Zakon Assassin's Creed


Ocalenie (część I)

Poranek. Słońce rozgrzewało piasek pustyni pierwszymi promieniami. Na niej, daleko od jakiejkolwiek cywilizacji, pod palmami spał wędrowiec. Na głowie miał naciągnięty kaptur ze szpiczastym czubem z przodu, na plecach jego szaty wyszyty był orzeł, z przodu litera "A" o dziwnym, niespotykanym kształcie.

Wędrowiec nazywał się Sabel al' Nazar. Ludziom znany jako "druciarz", wędrowny kupiec i rzemieślnik. Nikt nie znał jego tożsamości, asasyna, legendarnego zabójcy, członka potężnego niegdyś Zakonu. Nikt też nie wie skąd pochodził, ani od kogo.

Sabel był synem Darima Ibn' L'ahada, syna najsławniejszego i najpotężniejszego asasyna - Altaira 'ibn' L'ahad'a. Wyszkolony przez swego ojca w duchu Credo asasynów był ostatnim z członków Bractwa. Po zajęciu twierdzy Masjaf przez mongołów wszyscy asasyni zostali wytropieni i wymordowani. Został sam. Czuł się młodo, choć liczy sobie 48 lat. Dzięki ciagłym ćwiczeniom zachowywał świetną formę i sprawność.

Wędrował do Akki, tam miał wsiąść na statek i uciec przed wciąż wiszącym nad nim wyrokiem śmierci do kraju, którego nie znał, do kraju, gdzie według legend mieszkały ziejące ogniem smoki – do Imperium Chin.

Wciąż leżąc pod palmami, nie zauważył, kiedy po drugiej stronie oazy zatrzymał się niewielki powóz kupiecki. Wstał, ogarnął się i zdecydował, że porozmawia z podróżnikiem. Ostatnio nie widział żywej duszy przez długi czas. Pierwszy zawołał na niego kupiec:

- Witaj wędrowcze, dobrze jest po podróży w skwarze słońca znaleźć miejsce gdzie można odpocząć, prawda?

Sabel przytaknął i zapytał:

- Zmierzasz może do Akki, przyjacielu?

- Właśnie stamtąd wracam. Jeśli się tam wybierasz, bądź ostrożny, wokół miasta krążą zgraje bandytów. Bogu dzięki, że ich nie spotkałem.

- Dzięki za przestrogę.

Sabel zabrał swoje tobołki i ruszył dalej w stronę miasta.

- Powodzenia, przyjacielu! - wykrzyknął za nim kupiec.

Po chwili, gdy wędrowiec odchodził, spojrzał w stronę słońca i nagle wszystko dookoła stało się oślepiająco jasne.

***

-...na Boga, dlaczego nie możemy przejść do wspomnień Altaira, albo chociaż Darima? Nie chcę trzeci raz oglądać cholernego rejsu do przez zasrany Pacyfik!

- Nie mam pojęcia, to chyba wina Animusa.

- Jak to, Animusa?

- Rdzeń pamięci Obiektu 17 został zabrany podczas jego ucieczki, ale w rejestrze Animusa nadal są wpisy, że wspomnienia Altaira zostały zsynchronizowane, a Darim również w nich był. Dlatego Animus nie synchronizuje ponownie wspomnień Altaira tylko przechodzi do następnych. Nie widzę innej przyczyny.

Człowiek w białym, lekarskim fartuchu obrócił się w stronę okna, westchnął.

- Może pan odejść, doktorze.

Drugi człowiek w takim samym ubraniu wyszedł z sali. Po chwili pierwszy odszedł od okna i powiedział:

- Na dzisiaj wystraczy. Proszę odpocząć, panie Hemme. Jutro czeka nas pracowity dzień.

Młody człowiek w szarej bluzie i jasnych jeansach zszedł z Animusa i skierował kroki do swojej celi.

Nazywał się Simmon Hemme, dla Abstergo był to Obiekt 19.

Mężczyzna usiadł przy biurku w swoim więzieniu, wyciągnął kartki i zaczął pisać.

„Niczego się ode mnie nie dowiedzą. Dzięki moim wrodzonym zdolnościom mogę kontrolować te wspomnienia, które Animus przywołuje. Nie potrafię naginać ich i kształtować wedle mojej woli, ale mogę je powtarzać w nieskończoność. To da IM czas na wyciągnięcie mnie z tego przeklętego miejsca...”

Zmęczenie dawało mu się we znaki, więc odłożył kartki i poszedł spać. Ostatnio nawet sen nie dawał mu wypocząć, budził się kilkakrotnie, oblany potem i przerażony. Czasem miał zwidy. - Za dużo Animusa - powiedział do siebie. Znał przypadki poprzednich Obiektów, którzy mieli podobne skutki uboczne. Przypomniał sobie Obiekt 16, który oszalał do tego stopnia, że własną krwią zostawił znaki w swojej celi. Nie chciał tak skończyć. Położył się i próbował zasnąć, nie chciał już o niczym myśleć.

Następnego dnia, wstawszy wcześnie rano, poszedł do łazienki wziąć prysznic. Przez kratkę wentylacyjną usłyszał rozmowę.

-...za długo to wszystko trwa, nie wierzę, aby Animus psuł się bez przerwy przez 2 tygodnie. Nic z niego nie wyciągniemy. Trzeba się go pozbyć.

- Zgadzam się, jego wspomnienia są do niczego i nie możemy się w nich cofnąć, a co gorsze pójść na przód, to strata czasu. Załatwimy to jeszcze dzisiaj...

Miał mało czasu. Dzisiaj chcą się go pozbyć. Musiał coś zrobić. Ale co? Nieustannie był monitorowany, znali każdy jego ruch i każde słowo, w każdym pomieszczeniu roiło się od strażników. Nie było opcji, żeby stąd nawiać samemu.

Człowiek w lekarskim fartuchu wszedł do celi.

- Dzień dobry, panie Hemme, dziś pana ostatni dzień tutaj, jeszcze jedna sesja w Animusie i jest pan wolny. Po wszystkim odstawimy pana do domu i o wszystkim zapomnimy. A teraz... proszę za mną.

Simmon wyszedł za doktorem, a ten odwrócił się do niego.

- Proszę zaczekać kilka minut, zaraz wrócę i zaczniemy.

- Jasne, doktorku.

W tym momencie do pomieszczenia wszedł strażnik z dużą paczką.

- Nowy komplet ubrań i jedzenie dla naszego gościa.

- Dobrze - odpowiedział mu doktor. - Proszę to zanieść do jego celi.

Odwrócił się do Simmona.

- Kilka minut panie Hemme, w tym czasie niech pan coś zje.

Doktor i strażnik wyszli. Chłopak otworzył paczkę. Zamiast zwykłego ubrania była tam bluza ze szpiczastym kapturem, chusta, spodnie dresowe i specjalne obuwie, dzięki któremu jego właściciel mógł się poruszać bezszelestnie. Wszystko w czarnym kolorze, tylko z tyłu bluzy wyszyty był wielki, czerwony orzeł. Oprócz tego była tam jeszcze mniejsza paczka. Simmon otworzył ją. Ku jego miłemu zaskoczeniu były tam dwa pistolety z tłumikami, amunicja, kilka bomb dymnych wielkości piłeczek ping-pongowych, malutkie fiolki z trucizną i najlepszy przyjaciel każdego asasyna - ukryte ostrze.

Zobaczył jeszcze małą kartkę, to był list, a w nim krótka i dosadna wiadomość: „Chcą Cię załatwić, bierz broń i uciekaj. Pomoc jest w drodze.”

Przebrany i uzbrojony postanowił zaczekać na doktora i zabić go. Chodząc po pomieszczeniu szukał najlepiej zacienionego miejsca, które znalazł na przeciwko drzwi po drugiej stronie sali.

Po chwili wszedł doktor. Gdy tylko drzwi się zamknęły, Simmon rzucił fiolką z trucizną, która roztrzaskała się tuż pod stopami naukowca.

- STRAŻ! STRAŻ! Powstrzymać teg... - nie zdążył dokończyć. Zaczął kaszleć, wdychając opary trucizny. Po chwili padł na ziemię i trząsł się, jakby miał atak serca. Kilka sekund później leżał martwy. Simmon podszedł do niego. W tym momencie do sali wpadli strażnicy i od razu zamachnęli się na niego pałkami. Schylił się przed pierwszym uderzeniem i jednocześnie chwytając pałkę drugiego, zatopił ostrze w gardle pierwszego strażnika. Trzymając pałkę drugiego, kopnął go w brzuch i skoczył na niego, wbijając ostrze w jego klatkę piersiową.

Chwilę stał nad strażnikami, wpatrując się w coraz większe plamy krwi na podłodze. Z uśpienia wyrwały go głośne kroki kolejnych strażników. Nie czekając, wyciągnął pistolety i stanął przed drzwiami. Gdy się otworzyły, zaczął strzelać, aż do wyczerpania magazynków. W ten sposób położył czterech strażników z paralizatorami. Wrócił do sali, gdzie zabrał doktorowi kartę, którą otwierano drzwi. Mając ją, zmienił magazynki i ruszył pędem przez korytarz do najbliższej windy. Przed nią stali kolejni dwaj strażnicy. Simmon rzucił w nich bombami dymnymi. Gdy tamci oślepli, jednemu strzelił w głowę, a drugiemu wbił ostrze między oczy.

Kartą uruchomił windę i zjechał na sam dół. Gdy zbliżał się do parteru, w całym budynku włączył się alarm. Winda dojechała, a gdy otworzyły się drzwi ujrzał...

- Co tak długo, Monica? Zaczynałem wariować w tej celi!

- Musiałam nacieszyć się chwilą wolności od ciebie.

Natychmiast wpadli sobie w ramiona i pocałowali się.

- Szybko Sim, Nicole i ja zajęłyśmy się strażnikami, Elliot czeka w aucie.

Ruszyli do wyjścia. Gdy ujrzeli Nicole, ta przytuliła Simmona na przywitanie.

- Dobrze, że znów jesteś z nami, Sim.

- Ja też się cieszę.

Pobiegli przez główne wejście do auta. Gdy wsiedli, Simmon i Elliot uściskali się przyjacielsko.

- Cholernie dobrze cię widzeć, kolego.

- Nie martw się, Elliot, nie zostawię cię już samego z dziewczynami.

Odjechali, zostawiając Abstergo daleko za sobą.

- To dokąd jedziemy na wycieczkę? - zapytał Simmon.

- Na Sycylię, mamy tam dobrze schowaną kryjówkę, a tamtejsi mieszkańcy są dla nas bardzo życzliwi.

- Wreszcie z dala od templariuszy – westchnął.

- Trzymaj! - Nicole rzuciła mu torbę - Zjedz coś, tam pewnie gówno dostawałeś.

- Żebyś wiedziała, wszystko było jak gówno.

Roześmiali się.

- Prześpijcie się trochę - powiedział Elliot - będziemy na miejscu za trzy godziny.

Pozostali posłuchali jego rady i wkrótce jedynymi dźwiękami były warkot silnika i piosenka, którą Elliot lubił nucić pod nosem.

***

- Jesteśmy na miejscu - powiedziała Monica. - Jak ci się podoba?

Nowa kryjówka asasynów była w potężnej piwnicy pod dużym domem na obrzeżach miasteczka Taormina. Świetnie wyposażona, podzielona na kilka pomieszczeń. Mogła uchodzić za normalne, duże mieszkanie. Dwie niewielkie sypialnie, kuchnia i jadalnia w jednym, mała łazienka i główny salon. Jego ściany oblepione były różnymi zdjęciami, mapami, rysunkami.

Biurka, przy każdym nowy komputer, a na środku salonu – ANIMUS.

- Kuchnia jest moja – powiedział Simmon – muszę sobie przypomnieć, co to jest normalne jedzenie. Każdy z was dostanie dzisiaj po ogromnej margharicie.

- Witaj w domu, kochanie – powiedziała Monica i pocałowała go w policzek.

- Dlaczego mnie nikt nie pocałuje, co? – zapytał Elliot. – Ej, Nicole...

- Spróbuj tylko, to tak ci przywalę, że nasz lekarz będzie miał zagadkę!

Wszyscy się roześmiali.

Po kolacji złożonej z obiecanych przez Simmona pizz, Monica zaproponowała:

- Może wieczorna sesja w Animusie? Co Ty na to, Sim?

- Daj spokój, Ty też chcesz mnie tym męczyć?

- Powiedz mi o czym były wspomnienia, które przerabiałeś w Abstergo.

- Poznałem mojego przodka, Sabela al' Nazara, to wnuk Altaira, wiem tyle, że podróżował przez pustynię do Akki, a stamtąd chciał płynąć do Chin. Dalej powtarzałem wspomnienia, żeby templariusze nie znaleźli nic co by mogło ich zainteresować.

- Bardzo obiecujące – powiedziała Nicole - gildia asasynów w Szanghaju podejrzewa, że pod Zakazanym miastem może znajdować się jeden z Fragmentów Edenu. Możemy się tego dowiedzieć badając wspomnienia Sabela.

- A gdzie jest to całe Zakazane Miasto ? – zapytał Simmon.

- W centrum Pekinu – wyjaśnił Elliot – to dawna nazwa kompleksu pałacowego, w którym mieszkał cesarz. Dziś jest to obiekt zabytkowy. Jak muzeum, każdy może wejść i zwiedzać.

- No ciekawe, czyli będziemy szukać Fragmentu Edenu w miejscu, gdzie codziennie przewijają się dziesiątki tysięcy turystów i kilkuset strażników. Bardzo, bardzo ciekawe.

- Nie martw się tak – powiedziała Monica – nawet nie wiemy na pewno, czy TO tam jest. Kiedy zbadamy wspomnienia twojego kolegi z przeszłości, będziemy wiedzieli na pewno. Może się okazać, że wcale tam nie pojedziemy i nie będziesz się wtedy martwił żadnymi strażnikami.

- Mam nadzieję – Simmon zamyślił się na chwilę po czym odrzekł – dobra, wejdę do Animusa. Zobaczymy, co ciekawego przeżył mój przodek.

- Super, przygotuję sprzęt – powiedziała Nicole.

- Ja jej pomogę – Elliot wstał – jeszcze tymi krzywymi rękami coś rozwali, albo strąci i nic nie będzie z... AAAAAUUUUU! – Nicole walnęła go w głowę – CO TO MIAŁO BYĆ?

- To jeden z powodów, dla których cię nie pocałuję – wyszczerzyła się do niego. Oboje odeszli do salonu.

Simmon i Monica też wstali. Dziewczyna wzięła go pod rękę i dołączyli do reszty.

- Dobra, wszystko gotowe, możemy jechać – powiedziała Nicole. – Siadaj Sim, chcę zobaczyć czy twój przodek był brzydszy od ciebie.

- Hahaha, bardzo śmieszne – odrzekł Simmon, siadając na czerwonym fotelu – Animusie.

Zamknął oczy i po chwili oślepił go jaskrawy blask, który zwiastował kolejne wspomnienia.

Koniec części I

  • Autor: piter97
  • Data dodania: 11-02-2013
Książka Assassin's Creed - Ostatni Potomkowie - Grobowiec Chana wydawnictwa Insignis

Komentarze / pokaż wszystkie (1)

1. piter97111-02-2013, 20:41Czekam na wasze komentarze. Zaczynam pisać część II i jestem ciekawy waszych opinii. Śmiało, piszcie :)

Dodaj komentarz

*Czy jesteś botem?
Składnia
ZnacznikPrzykład użyciaWynik
*pochylenie*Altair ma *różowego* kota.Altair ma różowego kota.
**pogrubienie**Altair **nie ma** kota.Altair nie ma kota.
~~spoiler~~Ojciec Altaira ~~Umar~~! :OOjciec Altaira Umar!
>cytat>requiescat in pacerequiescat in pace
© 2008 - 2017 zakon-ac.info • there is only ZAC
100
Patronat
Społeczność
Ładowanie...
Do góry
TOP5#19:
  1. FIFA Polonia
  2. Zakon Assassin's Creed
  3. Marvel Comics
  4. Markolf
  5. Need For Speed
wygraj płytę GIGABYTE dla gracza