Zakon Assassin's Creed


Baza Danych - Freedom Cry

LOKACJE

Baraki niewolników

Baraki stanowiły w XVII stuleciu powszechną formę zapewniania niewolnikom dachu nad głową. Były tanie i nie wymagały wielkich nakładów w utrzymaniu, co bardzo pasowało plantatorom. Baraki często przypominały wyglądem zwykłe chaty. Nie zawsze pozwalano na wstawianie do nich łóżek i mebli, co zmuszało niewolników do konstruowania prowizorycznych legowisk z desek lub do spania na podłodze. Stłoczeni w tak małej przestrzeni niewolnicy często żyli jak jedna wielka rodzina, a łączące ich więzy społeczne były szczególnie silne.

Niewolnikom pozwalano niekiedy na prowadzenie niewielkich upraw w pobliżu baraków. A jako że zwykle karmiono ich bardzo źle, te ogródki ocaliły wielu ludzi od śmierci głodowej.


Montagnes Noires

Montagnes Noires, czyli Góry Czarne, położone w środkowej partii zachodniej Hispanioli były często wykorzystywane przez Maronów jako kryjówki, bowiem zdradliwe otoczenie zapewniało im przewagę.

Maronowie uciekali w górzyste rejony wyspy, by dołączyć do istniejących tam już społeczności lub założyć własny punkt oporu. Tam zbiegli niewolnicy mogli swobodnie uprawiać zboża i hodować inwentarz, ukryci i osłonięci przez zbocza gór. Maronowie zapewniali sobie przetrwanie, wysyłając kupców do pobliskich miast lub atakując plantacje, z których rabowali odzież, broń i jedzenie. Trudno dostępne górskie tereny uniemożliwiały ich prześladowcom przeprowadzanie szybkich i zaskakujących ataków, a wysokie wzgórza były dla Maronów idealnymi punktami obserwacyjnymi.


Port-au-Prince

Dziś Port-au-Prince znane jest jako stolica i największe miasto Haiti, ale długo musiało na to poczekać, przechodząc przez różne strefy wpływów i często zmieniając swych gospodarzy.

Jako tętniący życiem ośrodek handlu teren obecnego Port-au-Prince był w latach trzydziestych XVII wieku częścią wielkiego układu z Saint-Domingue, gdzie w owym czasie mieściło sie ponad 140 plantacji trzciny cukrowej. W owym dziesięcioleciu Anglicy nie dawali się we znaki temu regionowi, a korona francuska przyznawała różnym arystokratom ziemię w Port-au-Prince. Wśród mieszkańców dominowali liczebnie afrykańscy niewolnicy.

Z punktu widzenia Maronów Port-au-Prince było istotnym ośrodkiem handlowym i głównym centrum niewolniczej pracy. Miało też stać się strategicznym celem rewolucji niewolniczej, która rozpalała się i przygasała przez całe XVIII stulecie, by w końcu zaowocować powstaniem Republiki Haiti.


Rezydencje plantatorów

Wielokondygnacyjne, z wysokimi sklepieniami, dużymi oknami, podłogami z marmuru lub drewna, oraz ulokowanym na drugim piętrze balkonem, z którego roztaczał się widok na całą posiadłość, rezydencje plantatorów były odzwierciedleniem zamożności i sukcesu swoich właścicieli. Rezydencja była zazwyczaj ulokowana w centralnym punkcie plantacji, aby była widoczna i rozpoznawalna z daleka.

Rezydencja

Uwagi: Stanowiły one zazwyczaj połączenie greckiej, kreolskiej i karaibskiej architektury. – DM

Uwagi: Wszystkie wzniesiono dzięki niewolniczej pracy, tak jakby miały być podkreśleniem nierówności. – JM


Saint-Domingue

Pełniąca pierwotnie rolę terenów łowieckich plemion Taíno i Carib wyspa Hispaniola została skolonizowana po raz pierwszy w 1492 roku przez Krzysztofa Kolumba, który zajął ją w imieniu Hiszpanii. Od 1501 roku kolonia zaczęła sprowadzać afrykańskich niewolników.

Wraz z początkiem XVII stulecia w okolicy pojawili się francuscy piraci, którzy planowali założyć kryjówki na niezamieszkałych wybrzeżach wyspy – północnym i zachodnim.

Gdy w roku 1665 francuscy kolonizatorzy zostali oficjalnie uznani za poddanych króla Ludwika XIV, ich kolonia zmieniła nazwę na Saint-Domingue. W 1697 roku, na mocy traktatu z Ryswick, Hiszpania została zmuszona do przekazania Francji praw do wyspy.

Oparta na niewolnictwie społeczność koncentrowała się na uprawie trzciny cukrowej i zaspokajaniu europejskiego popytu na cukier. Wyspę nazywano też "Perłą Antyli". Stała się najbogatszą kolonią Zachodnich Indii.

Uwaga: Moglibyśmy wykorzystać pogodę do zmiany tła – tropikalne sztormy, ulewne deszcze, wichury, huragany oraz wysokie fale... – ML

Uwaga: Jasne. Jakby ludzie mieli za mało problemów. Dorzućmy im jeszcze pogodę. – RL

Uwaga: To się nazywa "realizm". – DM


WYDARZENIA HISTORYCZNE

Czarny Kodeks

Czarny Kodeks (Code Noir) został ustanowiony przez króla Francji Ludwika XIV w marcu 1685 roku, a wszedł w życie w maju 1687 roku. Był to zbiór przepisów regulujących prawa i politykę związaną z niewolnictwem, który pozostawał w mocy aż do roku 1789.

Przepisy Czarnego Kodeksu czyniły katolicyzm religią obowiązującą we francuskich koloniach, zawierały zalecenia dotyczące kar dla niewolników, ale wprowadzały też kilka rozwiązań ograniczających okrutne ich traktowanie.

Właściciele mieli obowiązek zapewnić niewolnikom schronienie, jedzenie oraz odzież, nie wolno im było torturować ani okaleczać swoich robotników, musieli ograniczać się tylko do chłosty. Członków niewolniczej rodziny nie wolno było sprzedawać oddzielnie. Chorych i umierających należało otoczyć opieką. Kodeks stanowił także, że właściciele powinni karać tylko recydywistów.

Kodeks ten nigdy jednak nie wszedł w życie w pełnej formie, otwierając furtkę dla licznych nadużyć. Większość właścicieli stosowała się tylko do tych przepisów, które im pasowały. Niektórzy nawet stali się znani ze swego okrucieństwa i wymyślnych tortur, a na wiele aktów barbarzyństwa po prostu przymykano oko. Szczególnie często dochodziło do tego na Saint-Domingue, gdzie presja na utrzymanie pozycji lidera w światowej produkcji cukru i kawy wyraźnie odbijała się na skórze niewolników, wykonujących każdą niezbędną pracę.


Niewolnictwo na Saint-Domingue

Hispaniola była pierwotnie ojczyzną plemion Taíno, które od dnia pierwszego kontaktu z Hiszpanami zaczęły cierpieć wskutek przemocy, chorób oraz niewolnictwa – do roku 1548 spowodowało to przetrzebienie ich populacji do ok. 500 osób.

Gdy zaczęło brakować tubylców, koloniści postanowili poszukać innych źródeł siły roboczej, by sprostać rosnącemu popytowi na towary w Europie. Ich uwaga zwróciła się ku Afryce.

Na kontrolowanej przez Francuzów wyspie Saint-Domingue panowały ciężkie warunki, a niewolnicy częściej umierali niż się rodzili. Zamiast więc poprawić warunki bytowe, kolonia zaczęła po prostu zwiększać import niewolników.

Do XVIII stulecia Saint-Domingue stało się siedzibą największej i najokrutniej traktowanej społeczności niewolników.


Trójkąt Handlowy

Transatlantycki handel niewolnikami, najbardziej odrażający przykład układu handlowego, kwitł od XVI do XIX stulecia. Nazwano go "Trójkątem Handlowym" ze względu na biorące w nim udział trzy różne regiony – Europę, Afrykę i Karaiby – z których każdy miał własne potrzeby towarowe i ofertę atrakcyjną dla pozostałych partnerów. Europa potrzebowała towarów z własnych kolonii na Karaibach, co napędzało popyt na niewolniczą gospodarkę towarową. Afrykańscy handlarze niewolnikami zapewniali materiał ludzki w zamian za europejskie produkty.

Statki płynęły najpierw z Europy do Afryki, wioząc miedź, odzież i broń palną na handel lub wymianę na niewolników. Następnie ładownie zapełniano żywym towarem i żeglowano przez środkowy Atlantyk na Karaiby. W Indiach Zachodnich wyładowywano lub sprzedawano niewolników, a statek był myty i przygotowywany do przewozu nowych, potrzebnych w Europie towarów, takich jak kawa, cukier, rum i melasa, co stanowiło ukoronowanie okrutnego trójkąta.


Życie na plantacjach

Życie na Saint-Domingue było ciężkie. Niewolników torturowano, bito, głodzono, trzymano w szałasach i wykorzystywano ponad wszelką miarę. Wszędzie, na każdej plantacji, niewolnicy musieli spełniać wszystkie życzenia swoich panów i nadzorców, a także pracować, gdy im tylko kazano, bez względu na przepisy Czarnego Kodeksu.

Bat – zarówno jego widok jak i odgłos – był zapewne najbardziej powszechnym skojarzeniem związanym z życiem na plantacji. Chłosta była najpopularniejszym rodzajem kary, a przy tym środkiem zastraszającym i przymuszającym niewolników do pracy. Zachęcano ich też do niej poprzez wydawanie strawy, odzieży i innych potrzebnych rzeczy, czasami pozwalano też uprawiać własne zboża i hodować zwierzęta. Jednak warunki życia na plantacji cukru były bardzo surowe. Podczas ośmiomiesięcznych żniw niewolnicy musieli pracować tak długo, aż praca została wykonana, w tym także w niedziele, które nawet Czarny Kodeks ustanawiał dniami wolnymi od pracy. Niewolnicy regularnie umierali z wyczerpania, często ulegali też potwornym wypadkom, padając ofiarami prymitywnych urządzeń wykorzystywanych na plantacjach. Niewolników uważano za część własności i na ogół traktowano jako "niewykwalifikowanych", choć nie brakowało wśród nich utalentowanych murarzy, metalurgów, blacharzy, kucharzy, szwaczek czy pielęgniarek.

Przemoc była też często wykorzystywana jako narzędzie kontroli. Niewolników regularnie i bez uprzedzenia przenoszono między plantacjami, rozdzielając z przyjaciółmi, rodzinami i dziećmi. Wielu padało też ofiarami gwałtów.

Plantacja

Nie powstrzymało to jednak owych zniewolonych ludzi przed zakładaniem rodzin i prowadzeniem normalnego życia na plantacjach. W barakach zawierano przyjaźnie i zakładano rodziny, a dzieci otaczano opieką i uczono zagrożeń wynikających z trudnego życia, jakie przyszło im wieść. Tam też prężnie rozwijały sie niewolnicze społeczności. Niebagatelną rolę odgrywała także religia. Wiara była dla niewolników formą ucieczki przed surowym życiem i okrutnymi właścicielami. Czasami wyznawcy danej religii porozumiewali się cytatami z modlitw niczym swoistym szyfrem, co budziło ducha i niekiedy doprowadzało do buntów. Nawet w tak ponurych czasach w ludziach tliła się iskierka nadziei.


LUDZIE - POSTACIE

Adéwalé

Ur. 1692, Trinidad, zm. Brak danych

Adéwalé, dziecko niewolników z ludu Ogoni, urodził się w Yorubie. Gdy jeszcze był mały, sprzedano go właścicielowi bogatej plantacji. Pracował na niej do czasu osiągnięcia kilkunastu lat, nieustannie starając się wymyślić sposób na ucieczkę, ale jednocześnie pełen obaw przed życiem uciekiniera.

Wtedy właśnie fortuna dała Adéwalé znak, którego wypatrywał. Kiedy liczył prawie szesnaście lat grupa bukanierów napadła na plantację, rabując trzcinę, cukier i tak wiele reali, jak tylko dało się znaleźć. Adé widząc w tej sytuacji okazję dla siebie, złapał w ręce skrzynkę z cukrem i odniósł ją na pokład jednej z łodzi, którymi bukanierzy przybili do brzegu. Bukanierzy byli zaskoczeni, widząc wśród siebie niewolnika, ale jednocześnie czuli wdzięczność za pomoc i zaprosili Adé do wstąpienia w ich szeregi.

Adé żeglował z tą grupą ludzi przez wiele lat, szybko ucząc się fachu marynarza i zawsze okazując wdzięczność za szansę rozwinięcia swoich umiejętności i oddania się swojej pasji. Wprawdzie jego życie wśród bukanierów nie było całkowicie wolne od charakterystycznej dla tego okresu nienawiści, Adé odkrył, że uprzedzenia są częściej źródłem konfliktów niż ograniczeń.

W 1715 roku wydarzyło się nieszczęście. Statek, na pokładzie którego podróżował Adé, wpłynął na mieliznę w okolicach Hawany. Bukanierzy - w owym okresie w większości Brytyjczycy - desperacko starali się uwolnić uwięziony okręt, ale gdy tylko zauważyli nadpływający hiszpański galeon, opuścili statek, trafiając prosto w szczęki ławic krążących nieopodal żarłaczy. Adé pogodził się ze swoim losem i został na pokładzie.

Po przewiezieniu go do Hawany na przesłuchanie, władze hiszpańskie koniec końców zdecydowały się wysłać Adéwalé do Hiszpanii, gdzie ich zdaniem świetnie sprawdziłby się w roli tłumacza dzięki płynnemu władaniu językiem hiszpańskim, angielskim i francuskim. Kilka tygodni później wsadzono go na pokład jednego z galeonów wchodzącego w skład regularnych konwojów przewożących skarby z kolonii, a pływających do Sewilli.

Jednakże nadejście huraganu nie pozwoliło na jej rozpoczęcie. Adé, z pomocą młodego walijskiego pirata nazwiskiem Edward Kenway, uciekł od ludzi którzy go uwięzili. Adé i Edward po drodze uwolnili jeszcze więcej więźniów, aż wreszcie przejęli brygantynę i zdążyli wyruszyć w morze jeszcze przed najgorszym uderzeniem burzy. Gdy huragan przeminął, Adé ponownie był wolny.

Od tej chwili został kwatermistrzem i żeglował na pokładzie Kawki, statku kapitana Edwarda. Przez pewien czas działali w Nassau, nieprzyzwoicie się wzbogacili i żyli tak, jak zawsze chcieli żyć. Ale Adé był człowiekiem, który demokratyczne ideały społeczności piratów cenił znacznie wyżej niż bogactwa, których się dorobił, będąc jednym z nich. Jednocześnie widział, jak Edward Kenway coraz bardziej pogrąża się w spirali zachłanności i żądzy chwały. Adé zaczął zastanawiać się, czy nie ma lepszej alternatywy... szlachetniejszej sprawy, która lepiej pasowałaby do jego ideałów.

Adewale

W 1720 roku te właśnie ideały przeszły sprawdzian, gdy kapitan Kenway pożeglował na spotkanie ze słynnym Bartholomew Robertsem. Adéwalé nigdy nie ufał Robertsowi i miał nadzieję, że Edward dojdzie do takiego samego wniosku, zanim będzie za późno. Niestety, instynkt nie zawiódł Adé. Pod nieobecność Edwarda ogromna załoga Robertsa zaatakowała Kawkę, chcąc ją przejąć. Adé przejął dowodzenie nad brygiem i uratował zarówno Kawkę, jak i jej całą załogę. Żałował utraty swojego kapitana, ale był pewien, że podjął właściwą decyzję.

Kilka miesięcy później Adé miał spotkać się z Ah Tabaiem w asasyńskiej wiosce Tulum. Tu długo rozmawiał ze starym mentorem i zadał mu wiele pytań o jego bractwo. Adé usłyszał wielce go zadowalające odpowiedzi, dlatego też dołączył do Bractwa, a potem oddał się obmyślaniu planu, którego celem miało być odnalezienie swego starego kapitana.

Po kilku miesiącach Adéwalé i Asasyni usłyszeli, że Edward Kenway od wielu miesięcy gnije w więzieniu w Port Royale. Dowiedzieli się, że również Mary Read i Anne Bonny trafiły do tego samego miejsca. Adé i Ah Tabai rozpoczęli realizację planu, którego celem miało być uwolnienie ich wszystkich. Po ucieczce - sukcesie okupionym tragedią - Adé oddał Kawkę kapitanowi Kenwayowi w idealnym stanie i poprosił go, aby odwiedził Asasynów, gdy tylko będzie mógł.

Przez ponad piętnaście lat Adéwalé wiernie służył Asasynom. Ale z czasem coraz bardziej zaczęły mu ciążyć wspomnienia z przeszłości.

W 1735 roku, wykonując rutynowe zadanie polegające na likwidacji admirała Templariuszy nieopodal wybrzeża Saint-Domingue, wypadł za burtę – na szczęście ocean wyrzucił go na ląd w pobliżu Port-au-Prince.

Tam spotkał Bastienne Josèphe oraz Augustina Dieuforta i zaczął coraz bardziej oddawać się sprawie Maronów. Przez kolejne lata wykorzystywał swoje zdolności Asasyna, żeglarza i pirata, by pomóc Maronom w odbudowie ruchu oporu w Port-au-Prince.

Ostatecznie w 1737 roku musiał uchodzić z Saint-Domingue po zabójstwie gubernatora, markiza Pierre'a de Fayeta, który zginął w odwecie za wyjątkowo nieludzkie traktowanie tamtejszych niewolników.


Augustin Dieufort

Ur. 1701, zm. Brak danych

Augustin Dieufort urodził się w niewoli w roku 1701, po czym został odebrany matce i był sprzedawany z jednej plantacji na drugą, ponieważ kolejnych właścicieli kusiła niska cena, póki nie okazało się, że niewolnik jest zbyt chudy i zbyt słaby do pracy.

Dieufort

Z tego przechodzenia z rąk do rąk Dieufort wyniósł pewną korzyść: poznał układy, reguły i zwyczaje panujące na plantacjach i wśród ich nadzorców na całym Saint-Domingue. Wykorzystał tę wiedzę do szczegółowego zaplanowania ucieczki i w ten sposób stał się jednym z nielicznych dzieci urodzonych w niewoli, które dożyły dorosłości.

Jak przystało na człowieka wielkiej wiary, Dieufort był ochrzczonym katolikiem zgodnie z nakazami Czarnego Kodeksu, ale swą duchowość czerpał z Voodoo, a siłę z niezachwianego przekonania o wolności Afrykanów na Saint-Domingue.

W 1735 roku w następstwie ataku na swoją kwaterę poznał Adéwalé i zawarł z nim nieformalny układ, w ramach którego przez kolejne pięć lat mógł wymieniać idee i zyskiwać na sile dzięki Asasynowi.


Bastienne Josèphe

Ur. 169?, w okolicach Port-au-Prince, zm. Brak danych

Inteligentna i na pozór bardzo towarzyska Bastienne Josèphe miała wielu znajomych i niewielu przyjaciół. Urodzona jako osoba wolna i wychowywana przez matkę, prostytutkę z La Dame en Rose, Bastienne Josèphe zawierała pierwsze przyjaźnie, sprzedając miejscowym dzieciakom szansę zerknięcia na zakazany świat za drzwiami zamtuza, ale gdy nieco podrosła, odrzucono ją i napiętnowano jako osobę lekkich obyczajów.

Nie chcąc osobiście trudnić się prostytucją, Bastienne nauczyła się czytać, pisać i załatwiać sprawy finansowe. Po jakimś czasie stała się prawą ręką szefowej zamtuza. To pozwoliło jej poznać tajniki robienia interesów, wywierania politycznych nacisków i śledzenia skandali wśród stałych klientów, dzięki czemu zrozumiała, jaką władzą dysponuje szefowa La Dame en Rose.

Bastienne i Adewale

Choć raz była zaręczona, ostatecznie zdołała uniknąć zamęścia, zrozumiawszy, że pozbawiłoby to ją wolności, o którą tak skrzętnie zabiegała. Zamiast tego odziedziczyła zamtuz po śmierci swej mentorki i mogła wreszcie nasycić się osobistą przyjemnością widząc, jak jej zakłamani prześladowcy z dzieciństwa raz jeszcze przychodzą zapłacić za oferowane przez nią usługi.

W zyskownym interesie, który stworzyła poprzednia właścicielka, Josèphe dostrzegła potencjał na coś więcej. Rozbudowawszy przybytek, zaczęła go wykorzystywać w dwojaki sposób dla dobra Maronów oraz afrykańskich niewolników w Port-au-Prince. Zaczęła pod osłoną zamtuza kupować niewolnikom wolność, a dbając o dyskrecję zatrudnianych dziewcząt, zyskiwała możność ubiegania się o polityczne przysługi u swoich potężnych klientów, takich jak gubernator de Fayet czy badacz Louis Godin.

W 1735 roku po raz pierwszy spotkała Adéwalé i zawarła z nim niełatwy układ, mający na celu zapewnienie pomocy dla Augustina Dieuforta i sprawy Maronów. Wygląda na to, że połączyła ich przyjaźń, nie wiadomo jednak, jak bliska.


Louis Godin

Ur. 1705, zm. 1759

Louis Godin urodził się we Francji i dość wcześnie objawił naukowe ambicje, miał bowiem zaledwie 19 lat, gdy w roku 1724 opublikował swoje Tablice Astronomiczne, zyskując wkrótce potem członkostwo Akademii Francuskiej.

Dzięki swym naukowym sukcesom został obrany na przywódcę wyprawy geodezyjnej do Peru, ale okazało się, że jest kiepskim organizatorem, stale łaknącym władzy i trwoniącym pieniądze ekspedycji na prostytutkę z La Dame en Rose, w której się zakochał, gdy wyprawa utknęła na Saint-Domingue w 1732 roku.

Równikowa wyprawa geodezyjna do Peru była wspólnym przedsięwzięciem francuskich i hiszpańskich naukowców. Jej celem miało być dokonanie pomiarów obwodu Ziemi.

Ekspedycja Godina była tylko częściowym sukcesem, a jej wyniki przyćmiła wyprawa na Biegun Północny, która odbyła się w tym samym czasie. Ale zebrane przez niego dane pozwoliły naukowcom potwierdzić eliptyczny kształt Ziemi, dzięki czemu żeglarze tacy jak Adéwalé mogli z większą dokładnością planować swoje morskie podróże, zmniejszając ich koszt i ryzyko.


Markiz Pierre de Fayet, gubernator

Ur. 1675, zm. Brak danych

Markiz Pierre de Fayet przyszedł na świat w rodzinie, która choć szanowana, majątek miała niewielki. Dał się jednak poznać jako zdolny dowódca w czasie swej owocnej służby w marynarce, za co w roku 1732 nagrodzono go urzędem gubernatora na Saint-Domingue.

Pozostawiwszy we Francji żonę i dzieci, wyruszył do kolonii z nadzieją, że jako gubernator w krótkim czasie zyska tyle szacunku, władzy i bogactwa, by niebawem wrócić do kraju i w blasku chwały przejść na emeryturę.

Niewiele wiadomo o jego życiu prywatnym w tamtym okresie, ale często gościł w La Dame en Rose, a z właścicielką owego przybytku i znaną donosicielką, Bastienne Josèphe, łączyło go z pewnością coś więcej niźli tylko przelotna znajomość.

W trakcie rządów de Fayeta populacja niewolników na Saint-Domingue urosła do 2000 i trzykrotnie przewyższała liczbę europejskich mieszkańców, co zwiększyło zarówno plony jak i polityczną niestabilność. Pod jego rządami Saint-Domingue pławiło się w bogactwie i okrucieństwie.

Gubernatora zgładził Asasyn Adéwalé w 1737 roku, w trakcie potyczki z wojownikami Maronów, choć w historycznych annałach zapisano, że de Fayet zmarł z przyczyn naturalnych.


LUDZIE - KLASY

Maronowie

Maronowie byli ludem zamieszkującym Indie Zachodnie oraz Środkową, Południową i Północną Amerykę, któremu udało się uciec przed zniewoleniem i założyć, uformować oraz utrzymać swoje społeczności z dala od prześladowców, choć afrykańscy niewolnicy nie byli pierwszymi, których potraktowano tak okrutnie. Plemiona Taíno, które pierwotnie zamieszkiwały Saint-Domingue, zostały złamane i zmuszone do posłuchu przez Hiszpanów. Nie chcąc pracować dla najeźdźców, Taínowie jako pierwsi osiedlili się w górach, przygotowując azyl dla przyszłych zbiegłych niewolników.

Większość niewolników z Saint-Domingue uciekała w góry, by ukryć się przed swymi oprawcami i zacząć nowe życie, często oparte na prymitywnym rolnictwie i myślistwie. Niektórzy zostawali wojownikami i walczyli o niepodległość i wolność innych niewolników. Wiadomo, że Maronowie niszczyli zasiewy, chcąc zastraszyć plantatorów i nadzorców, rabowali i dokonywali brutalnych napaści na pobliskie plantacje kawy i cukru. Choć jednak szeregi niewolników rosły, bardzo często brakowało im odpowiedniego przywództwa, by realizować dalekosiężne cele.

Nie jest też żadnym zaskoczeniem, że właściciele wciąż szukali oparcia w Czarnym Kodeksie. Mieli ogromną swobodę w doborze działań odwetowych: niewolnicy na plantacjach byli mordowani, co miało ostudzić zapędy Maronów, wielu wojowników ginęło w trakcie ataków, a śmierć stała się najpopularniejszą formą kary.

Maronowie z Saint-Domingue byli jednak odpowiedzialni za jedno z kilku udanych powstań w dziejach niewolnictwa i jedyne, które zaowocowało powstaniem wolnego państwa – Republiki Haiti – po stuleciu pełnym prób i wysiłków.

Uwaga: Maronów nie należy mylić z innymi czarnymi społecznościami zamieszkującymi ówczesne Saint-Domingue: Wyzwoleńcami – niewolnikami, którzy odzyskali wolność wskutek legalnego wyzwolenia lub emancypacji, a także Gens de Couleur (kolorowymi ludźmi), którzy urodzili się wolni lub zostali wyzwoleni po narodzinach – DM


Nadzorcy

Plantatorzy w koloniach na ogół byli zamożnymi, białymi Europejczykami. W związku z częstymi nieobecnościami, przekazywali część władzy nadzorcom, którzy kontrolowali codzienną pracę na plantacji. Zadaniem nadzorców było pilnowanie prawidłowego, codziennego funkcjonowania plantacji, zaprowadzanie dyscypliny, a często zastępowanie samych właścicieli.


BROŃ

Garłacz

Garłacz to krótka broń palna z lufą dużego kalibru. U wylotu przyjmuje ona kształt trąby, przez co broń jest skuteczna tylko na niewielką odległość. Broń tę nazywano też tromblonem oraz szturmakiem, nawiązując do jej zastosowania podczas ataku. Ze względu na tę funkcję niektórzy uważają tę broń za wczesną formę dzisiejszej strzelby szturmowej.


Maczeta

Maczety, czyli dużego noża, można używać zarówno jako narzędzia i broni, a długość jej ostrza może być bardzo zróżnicowana.

maczeta

Maczety często służyły do przedzierania się przez gęste zarośla, przycinania roślin, ścinania trzciny cukrowej i krojenia owoców. Były też bardzo wygodną bronią, bo ze względu na szerokie zastosowanie znajdowały się na każdej plantacji.


Petardy

Petardy to niewielkie ładunki wybuchowe, wykorzystywane głównie dla efektu dźwiękowego. Na ogół mają cylindryczny kształt, a w środku są wypełnione prochem. Zazwyczaj są też wyposażone w lont, który można podpalić i odrzucić petardę, zanim dojdzie do eksplozji.


STATKI

Experto Crede

Zwrotny, dwumasztowy statek Experto Crede należał pierwotnie do francuskich kupców. Adéwalé porwał go na Saint-Domingue w początku XVIII wieku i wykorzystał dla dobra Maronów.

Statki niewolnicze

Statki niewolnicze, budowane z myślą o rejsach przez środkowy Atlantyk, były specjalnie zaprojektowane do transportu niewolników z Afryki do Nowego Świata. Szacuje się, że w latach 1540-1850 do obu Ameryk trafiło w ten sposób piętnaście milionów mieszkańców Afryki, przy czym rejs trwał od dwóch do sześciu miesięcy.

Łowcy niewolników traktowali swą zdobycz jak zwykły ładunek i przewozili w tak tragicznych warunkach, że zagrażało to wręcz życiu załogi danego statku. Kapitanom takich jednostek zależało na transporcie jak największego ładunku, więc statek o wyporności stu ton zazwyczaj zabierał na pokład od dwustu dwudziestu do dwustu pięćdziesięciu osób na rejs.

Śmiertelność na takich statkach była bardzo wysoka ze względu na czerwonkę, afrykańskie gorączki, wszechobecny brud i różne nieznane choroby przynoszone na pokład.

Pod pokładem na ogół znajdowały się trzy pomieszczenia, niekiedy liczące zaledwie pięć stóp wysokości, gdzie na jednego niewolnika przypadało siedem stóp kwadratowych. Niewolników układano w dwóch rzędach, jednych na drugich, niczym książki na półce, zazwyczaj w strasznym ścisku. Próbując dostać się na wyższe miejsca, niewolnicy często dusili się i tratowali.

Wiadomo, że podczas co najmniej trzystu rejsów z Afryki dochodziło do buntów, ale podjęto środki, które miały zastraszyć niewolników i zmusić ich do uległości. Niektórzy kapitanowie w tym celu ucinali ręce i nogi buntownikom, czyniąc ich wymownym przykładem swej władzy.

Gdy niewolnictwo stało się w końcu nielegalne, statki niewolnicze zaczęły stawiać na szybkość transportu, by uniknąć schwytania i kontynuować swój proceder.

  • Autor: Wega
  • Data dodania: 09-04-2014
Książka Assassin's Creed - Ostatni Potomkowie - Grobowiec Chana wydawnictwa Insignis

Komentarze / pokaż wszystkie (4)

1. DarthDestruktor1009-04-2014, 07:51Dzięki za wstawkę, już wcześniej chciałem zobaczyć wpisy z DLC, ale nie miałem dostępu do nich.
2. Ezio810709-04-2014, 19:27Up; Dokładnie
3. FenrirVanUlvenbor727-11-2014, 00:08Wiecie może czy Freedom Cry jest w wersji pudełkowej ? A jak tak to gdzie można je nabyć ?
4. Mam pytanie. Jak18-08-2017, 17:19odyzkać ammo do muszkietu ?n

Dodaj komentarz

*Czy jesteś botem?
Składnia
ZnacznikPrzykład użyciaWynik
*pochylenie*Altair ma *różowego* kota.Altair ma różowego kota.
**pogrubienie**Altair **nie ma** kota.Altair nie ma kota.
~~spoiler~~Ojciec Altaira ~~Umar~~! :OOjciec Altaira Umar!
>cytat>requiescat in pacerequiescat in pace
© 2008 - 2017 zakon-ac.info • there is only ZAC
0100
Patronat
Społeczność
Ładowanie...
Do góry
TOP5#19:
  1. FIFA Polonia
  2. Zakon Assassin's Creed
  3. Marvel Comics
  4. Markolf
  5. Need For Speed
wygraj płytę GIGABYTE dla gracza