spodziewać się bomb dymnych oraz innych przeszkód.

System walki opiera się na tej samej zasadzie, praktykowanej od lat. W tym względzie to Unity przyniosło wyczekiwane zmiany. Nie oczekujmy więc po pojedynkach w Rogue zbyt wiele, ponieważ możemy się łatwo zawieść.


Misje poboczne

Rekompensatą krótkiej fabuły mogłyby być wątki poboczne i dodatkowe zadania… Mogłyby, gdyby nie to, że są zbyt schematyczne, pozbawione fabuły oraz jakiegokolwiek dramatyzmu. Nie wspominając już o poziomie trudności. Jednym z takich dodatków są wspomniane już wyzwania łowieckie - za każdym razem otrzymujemy zlecenie na daną liczbę skór danego gatunku, które zebrać musimy w odpowiednim czasie. Nie ma tu nic wymagającego - zaznaczony zostaje niewielki obszar polowania (jest on w miejscu przyjęcia zlecenia, więc nie musimy oddalać się do innej lokacji), a nagrodą jest niewielka zapłata, której wysokość nieco różni się w poszczególnych wyzwaniach. O ile jest to ciekawy sposób na początkowy zarobek i pierwsze kilka misji można docenić, kolejne coraz bardziej nudzą, a kiedy mamy jesteśmy już krezusem, nie mają dla nas żadnego znaczenia, będąc po prostu dodatkowym elementem do zaliczenia.

Identyczne wrażenie sprawiają przechwycenia Asasynów. Naszym zadaniem jest złapanie gołębia, który zawiera informacje o zleceniu. Szukamy wówczas celu ataku, a następnie w określonym czasie musimy znaleźć i wyeliminować jego prześladowców. Potencjał był, lecz zabrakło wprowadzenia jakiejś mini fabuły. Ponownie wszystko odbywa się bardzo schematycznie, a dodatkowym minusem jest fakt, że nasze cele nie są zbyt bystre, i choć potrafią ukrywać się w tłumie lub na dachu, możemy podejść do nich zauważeni, a nie doczekamy się reakcji. Szkoda, ponieważ sam zamysł był interesujący i gdyby tylko rozbudowano te zadania, podobnie jak Łowy na Templariuszy z Assassin's Creed 4, myślę, że bylibyśmy bardzo zadowoleni.

Narwal

Legendarne okręty pojawiają się w nowej odsłonie i pozwalają wziąć udział w legendarnych bitwach. Dany zamysł się nie zmienił. Naszymi przeciwnikami są bardziej wymagające okręty o dużej sile rażenia, a nowością jest asysta, złożona z kilku jednostek, niczym nie różniących się od tych, które standardowo pływają po morzu. Oczywiście, nie porywamy się na taką eskadrę sami, i również otrzymujemy towarzystwo - brytyjska marynarka jednak okazuje się mało pomocna, gdy stanąć musi przeciwko tak potężnym przeciwnikom. Drobnostką, jednak wartą docenienia, jest krótki opis sytuacyjny każdej z bitew, oraz komentarze Shaya podczas walki, które nadają całemu wydarzeniu większy sens.

Na uwagę zasługuje fakt, że dostaliśmy dużą ilość dodatkowych zadań, dostosowanych do świata gry, oraz łączących najlepsze elementy z dwóch poprzednich części. Nie mogę nimi pogardzić, gdyż doskonale zdaje sobie sprawę, że gdybym nie grał w poprzednią część, większość z nich byłaby dla mnie nowością, świetnie wypełniającą ten produkt. Moje oczekiwania nie zostały jednak w tym względzie całkiem zaspokojone i przyznaję, że spodziewałem się czegoś więcej. Zmiana stron była świetną okazją do zrealizowania dodatkowych wydarzeń i sam miałem przed premierą wiele pomysłów. Jednak ekipie z Sofii zdecydowanie zabrakło inwencji w tej materii.


Podsumowanie

Assassin's Creed Rogue jest ostatnim tytułem serii na konsole starej generacji. Otrzymaliśmy swoiste pożegnanie, wraz z zakończeniem wszystkich niedopowiedzeń, oraz zwieńczeniem historii rodziny Kenwayów i Bractwa Kolonialnego. I choć niektórzy zarzucą, że Rogue jest kolejnym łatwym projektem, celującym jedynie w portfele graczy, pozwolę sobie się nie zgodzić. Mimo, że gra jest podobna do poprzedniczki, została w ciekawy sposób odświeżona, stare elementy są dopracowane, a i nie brakuje nowych (choć wszystkie nie są zbyt udane). Jednak jeżeli miałbym wymienić element, dla którego warto bez wahania pobiec do najbliższego sklepu po ten tytuł, byłaby nim zdecydowanie fabuła. Historia Shaya Patricka Cormaca to opowieść o młodym, ambitnym i utalentowanym człowieku z silnym, lecz skomplikowanym charakterem, który zostaje wplątany w wydarzenia, zmieniające jego obraz pojmowania otoczenia. Współczesna fabuła zaskakuje nas od początku do końca, a informacje jakich dostarcza wydają się być ukłonem studia w stronę graczy, którzy uważnie śledzili wątki w poprzednich częściach, tym samym dziękując, za ubiegłe lata wspólnego tworzenia uniwersum, oraz zapraszając do spojrzenia w przyszłość serii, przynoszącej powiew świeżości, nowatorskie rozwiązania oraz więcej tajemnic.


Zalety i wady

Zalety:

  • ekscytująca, niebanalna fabuła
  • rozbudowany wątek we współczesności
  • możliwość wzięcia udziału w konflikcie, z perspektywy drugiej strony
  • powrót znanych postaci
  • sprawne splecenie wątków, oraz dużo nawiązań do poprzednich części
  • zróżnicowany, obszerny świat gry, bogaty w faunę
  • ciekawe odzienia głównego bohatera
  • odnawianie nieruchomości, generujące pokaźny dochód
  • ilość zadań pobocznych i elementów kolekcjonerskich
  • nowi, bardziej wymagający przeciwnicy - Asasyni
  • nowe elementy uzbrojenia Shaya i jego okrętu
  • klimatyczne i wygodne menu główne gry
  • prawdopodobnie najlepsze zakończenie wątku współczesnego w całej serii

Wady:

  • krótki wątek fabularny
  • schematyczność misji pobocznych
  • zbyt dużo elementów skopiowanych z Black Flag
  • obecność drobniejszych błędów, jednak powtarzających się w większości z poprzedniej części
  • niereagujące NPC w misjach przechwycenia
  • mała ilość broni białej i pistoletów dostępnych do kupienia w sklepach
  • automatycznie resetowany poziom rozgłosu na morzu
  • niski poziom trudności
  • brak aplikacji mobilnej dla Floty Cormaca
  • brak trybu multiplayer
Książka Assassin's Creed - Ostatni Potomkowie - Grobowiec Chana wydawnictwa Insignis

Komentarze / pokaż wszystkie (40)

26. davepl126-03-2015, 20:46rouge jest lepsze od unity
27. Wielki mentor309-04-2015, 11:19Ja zakochałem się w każdej części z serii Assassin's creed. W kilka części jeszcze nie grałem i następną częścią jaką poznam będzie Liberation. Jeśli ktoś wie o niej co nieco niech coś odpisze :).
28. DeadExit1009-04-2015, 19:06@Wielki mentor: Są artykuły o tej części AC. Wystarczy wejść w Archiwum i tam w zakładce poświęconej ACIII jest masa teksów dotycząca właśnie Liberation :)
29. EzioAssassino320-04-2015, 16:26Jakos Assassin's Creed Rogue nigdy mi sie nie podobalo lecz nie mam pojecia czemu.
Jakos zanim nie przepadam.
Pozdrawiam
30. EzioAssassino323-04-2015, 23:04Fabuła fajna tylko szkoda ze jesteśmy... a nie assassynem
Pozrawiam. :-)
31. Łycha Cormack626-04-2015, 18:13Moja ocena 10/10.
32. syndicate321222-05-2015, 21:00wszystkie części są nie poukładane tak jak powiny być bo przecież w 3 haytman zginą a w 4 dopiero się urodził a w rogue jeszcze żyje nie rozumiem !?
33. DarthDestruktor1022-05-2015, 22:42@syndicate321: Akcja Black flag dzieje się w latach 1713 - 1722. Rogue - 1752 -1760, a Assassin's Creed 3 - w latach 1754 - 1783. Teraz jaśniej?
34. Kanapeczek123-05-2015, 13:48Fajnie że w rouge spotykamy postacie z dawnych części gry :)
35. KacperCreed408-07-2015, 09:28Mam Rogue ale zbyt dużo skopiowali z Black Flag. I to największy minus!
36. Gordon813-07-2015, 11:00@DarthDestruktor: Nie jasne. Ubisoftr pomieszał, nie ogarnia uniwersum spoza gier. W książce Porzuceni w 1758 roku Haytham jest w Damaszku i szuka siostry a w Rogue obija się z Shayem na statku. To w końcu te ksiązki są kanoniczne czy nie bo już nie wiem. A Porzuceni powala wszystkie dotychczasowe gry nałopatki więc wolałbym żeby było kanoniczne
37. DarthDestruktor1013-07-2015, 15:00@Gordon: Tam gdzie jest spór, kanoniczna jest gra.
38. Gordon813-07-2015, 16:40@DarthDestruktor: Niby tak ale sam ubisoft traktuje książki jako kanoniczne o czym świadczą fragmenty książki w Black Flag jako uzupełnienie historii Edwarda. Trójka i Porzuceni fajnie się uzupełniają a nawet książka jest lepsza. Dzięki niej możemy lepiej poznać motywy Haythama i dowiadujemy się o wielu faktach których nie ma w grze. Taka przeplatanka mi się podoba i cieszę się ze to kontynuują przy unity i syndicate tylko żeby nie odwalali takich wpadek. Dla mnie to niedopatrzenie Mogli się po prostu lepiej przygotować. A tak prawdę mówiąc spodziewałem się ze coś będzie nie tak jak tylko zapowiedzieli powrót haythama w rogue i nie ma co się oszukiwać ze ta gra by nie powstała gdyby nie to ze chcieli jeszcze coś wydać na starą generacje a Shay chociaż jest ciekawą postacią to wepchniętą do sagi ameryknskiej troche na siłę. Przez to historia Haythama wydaje mi się jakaś nie pełna.
39. bajodek11213-08-2015, 13:14@Gordon: Przecież wszytko się zgadza Hatymam udał się do Damaszku w roku 1757 i pod koniec roku 1958 wraca do Ameryki i przyjmuje Shaya do zakonu
http://pl.assassinscreed.wikia.com/wiki/Haytham_Kenway
40. Wyklęty828-01-2016, 12:54Mi tam nie przeszkadza brak multi, bo nie przepadam za tym. Wolę grać single.

Dodaj komentarz

*Czy jesteś botem?
Składnia
ZnacznikPrzykład użyciaWynik
*pochylenie*Altair ma *różowego* kota.Altair ma różowego kota.
**pogrubienie**Altair **nie ma** kota.Altair nie ma kota.
~~spoiler~~Ojciec Altaira ~~Umar~~! :OOjciec Altaira Umar!
>cytat>requiescat in pacerequiescat in pace
© 2008 - 2017 zakon-ac.info • there is only ZAC
200
Patronat
Społeczność
Ładowanie...
Do góry
TOP5#19:
  1. FIFA Polonia
  2. Zakon Assassin's Creed
  3. Marvel Comics
  4. Markolf
  5. Need For Speed
wygraj płytę GIGABYTE dla gracza