Zakon Assassin's Creed


O Zakonie - kulisy pracy administratora


Nasze początki (Wega)

Strony internetowe traktuję użytkowo – to znaczy, tylko czytam, nigdy nie komentuję i nie zadaję pytań. Jeśli nie znajdę odpowiedzi na jednej witrynie, szukam na innej. Dlaczego akurat Zakon stał się wyjątkiem?

Kiedy zagrałam w pierwszą część Assassin's Creed, byłam zachwycona grą. Chciałam zdobyć wszystkie flagi, mając nadzieję, że dzięki temu odblokuję "dodatkowe wspomnienia". Bez map byłoby to zajęcie wręcz niewykonalne, zatem zaczęłam szukać informacji w internecie. Tak trafiłam na kilka stron poświęconych AC – mapy ściągnęłam z serwisu, którego nazwy już nie pamiętam, pamiętam tylko czarne tło i to, że administratorem był ktoś, kto jakże oryginalnie nazwał siebie Altair. Wtedy uważałam to za bezczelność, chcieć się równać z bohaterem z gry... Tak czy siak, mapki zdobyłam i straciłam wiele godzin na szukanie flag. Jakie było moje rozczarowanie, gdy okazało się, że "dodatkowe wspomnienia" to nie są żadne dodatkowe misje, ba, nawet napisu "gratulacje" nie można było uświadczyć. Postanowiłam podzielić się swoim sukcesem i frustracjami z innymi. Tak trafiłam na stronę Zakonu. Tam moją uwagę przykuły dwa artykuły: rozszyfrowanie symboli z końcówki gry (uznałam wtedy Valygara za geniusza, że to wszystko rozkminił!) i komiks Lemura. Zarejestrowałam się na forum, żeby wreszcie napisać, co mi leżało na sercu. Nick wzięłam z atlasu gwiazd. Ponieważ gwiazdy Wega, Altair i Deneb tworzą tzw. "Trójkąt Letni", Altair znaczy z arabskiego "lecący orzeł", Wega – "atakujący orzeł", a Deneb – "ogon" – wybór nicku był oczywisty. Mniejsza o to, jak wiele osób przede mną odkryło, co znaczy "Wega". Wpiszcie w googlach, a zobaczycie strony dotyczące części elektrycznych, ośrodków wypoczynkowych, schronisk, sklepów z ubraniami itd. itp...

Jak to zwykle bywa – nie miałam zamiaru zostawać na forum na dłużej. Wtedy strona Zakonu miała tylu stałych użytkowników, że na palcach jednej ręki można było policzyć. Dziennie pojawiał się 0-1 post, a i to spamerski, mało było nowych użytkowników – mimo to zaglądałam codziennie. Co mnie trzymało? Przecież nie ta grupa nastolatków, z którymi się nie integrowałam, nie wygląd strony (forum ze standardowym stylem subsilver2), nie artykuły na głównej, o której istnieniu szybko zapomniałam...


Moderacja

Któregoś dnia przestałam zaglądać, bo nie było po co. Gdyby Ostrze w tłumie – wówczas już moderator- nie przemógł swojej awersji do GG i nie napisał, żebym wróciła, to bym nie wróciła. Wciągnął mnie w sesje, które na forum były nowością (i zupełnie mnie wcześniej nie obchodziły). Kiedy OwT wyjechał na wakacje, poprosiłam Valygara, bym mogła zastąpić OwT. Tak zostałam moderatorem.

Pierwszym szokiem po zostaniu moderatorem było opanowanie panelu moderacji, lecz krok po kroku, kliknięcie za kliknięciem udało się wszystko poznać. Nic trudnego – tylko klikać, co się chce zrobić.


Redakcja

Razu pewnego Valygar spytał na shoutboxie, kto chciałby napisać zapowiedź ACII i wstąpić do redakcji ZAC. Zgłosiłam się ja, Maciekbpl i Darth Kage. Jako, że jestem leniem, nie śpieszyło mi się do oddania tekstu. Maciekbpl i Darth Kage wysłali swoje nieco wcześniej. Jednak praca Dartha nie podobała mi się, a Valygar powiedział, że może wstawić dwie zapowiedzi. Wtedy wystukałam swój pierwszy tekst dla ZAC i zostałam redaktorką.

Swoją drogą – wyobrażacie sobie Dartha Kage jako redaktora? (Ktoś go jeszcze pamięta?)


HTML

Prawdziwy szok był po zostaniu redaktorką. Nigdy nie obchodziło mnie, jak są robione strony internetowe, język HTML widziałam pierwszy raz w życiu. Szokiem było dodawanie tagów <p></p> w każdym newsie. Maciekbpl również nie wiedział nic o HTML, więc Valygar przygotował dla nas szybki samouczek – ot, kilka zdań. Dalej już było tylko szukanie wieści i pisanie – na wyścigi z Maćkiembpl.


Pisanie

Nadszedł dzień premiery ACII, a na stronie nie pojawiały się żadne nowe artykuły. Recenzje wstawił Valygar, ale mi się marzyło, żeby zrobić ładne artykuły o grze. Żeby nie musieć z każdym tekstem latać do Valy'ego, chciałam móc wstawiać je sama. Czułam, że wiedząc, do czego służy w HTML <p> i </p>, wiem wszystko, że dam radę – a w razie czego Valy pomoże. Jak to zwykle bywa, kodowanie tak, by wszystko poprawnie się wyświetlało, było tak proste, jak się zdawało – i jednocześnie najeżone niespodziankami w postaci rozjeżdżającego się tekstu. Uzbrojona w kilkanaście tagów HTML mogłam wszystko...


Administracja

I tak zostałam adminem. Nie miałam bladego pojęcia, w co się pakuję.

Kodowanie na początku było cholernie przyjemne. Wszystko było nowe, a kiedy się udawało, pięknie wyglądający artykuł napawał dumą. Wtedy jeszcze, na starym silniku, każdy artykuł był w osobnym pliku, a dodanie go wiązało się z przesłaniem go przez ftp na serwer i modyfikację dwóch innych plików – żeby ustawić adres i wyświetlić na głównej. To ostatnie dawało olbrzymią dawkę adrenaliny – drobny błąd mógł spowodować, że strona wyświetlałaby się niepoprawnie. Trzęsły mi się ręce, kiedy pierwszy raz miałam dodać jeden element do listy...

Później, żeby tak bardzo się nie bać, zaczęłam gruntownie przerabiać podręcznik do HTML. Największym "odkryciem" był element <li></li>... tak banalna sprawa, co tak właściwie modyfikowałam przy dodawaniu nowego artykułu.


Hosting

Kolejnym elementem wtajemniczenia było to, że za serwer i za domenę się płaci. Nigdy wcześniej nie obchodziło mnie, gdzie tak naprawdę te pliki są i kto to wszystko utrzymuje. Wydawało mi się, że strony są wieczne... Tymczasem co roku trzeba płacić za domenę, za serwer, za TRANSFER. Pierwsza składka była bezbolesna. Admin strony, na której nie ma reklam, nie dość, że napracuje się jak osioł, to jeszcze musi dopłacać. Taki już to koszt posiadania strony, która ma służyć użytkownikowi, a nie bombardować go śmieciem.

Użytkowników przybywało, a wraz z tym wzrastało zużycie transferu. Z jednej strony to źle, bo za przekroczenie limitu trzeba dopłacać, z drugiej dobrze, bo to oznacza, że praca admina ma sens! Im więcej użytkowników, tym dziksza satysfakcja! Największą nagrodą, jaką ma admin za prowadzenie strony, jest przeczytanie komentarzy: "świetny tekst!", "super strona!". Za dużo to nigdy dość! To daje motywację.

Jednak za popularność trzeba płacić – i tu następuje zderzenie z hosterem: ciągłe kontrolowanie, czy wszystko w normie, i ile trzeba dołożyć. Nie byłam właścicielem, więc kontakt był nieco utrudniony, za każdym razem musiałam prosić o przesłanie danych na inny email. Wszystko było nowe i przerażające, bo o zbyt wielu rzeczach nie miałam bladego pojęcia. Ciągle trzęsłam portkami, żeby nic się nie wysypało, żeby działało, jak trzeba. Valy nie mógł mi pomóc, bo opuścił Zakon bez słowa...

Ale wrócił. To była ulga, wiedzieć, że nie wszystko na mojej głowie. Znów uwierzyłam, że będzie dobrze. Kupiliśmy większy pakiet i problem z transferem został chwilowo zażegnany.


Ulepszanie i codzienność

To był czas dopieszczania starych artykułów – przynajmniej dla mnie – i pisania nowych wieści o zbliżającej się premierze Brotherhood. Kto choć raz pisał wypracowanie z języka polskiego, ten wie, jak bardzo jest to wyczerpujące, kiedy weny brak. Łatwo sobie może wyobrazić, jak wygląda praca redaktora – świątek, piątek, trzeba pisać i już. Czasem po kilka nowinek dziennie, czasem tasiemcowe teksty. Żyj na czas, giń na czas!


Silnik

Tymczasem Valygar, przeszkolony w PHP, postanowił spróbować swoich sił na Zakonie i uczynić go nieco bardziej interaktywnym, a redakcji nieco ułatwić pracę. Zajął się zatem nowym silnikiem. Przede wszystkim, artykuły zostały przeniesione do bazy danych, a wyświetlanie ich odbywało się automatycznie. Teraz nie trzeba było bawić się z ftp, wszystko dodawało się przez panel administracyjny – wystarczyło się zalogować. Sposób kodowania został ten sam. Valy dodał też możliwość komentowania artykułów (wcześniej, bez bazy danych, tego nie było). Czy to dobrze, czy źle? Niektórzy nie potrafią docenić cudzej pracy i piszą takie bzdury, że odechciewa się prowadzenia strony...

Dodatkowo Valygar wprowadził parę ciekawostek: quiz, wyszukiwarka, czat, sonda. Może nie są to specjalnie zaawansowane rzeczy, ale zrobione od zera przez niego samego – chwała mu za to! Już jest dobrym programistą, któregoś dnia będzie doskonałym!


Użytkownicy

A zatem administracja wspólnymi siłami tworzy stronę. Czy warto? Kiedy może porozumieć się z inteligentnymi użytkownikami – tak, warto. Jednak jest jeszcze garstka osób obdarzonych równie niezwykłą inteligencją, tylko w drugą stronę. Przeczą oni teorii ewolucji. Na pewno szympansy by się obraziły, gdyby im powiedzieć, że takie jest ich następne stadium – troll. Owe trolle nie mają nic ciekawego do dodania, jedynie próbują pokazać się od jak najgorszej strony. Szczytem ich dowcipu jest napisanie nieocenzurowanego wyrazu i zrobienie z siebie kretyna. Nie wiedzą, jak inaczej zwrócić na siebie uwagę. Próba utrzymania stada trolli w ryzach to jak próba upilnowania stada pcheł. Nie da się. Zawsze ukąszą i będzie swędziało, ale najważniejsze – nie drapać do krwi. Czasem jednak trudno adminowi powstrzymać się od wygarnięcia trollowi od takich-owakich. Jedyne, co by zyskał, to więcej problemów z usuwaniem wpisów trolla.

Liczą się jednak ci, którzy potrafią docenić wysiłki admina. Ci, którzy zostają na dłużej, którzy przychodzą nie tylko po rozwiązania swoich problemów, ale i po to, by podzielić się z innymi swoimi doświadczeniami, przemyśleniami, twórczością. Dla tych osób warto się starać.


Konkurencja

Konkurencja być musi, jak wszędzie. Może to dobrze? Strony powstają i upadają, jedne są lepsze, inne gorsze, każdy znajdzie coś dla siebie. Najważniejsze, żeby każda z tych stron była wyjątkowa. Tępienie plagiatów to naprawdę długa, nie kończąca się walka z wiatrakami.

Użytkownicy preferujący tę czy inną stronę powinni być nastawieni przyjaźnie do użytkowników innej strony – w końcu wielbią tę samą grę. Tymczasem smutna prawda jest taka, że część z nich pozabijałaby się nawzajem. Życzą upadku wszystkim stronom – prócz ich wybranej. Pół biedy, jeśli ich walka o przetrwanie w Internecie sprowadza się do ulepszania swojej wybranej witryny, a nie wyzywania od takich-owakich. I takich to konkurentów również musi administrator ścierpieć...


Pomysłowość

Strona to nie tylko sztuka pisania ciekawych rzeczy – to także współpraca z innymi. Nie tylko chodzi o wymianę bannerów, ale także o kontakty z ludźmi z różnych firm, którym możemy zaoferować reklamę. Profity z tego bywają różne – od gotówki po gadżety na konkursy (przy czym gotówka znacznie rzadziej).

Przełomowym momentem w istnieniu Zakonu było nawiązanie współpracy z Ubisoft Polska. Tu szczególne podziękowania należą się CoVertowi - właścicielowi serwisu Hitman Hideout, który nie tylko podsunął mi pomysł skontaktowania się z ich przedstawicielami, ale także dał "kopa", by wykonać te kilka telefonów i napisać parę maili. Nie obyło się bez kłopotów... Za pierwszym razem niczego nie zyskałam, za drugim - myślałam, że padnę na zawał, kiedy nagle, gdy spokojnie pracowałam z rodzicami przy uprawach, zadzwonił telefon. Lambert. Poinformował mnie, że Ubisoft będzie patronował innej stronie. Zaczęłam kląć na cały świat... Później, kiedy wróciłam do domu, okazało się, że Ubisoft zgodził się patronować także Zakonowi, a nie dotarła o tym informacja na nasz email. Na szczęście wszystko szybko się wyjaśniło i od tej pory współpraca przebiega wręcz fantastycznie.

Innym "genialnym" pomysłem było przetłumaczenie książki Anthony'ego Campbella, "Asasyni z Alamutu". Szukając w internecie informacji o asasynach trafiłam na tę pozycję. Ponieważ wydawała mi się bardzo ciekawa, nie przeładowana datami i suchymi faktami (czytało się ją jak bajkę!), postanowiłam ją przetłumaczyć i wstawić na stronę. Jeden email do autora wystarczył, by zgodził się on na opublikowanie tekstu na stronie Zakonu, za niewielką opłatą.


Konkursy

Kiedy jest co dać i komu, admin może zorganizować konkurs. Zadaje sobie sporo trudu – raz, że musi załatwić nagrody, dwa – wymyślić temat konkursu, trzy – ocenić prace, cztery – wstawić je na stronę, pięć – rozesłać nagrody, sześć – znieść z lodowatym spokojem komentarze, że nagrody badziewne, że temat nie pasuje, że czemu on a nie ja. A na koniec jeszcze poczta nie dostarcza przesyłki. Czyż nie jest to demotywujące? Jednak zorganizowanie konkursu opłaciło mi się, gdyż dwaj zwycięzcy – ludzie inteligentni – zostali na dłużej i zgodzili się pomagać przy Zakonie. Aramilllion został administratorem, Malhavoc – redaktorem, zaś Iskra i Optimus – użytkownikami miesiąca! Chwała im za to! Aramilllionie, przed Tobą jeszcze długa droga, zanim będziesz mógł korzystać w pełni ze swych "przywilejów".


Użytkownicy c.d.

Któregoś dnia napisał do mnie pewien użytkownik, który chciał zostać administratorem Zakonu. Na pytanie, dlaczego, odparł, że jest fanem AC. Zła odpowiedź. Wszyscy jesteśmy fanami AC, ale administratorem nie każdy może być. Bycie nim to nie przywilej posiadania pięknego, czerwonego koloru nicku i specjalnej rangi oraz prawa do rozstawiania użytkowników po kątach. To odpowiedzialna praca pełna frustracji. Trzeba nie tylko wiedzieć, co się samemu napisało, ale też znać użytkowników, wiedzieć, komu można zaufać, komu powierzyć odpowiedzialne funkcje. Nieważne, jak duża jest strona – trzeba ogarniać wszystko.


Admin adminowi nierówny

Jest zarząd – i zarząd. Valygar zajmuje się sprawami technicznymi, nie ingerując zbytnio w treści pojawiające się na stronie. Ja zarządzam tym, co dodać, kto powinien mieć uprawnienia, z kim współpracować, co i jak zorganizować. Wszystko pięknie, póki ekipa jest w komplecie. Bywały jednak sytuacje, kiedy byłam sama, a miałam zrobić coś, o czym nie miałam najbledszego pojęcia. To się powoli zmienia...


CSS

Ci, którzy bawili się w HTML, być może dobrnęli do rozdziału zatytułowanego CSS. Kiedy użytkownicy zaczęli pisać, że przydałoby się zmienić wygląd strony, musiałam błyskawicznie zaprzyjaźnić się z kaskadowymi arkuszami stylów. Musiałam "odkryć", że obrazki tła strony tnie się na małe fragmenty, a ich położenie określa się w CSS. Pierwsze pocięcie obrazka, który miał stanowić tło strony, zajęło mi wiele godzin pracy, frustracji i kombinowania. Doświadczenie zerowe, ale awansowałam o kilka poziomów. Nadal z CSS radzę sobie średnio. Wiem, o co chodzi, lecz samodzielnie coś zaprojektować – jeszcze nie na tym etapie. Na szczęście grafiki nie musiałam robić sama, wykonał ją Cristo, który do tej pory zajmuje się projektowaniem różnych ciekawych rzeczy dla ZAC.


SQL

Do wielu rzeczy musiałam dojść bez pomocy, metodą prób i błędów. Przerażające. Kolejną rzeczą, z jaką się zetknęłam bez instrukcji, było dłubanie w bazie danych. Pierwsze zderzenie z MySQL wyglądało tak, że niemal mdlałam przy konieczności wykonania jakiegoś zapytania. Wszystko nowe, obce, najeżone niespodziankami. Nikt mi nie mówił, co i jak robić – po kolei odkrywałam dawno już znaną Amerykę. Bez instruktora to naprawdę była mordęga.

Teraz przynajmniej rozumiem, jak to jest skonstruowane, jak tworzy się zapytania i co one robią. Przerabiam podręcznik PHP, tylko już nie tak intensywnie, jak HTML.


Użytkownicy a błędy na stronie

Prowadzenie serwisu to także sztuka czytania tego, co użytkownicy mają do powiedzenia. Nikt nie jest nieomylny, ale zawsze może dążyć do doskonałości, poprawiając różne drobiazgi – od błędów rzeczowych do literówek. Jest to dość uciążliwe, zwłaszcza, że sporo informacji trzeba weryfikować.


Udzielanie pomocy

Kiedy napiszę solucję, szlag mnie trafia, gdy pojawia się kolejne pytanie z serii, jak coś zrobić (a w poradniku jest opisane). Staram się, jak mogę, wyjaśniać jak najdokładniej rozwiązania problemów, lecz dany delikwent często nie raczy sobie nawet poszukać. Musi mieć podane jak na tacy, pod nos. Pół biedy, jeśli daną informację trudno znaleźć, ale pytania o zagadki "Prawdy" to już przesada...


To nie tak, jak tam jest napisane!

Kolejny komentarz wnerwiający admina, gdy użytkownik nie przeczyta nawet tytułów, tylko rzuci okiem i już leci pisać komentarz, że u niego jest inaczej, że został POPEŁNIONY BŁĄD. Gdyby nie było zamieszania z polskim Uplay i dodatkami do edycji kolekcjonerskich, być może nie wspominałabym o tym. Jednak dziwnym trafem dodatki z Uplay są dostępne w Polsce od razu na konsolach. Jednak nie wystarczy napisać raz, na początku artykułu, czy w tytule tabelki. Dany delikwent ledwo raczy zerknąć na podpis obrazka i już leci komentować, że to nieprawda, bo on miał od razu. Na PC nie będzie od razu, po to te informacje tam są!


A po co...?

A po co artykuły, po co solucja itp.? Przecież gra jest prosta i jest w niej wszystko!

Najprostsza odpowiedź – bo tak! Tak naprawdę – skoro nie potrzebujesz solucji, Użytkowniku, chwała Ci za to! Nie wszystko jest potrzebne, ale nigdy nie wiadomo, w którym momencie gracz utknie. Pamiętam, że korzystałam z własnych solucji przy przechodzeniu ACII. Gdyby nikt nie zadawał pytań, nie byłoby pisania rozwiązań. A reszta artykułów jest po to, żeby za każdym razem nie musieć odpalać gry, kiedy coś jest potrzebne, albo dla samej przyjemności czytania.


Spoilery

Mam PC i nie zamierzam kupować konsoli. Żeby móc coś pisać, muszę jednak grę znać. I poznaję ją – grając fragmentami u kumpla, z filmików na YouTube i relacji innych. Już żadna część AC nie zrobi na mnie takiego wrażenia, jak część pierwsza, którą mogłam odkrywać od zera, a dopiero później wgłębiać się w niuanse. Administrator nie może się bać spoilerów.


A znacie szewca, co bez butów chodził?

Takoż i administracja Zakonu nie posiada AC Brotherhood na własność (poza jednym chlubnym wyjątkiem), bo gra na PC. Jedynie okazyjnie może zagrać u znajomych. Na szczęście nie brakuje materiałów, z których można korzystać przy pisaniu artykułów.


Podsumowanie - zadania administratora

  • dbać o hosting
  • pisać artykuły
  • śledzić nowinki i pisać newsy
  • nawiązywać współpracę z różnymi ludźmi
  • organizować konkursy
  • pilnować trolli
  • dbać o dobre relacje z użytkownikami
  • czytać, co użytkownicy mają do powiedzenia
  • programować
  • tępić plagiaty
  • dbać o pozycję strony w Google

Przy czym admin nigdy nie ma urlopu. Jeśli zabraknie go na jeden dzień, na pewno będzie wtedy potrzebna jego interwencja. Część z tych rzeczy nie jest czasochłonna, niemniej bardzo stresująca, inne to żmudne pisanie, poprawianie czy programowanie. Trzeba się sporo nagimnastykować, by strona miała jako-taki poziom i była popularna. A co administrator z tego ma?


Użytkownicy – część ostatnia

Ano ma użytkowników, którzy go pochwalą, pomogą, poprawią, użytkowników, którzy tylko chcą pomocy, innych, którzy chcą się podzielić wrażeniami, no i nowe trolle do tępienia. Miło. Dużo mniej jest miło, gdy odchodzą członkowie starej ekipy, albo gdy narzekają na zmiany na stronie. Coś za coś – albo zostaniemy garstką elitarnych samolubów, albo otworzymy się na nowości, na zmiany. Administrator musi być otwarty. Każdy kiedyś był nowy i czy zdaje sobie z tego sprawę, czy nie, coś zmienił na stronie przez to, że był i że się udzielał. Liczą się ci, którzy zostają – przynajmniej na jakiś czas.

Jest mi przykro za każdym razem, kiedy zdaję sobie sprawę, że odeszła kolejna osoba – z pożegnaniem lub bez. Mam już taką naturę, że zwykle szukam przyczyny w sobie. To, że ekipa ciągle się zmienia, to normalne. Są jednak chwile zwątpienia, gdy zastanawiam się, czy prowadzenie tego cyrku ma sens. Strona zmieniła się, zyskała na popularności, lecz kosztem utraty niepowtarzalnej, kameralnej atmosfery, gdzie każdy każdego znał i byliśmy jak prawdziwi bracia i siostry.


Konia z rzędem...

... temu, kto ogarnie powstały chaos. Ubisoft nie tylko stworzył genialną grę, ale dodał też do niej gadżeciarską otoczkę. Trudno się już w tym wszystkim połapać. Nawet na integrację z użytkownikami nie mam już tyle czasu, co kiedyś. The show must go on...


Zmęczenie

Podobno pojawia się po roku od chwili zostania administratorem i objawia się niechęcią do dalszej pracy. Codzienne szukanie nowości i zajmowanie się stroną może wykończyć. Oczywiście, w teorii nie ma przymusu. W praktyce – to od czego u smerfa jest admin?!

Miałam chwile zwątpienia. Pierwszą, gdy nagle okazało się, że Valygar zniknął. Przerażenie, frustracje – gdyby tylko chodziło o jakąś tam stronę! Ale przecież chodziło o użytkowników – nie mogłam ich zawieść, zwłaszcza przyjaciół, którzy nie pozwolili mi się poddać.

Druga chwila załamania była tuż po premierze Brotherhooda, kiedy Lambert zrezygnował z funkcji administratora. Wiele razy kłóciliśmy się, co ma jak wyglądać, co robić, a czego nie, ale bez jego pomocy wydawało mi się, że nie dam rady. Artykuły, szukanie nowego administratora, problem z poradzeniem sobie z rozczarowaniem, a dodatkowo nasze rozmowy na gadu, które nagle przestały być tak przyjemne. Kiedyś witałam Lamberta z radością, później zostały tylko obawy, z czym znów przyjdzie się uporać. W dodatku znów zaliczyliśmy skok popularności i od nowa zaczęły się kłopoty z transferem, co wymusiło poszukiwania nowego hostingu... i kolejne kłopoty związane z przeprowadzką.

Lecz nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło...


Na pocieszenie

Nie jest tak źle. Naprawdę. Kiedy jest ktoś, kto pokaże świeżo upieczonemu administratorowi, jak coś zrobić, kiedy wesprze dobrym słowem, jest łatwiej. Doświadczenie rośnie, a im jest większe, tym śmieszniejsze wydają się dawne kłopoty – teraz byłyby tak proste!


Podziękowania

Dziękuję wszystkim użytkownikom, którzy odwiedzają naszą stronę - to dzięki Wam jej prowadzenie ma sens. Dziękuję tym, którzy pomagają ją ulepszać, wysyłając swoje uwagi, tym, którzy piszą artykuły i wysyłają swoje opowiadania. Dziękuję Cristo za grafiki - layouty strony, tapety i projekt forum, projekt specjalnych rang. Dziękuję Lambertowi za rok wspólnego administrowania i wsparcie, a także świetne pomysły. Bracie - bez Ciebie nie byłoby wielu rzeczy... Dziękuję redakcji za współtworzenie strony, i Valygarowi - za powierzenie mi swojego dzieła i przyznanie praw administratora. Oby następny rok istnienia Zakonu był jeszcze lepszy!

  • Autor: Wega
  • Data dodania: 09-01-2012
Książka Assassin's Creed - Pustynna Przysięga wydawnictwa Insignis

Komentarze / pokaż wszystkie (26)

12. Martx131-01-2011, 19:20Zgadzam się z komentarzem 16
13. Heon29-03-2011, 14:18bywam na zakonie już od dawna [na początku myślałem że Wego to chłopak] dzieki za tą strone
14. Zdunko106-12-2011, 22:33uwielbiam takie historie, Wega rozumiem twój ból, sam też jestem newsmanem na stronie fanowskiej i jestem zapracowany. Życzę miłej pracy :)
15. bynio97525-12-2011, 19:46Wega jestem pełen podziwu dla twojej siły woli. Miałaś tyle problemów, a strona jest po prostu genialna! Większość mojej wiedzy o AC pozyskałem czytając właśnie ZAC. Pozostaje mi tylko powiedzieć dziękuję.
16. ASASYN38415-04-2012, 20:45szacuneczek Wega
17. danioxdd28-06-2012, 21:53Ciekawa lektura. Wega nie wiedziałem, że to tyle roboty. Oklaski i pełen szacunek dla całej ekipy ZAC!
18. Riss329-01-2013, 17:38Szacunek Wega, ZAC to najlepsza strona na jaką wchodziłam!
19. Dela301-10-2013, 01:16@Wega, był tutaj taki link w którym było pokazane jak na początku wyglądał zakon kiedy to jeszcze tło było z altairem, taki mały link, nie ma tego już ?
20. Ezio810710-10-2013, 20:31@Wega trzymaj tak dalej, świetnie prowadzisz z innymi te strone :D
21. OMI2001411-11-2013, 11:59Super artykuł, Wega gratuluje ci świetnie to napisałaś,gdyby nie ty ta strona niebyła by taka jak teraz.
22. ezio2211221-03-2014, 12:14Ile tego!
23. malgosia713831-10-2014, 23:15@Wega: wielki szacun i równie wielkie dzięki, ten artykuł jest dość długi, ale z wielką chęcią go przeczytałam, i naprawdę jestem pełna podziwu dla twojej pracy. Jestem od nie tak dawna w Zakonie, ale chętnie zaglądam na tą stronę. Jeszcze raz wielkie dzięki i oby tak dalej. Pozdrawiam.
24. SzafarzCienia711-01-2015, 10:12Szacun to raz, a po drugie: przeczytałam artykuł Śladami Ezio z wycieczki do Istambułu. Naprawdę cudowna nagroda, pozazdrościć i pogratulować!
25. Wyklęty830-01-2016, 12:56Zgadzam się z poprzednikami, że admini tu odwalają niezłą robotę :D
26. Brandon1441527-04-2016, 17:18Jesteś świetny! Najlepsza strona o AC jaka kiedykolwiek powstała :)

Dodaj komentarz

*Czy jesteś botem?
Składnia
ZnacznikPrzykład użyciaWynik
*pochylenie*Altair ma *różowego* kota.Altair ma różowego kota.
**pogrubienie**Altair **nie ma** kota.Altair nie ma kota.
~~spoiler~~Ojciec Altaira ~~Umar~~! :OOjciec Altaira Umar!
>cytat>requiescat in pacerequiescat in pace
© 2008 - 2018 zakon-ac.info • there is only ZAC
000
Patronat
Społeczność
Ładowanie...
Do góry
TOP5#19:
  1. FIFA Polonia
  2. Zakon Assassin's Creed
  3. Marvel Comics
  4. Markolf
  5. Need For Speed
wygraj płytę GIGABYTE dla gracza