Zakon Assassin's Creed


Wrażenia z pokazu premierowego Assassin's Creed IV: Black Flag


Wrażenia z pokazu Assassin's Creed IV: Black Flag

Dnia 24. października w Klubie Mila w Zegrzynku koło Warszawy odbył się zamknięty pokaz gry Assassin's Creed IV Black Flag. Pokaz został zorganizowany głównie dla osób z branży gier, recenzentów oraz przedstawicieli mediów, jednak znalazło się też miejsce dla portali fanowskich. Jako jeden ze zwycięzców konkursu na ZAC, miałem przyjemność również uczestniczyć w tym wydarzeniu, wraz z Wegą i Gajosem.

Podczas pokazu mieliśmy okazję zagościć na konferencji prasowej oraz brać udział w samych testach gry. Do dyspozycji otrzymaliśmy pełnoprawną wersję Assassin's Creed IV Black Flag na konsolę PlayStation 3 w języku angielskim.


Wszyscy na pokład!

Impreza rozpoczęła się od spotkania w autokarze wyjeżdżającym z Placu Bankowego w Warszawie o godzinie 11, na który szczęśliwie zdążyłem dojść z dworca centralnego, nota bene będąc w Warszawie po raz pierwszy.

Dekoracje

Po nieco ponad godzinnej podróży dotarliśmy na miejsce i oczom naszym od samego wyjścia z autokaru ukazały się bannery reklamujące nową odsłonę serii. Idąc dalej w kierunku recepcji, w celu zameldowania się w pokojach, nie można było nie dostrzec ogromnej ilości plakatów, flag i ozdób związanych z grą. Ponad to sam ośrodek, w którym odbywały się pokazy, był utrzymany w stylu marynistycznym. Gdzieniegdzie można było też dostrzec dwie przebrane piratki przechadzające się po terenie klubu.

Po lunchu (wszystko na koszt Ubisoftu!) do konferencji rozpoczynającej właściwą imprezę pozostały 2 godziny. Niestety ze względu na złe warunki atmosferyczne, planowany rejs statkiem w tym czasie został odwołany, więc postanowiliśmy przejść się na mały spacer brzegiem Jeziora Zegrzyńskiego, przy którym usytuowany jest ośrodek.


Rozpoczęcie faktycznej imprezy – konferencja prasowa

Dorota Rabczewska i Michał Figurski

Po powrocie ze spaceru zajęliśmy miejsca na sali, w której o godzinie 15 odbyła się konferencja prasowa. Przywitał nas widok kolejnych plakatów i rekwizytów oraz dwa stanowiska z włączoną grą, gdzie już testował ją jeden z gości specjalnych – Adam Sztaba. Po kilkunastu minutach do testów dołączyła również Dorota Rabczewska, otoczona chmarą paparazzi.

Konferencję prowadził Michał Figurski, a poruszanym na niej tematem była między innymi rola gier jako dzieł kultury obok filmów i książek, sukces marki Assassin's Creed oraz całe jej uniwersum, konsoli do gier, jako przedmiotu rzekomo must-have w obecnych czasach, czy też charakterystyka gracza i debata na temat sposobów na zachęcenie kobiet do grania w gry. W trakcie konferencji zadawano również pytania do gości specjalnych o ocenę gry, czy też do reprezentantów różnych mediów na widowni o liczbę kobiet oglądających materiały z gier, nimi zainteresowanie i w nie grających.


Meritum sprawy, czyli Assassin's Creed IV Black Flag w akcji

Po zakończeniu konferencji zostaliśmy zaproszeni do przetestowania i zobaczenia gry na własne oczy. Udostępnionych zostało 35 stanowisk z monitorami o pokaźnych rozmiarach z przypiętymi do nich konsolami PS3. W drodze do sali z przygotowanymi stanowiskami otrzymaliśmy podarunki od Ubisoftu – torbę z pełnoprawną grą na Xboxa360 lub PS3 w polskiej wersji kinowej, czarną flagę, dwie strony informacji o grze oraz zeszyt z logiem z edycji Join or Die Assassin's Creed III. Ostatecznie zajęliśmy trzy stanowiska i rozpoczęliśmy naszą przygodę na Karaibach.

Pierwszą rzeczą, jaką należało ustawić, to napisy. Z dwóch powodów – niektóre monitory miały wyłączony dźwięk, przez co nic nie było słychać (nie wspominając, że graliśmy bez słuchawek, więc cały pokój wypełniała kakofonia dźwięków). Kolejną sprawą był język – udostępniono nam wersję bez polskich napisów. Po wyjściu z menu opcji i rozpoczęciu właściwej rozgrywki okazało się, że nie gramy w typowe demo znane z targów gier, a w ostateczną wersję gry, którą już niebawem będzie można znaleźć na sklepowych półkach. Zaczynaliśmy grać bowiem od samego początku, wykonując kolejne misje fabularne. W tym momencie zostaliśmy narażeni na spoilery i stopniowe odkrywanie całego świata gry, a co za tym idzie, nie mieliśmy tak podstawowych możliwości, jak wypłynięcie na wody Karaibów. Musieliśmy z tym poczekać aż do początku 3. sekwencji, do której doszliśmy po około trzech godzinach gry i sporej dawce rozkręcającej się, stosunkowo szybko, fabuły.

Pomijając tę początkową niedogodność, w trakcie dalszej gry zdarzało się, że konsola się zawieszała, sama wyłączała, czy też przegrzewała. Zdarzały się również spadki w wyświetlaniu klatek na sekundę, szczególnie w takich miejscach jak Hawana, gdzie dzieje się mnóstwo rzeczy na raz.

Skoro już o tym mowa – świat w grze jest naprawdę piękny i wypełniony detalami. Hawana oddaje klimat hiszpańskiego miasta kolonistów, pełnego jaskrawych barw i hiszpańskiej muzyki. Poza urodą świata, jest też jego rozmiar i zawartość. Wykonując kolejne misje fabularne, które można nazwać różnorodnymi, trudno było oprzeć się bieganiu i otwieraniu skrzyń, zbierania map skarbów, kartek z szantami, polowania na zwierzynę i wielu innych znajdziek.

Jeśli zaś chodzi o mechanikę walki i swobodne bieganie po mieście i dżungli, to i tutaj nastąpiły zmiany. W moim odczuciu Edward wspina się na budynki jeszcze szybciej od swoich przodków i potomków, a animacje są zachwycająco płynne. Walka zaś jest zaczerpnięta z AC III – do użycia kontry wystarczy wciśnięcie jednego przycisku, a przejście w stan swobodnego biegu pozwala nam na ucieczkę z walki. HUD jednak ma wygląd systemu lalkarza, znanego z poprzednich odsłon. Podczas walki bywa też ciężej – wrogowie atakują szybciej; wystrzegać się też należy przeciwników uzbrojonych w muszkiety, stojących przeważnie na wysokich dachach i murach, potrafiących w ekspresowym tempie z dużej odległości zakończyć nasz żywot, jeśli nie będziemy wystarczająco ostrożni. Swobodne celowanie jest jedną z nowości w grze, ale pozostał również system automatycznego celowania, gdy przeciwnik znajdzie się w zasięgu strzału. Podczas celowania ważne jest, gdzie dokładnie mierzymy – zwyczajowy strzał w głowę zadaje większe obrażenia, niż w inne części ciała. Grając na padzie swobodne celowanie może być jednak problematyczne, tym bardziej, jeżeli osoba nie miała wcześniej styczności z padem, mamy za zadanie trafić w sznur, na którym powieszą za kilka sekund przyszłego członka naszej załogi, lub gdy staramy się wycelować w przeciwnika na okręcie, który staramy się przejąć, a fale skutecznie bujają naszą łajbą, dodatkowo nam to utrudniając.


Czas na przerwę

O godzinie 19 zostaliśmy zaproszeni na grilla, akurat w momencie, gdy udało nam się z Wegą dorwać do steru Kawki (patrząc na monitory innych osób okazało się, że tylko nasza dwójka dotarła tak daleko w tym czasie). Nieco zmartwieni udaliśmy się napełnić nasze żołądki kolejną porcją różnorodnych przysmaków, siedząc przy palącym się ognisku, w towarzystwie ludzi zawodowo zajmujących się grami, popijając piwo lub wino, do wyboru. Po kolacji na powietrzu można było załapać się na degustację różnego rodzaju rumu - trunku w końcu najbardziej ukochanego przez piratów. Wobec braku innych zajęć, postanowiliśmy wrócić do gry i zagłębiać się dalej w odmęty świata Black Flag.


Za sterem Kawki

Andaralion w sali z konsolami do gry

Ostatecznie okazało się, że nie było powodów do obaw – udało nam się wypłynąć na szerokie wody. Niestety nie mieliśmy możliwości sprawdzić każdego aspektu morskiej zabawy – między innymi świata podwodnego i systemu floty. Dzwon nurkowy najpewniej odblokowuje się zdecydowanie później, niż na początku czwartej sekwencji, do której udało mi się dojść po ponad pięciu godzinach gry.

Sterowanie okrętem jest bardzo wygodne i przypomina to z AC III. Zmieniony został jednak system walki na morzu. Do dyspozycji mamy co najmniej 6 rodzajów broni (a przynajmniej tyle udało mi się odblokować) – od zwykłych kul armatnich po moździerze. Celowanie z okrętu jest również wygodne; widać trajektorię, po jakiej wystrzelone kule będą się poruszać. Oczywiście należy również wziąć pod uwagę dystans i szybkość przeciwnika, aby nie chybić. Przejście pomiędzy kierowaniem Kawką a Edwardem jest całkowicie płynne i zachodzi bez żadnych problemów, można to zrobić w każdym momencie. Podczas eksploracji karaibskich wód możemy kazać śpiewać naszej załodze szanty, które wcześniej zebraliśmy. Nadaje to niewątpliwie klimatu grze, a do niektórych bardziej znanych („Drunken sailor”) można również się dołączyć, co też razem z Gajosem zrobiliśmy. Na dłuższy etap mogą one jednak nas nużyć, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by wydać rozkaz ciszy na pokładzie.

Abordaże wyglądają bardzo efektownie, zanim jednak je rozpoczniemy, musimy w odpowiednim stopniu uszkodzić wrogi okręt i posiadać wystarczającą liczbę ludzi na pokładzie. Sama mechanika abordażu jest prosta – nasi piraci rzucają haki i przyciągają naszą zdobycz do Kawki, a nam wystarczy zabić określoną liczbę przeciwników, ewentualnie pozbawić życia jednostki specjalne, jak kapitana, czy snajperów z muszkietami. Warto też dodać, że abordażu można dokonać pod dowolnym kątem – ostatecznie załoga i tak ustawi oba okręty równolegle. Po dokonaniu abordażu zyskujemy zasoby z ograbionego okrętu (lub połowę, jeżeli okręt zatopimy i wyłowimy jego ładunek z wody), dodatkowe osoby do załogi i możemy następnie zdecydować, czy naprawimy Kawkę, korzystając z pozyskanego drewna, zmniejszymy poziom poszukiwań przez łowców piratów, czy też dodamy okręt do naszej floty.

Poza tym mamy również możliwość uczestnictwa w polowaniach na morskie zwierzęta. System polowań nie jest łatwy, bo harpunów mamy ograniczoną ilość i jeśli chodzi o mnie, to mało brakowało, a moja próba upolowania rekina młota zakończyła by się niepowodzeniem. Ryby te dodatkowo pływają dosyć szybko i sztuką jest w nie celnie trafić.

Jeśli chodzi o tryb wieloosobowy, to niestety nie dane nam było go przetestować, ponieważ konsole nie miały łączności z Internetem, ale tutaj wielu nowości raczej nie będzie.

Ostatecznie grać skończyłem około północy i udałem się na noc do pokoju. Warto też dodać, że sąsiadowałem z pokojem zajętym przez delegację Ubisoftu i jeszcze nawet o 3 rano można było słyszeć dochodzące zza ściany dźwięki z gry.


Wszystko, co dobre, szybko się kończy

Assassin's Creed IV zawiera w sobie wiele innych nowości, które można by jeszcze wymieniać, a i tak z pewnością się o czymś zapomni. Zmieniony został system ulepszeń bohatera na własnoręczne tworzenie ulepszeń ze skór i kości upolowanych zwierząt, ulepszony został również handel. Poza rozbudową Kawki dochodzi w dalszej części gry rozbudowa własnej kryjówki, zbieranie kluczy, by odblokować kolejną wyjątkową zbroję, zlecenia zabójstw, szukanie skarbów i wiele, wiele innych aktywności, których nie dane było nam odkryć, a które wytną nam niewątpliwie sporą liczbę godzin z życia. Świat w grze jest naprawdę ogromny, wypełniony detalami, zróżnicowany i przepiękny, a Edward jest wyraźnie ucharakteryzowany od pierwszych momentów gry. Do tego dochodzi również wątek w teraźniejszości, gdzie znaleźć można sporo ciekawych informacji i znanych wcześniej postaci, jednak do opisu tego wszystkiego bardziej nadaje się recenzja.

Wyjechaliśmy z Wegą w drogę powrotną w piątek, 25. października o godzinie 11, krótko po śniadaniu, gdyż Gajos pożegnał się z nami jeszcze w czwartek. Po małym spacerze po Warszawie, w poszukiwaniu przystanków autobusowych i drogi na dworzec, ostatecznie każde z nas udało się w podróż powrotną do domu.

Impreza przypadła mi bardzo do gustu, w końcu począwszy od transportu z Warszawy, po jedzenie i nocleg, wszystko było fundowane przez Ubisoft Polska. Pomimo problemów z konsolami (i z obsługą pada, prawda?), gliczach, bugach i innych, nierzadko szczególnie zabawnych błędach, można było zdecydowanie spędzić przyjemnie te kilka godzin przy grze, odkrywając co chwilę to nowe aktywności. Gra jest wypełniona rozmaitymi detalami; grafika turkusowych mórz Karaibów, zielonych dżungli i złotych piaszczystych wysepek przyciąga nasz wzrok, a pamiętać trzeba, że grę testowaliśmy nie na sprzęcie nowej generacji, czy na superkomputerach, a na wysłużonej już technologii, z której twórcy wycisnęli ostatnie poty.

Osobiście nowa odsłona Assassin's Creed mnie zachwyciła, może też dlatego, że spodobał mi się system misji morskich w trójce. Jestem pewien, że spędzę przy niej o wiele za dużo czasu, niż bym chciał.

Podsumowując całość w jednym zdaniu – kogo nie było, niech żałuje!

Chciałbym przy okazji podziękować za możliwość uczestnictwa w takiej imprezie jako reprezentant Zakonu AC, z którym to jestem związany od przeszło czterech lat. Miło było również w końcu się spotkać po tak długim czasie!

Książka Assassin's Creed - Ostatni Potomkowie - Grobowiec Chana wydawnictwa Insignis

Komentarze / pokaż wszystkie (13)

1. Roe426-10-2013, 13:12A po drodze do 22 listopada tyle shitu w liceum. Crrrrrraaap!
2. TemplarGrandMaster26-10-2013, 13:29Świetny reportaż, wielkie dzięki za podzielenie się pierwszymi wrażeniami.
3. Andaralion1026-10-2013, 13:44Do usług, pisanie go było czystą przyjemnością ;)
4. AssasynZPiekla926-10-2013, 15:18Ach teraz to tylko czekać mam nadzieje że ni będę miał spadku fps tak jak czasem w bostonie biegając po ulicy lub jeżdżąc na koniu.
5. masterlu121026-10-2013, 17:55Piraci rumu używali tylko do konserwacji wody. Był za grogi by go pić ot tak ;)
6. TemplarGrandMaster26-10-2013, 18:40@up: Z tym to tak nie do końca. W tamtych rejonach kwitła uprawa trzciny cukrowej- rum nie był więc aż tak drogi. Poza tym świetnie nadawał się choćby do odkażania. Dobry kapitan dbał, aby na statku zawsze była beczka z rumem.
Fakt jednak, że nie był to najpopularniejszy trunek wśród piratów. Nie było sensu zabierać w kilkumiesięczne rejsy wody, więc zazwyczaj brano piwo.
Piwo i rum były najpopularniejszymi "płynami" w ładowniach pirackich jednostek.
7. kolok9626-10-2013, 23:05Mam pytanie. Czy zdrowie odnawia się samo ?
8. Wega1027-10-2013, 01:27Tak, odnawia się samo. W czasie walki powoli, poza walką - szybko.
9. KamilAsasyn527-10-2013, 17:37Czy konieczne jest kupowanie ulepszeń zdrowia? Czy dam radę bez ulepszeń? Bo szczerze mówiąc to Edward bardziej mi się podoba bez tej zbroi ze skóry ;)
10. Eljotynka428-10-2013, 13:11@KamilAsasyn
Z tego co wiem, te skórzane naramienniki i dodatki są chyba wymuszone na graczu w pewnym momencie fabuły (Edward po prostu znajduje je, a po cutscence już jest w nie odziany). Byłoby ok, gdyby dało się cofać dokonane automatycznie zmiany, bo faktycznie, ten biało-błękitny płaszcz chyba wypada najlepiej bez dodatków.
11. Andaralion1028-10-2013, 18:26Konieczne jest tylko kupienie pierwszego ulepszenia, ale pozostałe nie wpływają na wygląd ubioru.
12. malgosia713828-10-2013, 22:51Dzięki za świetny reportaż,aż wam zazdroszczę.Widzę,że gra rapowiada się naprawdę rewelacyjnie.Już nie mogę się doczekać odpalenia kolejnej części mojej ulubionej gierki.Tymbardziej,że wprowadzili kilka ciekawych uleprzeń. Mam tylko nadzieję,że będą stroje do wyboru.
13. Acaelus Thorne527-03-2014, 19:15Dziękujemy za ciężką pracę, Zakonie!

Dodaj komentarz

*Czy jesteś botem?
Składnia
ZnacznikPrzykład użyciaWynik
*pochylenie*Altair ma *różowego* kota.Altair ma różowego kota.
**pogrubienie**Altair **nie ma** kota.Altair nie ma kota.
~~spoiler~~Ojciec Altaira ~~Umar~~! :OOjciec Altaira Umar!
>cytat>requiescat in pacerequiescat in pace
© 2008 - 2017 zakon-ac.info • there is only ZAC
200
Patronat
Społeczność
Ładowanie...
Do góry
TOP5#19:
  1. FIFA Polonia
  2. Zakon Assassin's Creed
  3. Marvel Comics
  4. Markolf
  5. Need For Speed
wygraj płytę GIGABYTE dla gracza