Zakon Assassin's Creed


Kenway

Rozdział 1. – Prosty plan

Richard Kenway znany był przede wszystkim z punktualności. Dla niego południe było południem, a północ północą. Północ znaczyła dla niego dosłownie połowę nocy. Richard zwykł dzielić noc równo, matematyk powiedziałby, osią symetrii. Był to nawyk zawodowy. Cięcie. Szybkie, bezbolesne i skuteczne. Cięcie nie mające zadawać bólu, lecz wysyłać od razu w zaświaty. Zadaniem ludzi takich jak Richard nie było sądzenie, lecz odsyłanie na wyroki w świecie nieżywych.

Tego dnia również udało mu się zachować tę równowagę.

Spotkania ludzi takich jak on odbywały się zawsze o północy w opuszczonych dzwonnicach, niczym nie wyróżniających się małych kościołów. Oczywiście schody prowadzące na górę były zamykane przez kościelnego zawsze po ostatniej mszy w ciągu dnia. Zamki w drzwiach dla Richarda nie sprawiały żadnego problemu, jednak on i jego przyjaciele postanowili nie zostawiać za sobą żadnych śladów, toteż umówiono się że jedyna droga będzie prowadzić przez dach.

Można było zaobserwować, że im bardziej spóźniała się konkretna osoba, tym więcej miała do powiedzenia. Nawet to wychodziło Richardowi zawsze tak samo. Tyle samo słów, które oczywiście różniły się od siebie ze względu na poruszane tematy. Ostatni przyszedł William.

Było ich siedmiu.

O jednego za mało.

- Nic nie jest prawdziwe, wszystko jest dozwolone - zabrał głos najstarszy z obecnych, William. – Witajcie bracia Asasyni. Usiądźmy.

Richard znał już odpowiedź na tak męczące go pytanie. Za dobrze znał Will'a, i jego mimikę twarzy.

- Pewnie zastanawiacie się co z Bill'em. Powiem od razu. Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że zdradził. Dlatego też wiadomość o spotkaniu nie doszła do niego. Cóż, Bill jest również moim przyjacielem, ale wszyscy dobrze znamy kodeks…

Wszyscy spuścili wzrok i starali się zachować powagę. Jednak nie wyszło im to, Bill był przyjacielem ich wszystkich.

- Nie zmienia to jednak faktu - odezwał się po dłuższej chwili milczenia William - że nasz plan na jutrzejszy wieczór jest aktualny.

- Nie możemy Will, – wtrącił się Nicholas. - Bill wie o wszystkim. Nie uda się dotrzeć do Jacksona, wyłapią nas i wystrzelają jak kaczki. Nie możemy tak po prostu tam wejść i dać się im złapać jak na tacy.

- Racja, dlatego musimy nieco zmienić plan, ale nie przekładać całą akcję. Znowu zapadnie się pod ziemię i będziemy musieli planować wszystko od nowa, a z każdym dniem ktoś ginie z jego ręki. No właśnie, jakieś pomysły?

- Przebranie ? – zasugerował Matthew.

- Kilku z nas mogłoby się przebrać, ale nie wszyscy. - odparł Richard. – Bill zna nas wszystkich, lecz wątpię by pokazał się na przedstawieniu. Natomiast Jackson pozna mnie, Williama, Nicholasa i Bena. Ale ty, Jacob i Georg jesteście w pełni incognito.

- Jednak pozostaje kwestia samego zamachu… - przypomniał Nicholas.

- Rozdzielimy się – powiedział William. – Każdy z nas pójdzie w inny sektor. Mam dla wszystkich kopie planu opery. Wiem że wszyscy panowie byliście już w niej niejednokrotnie, lecz nigdy nie skupialiście się na wejściach bocznych. Matthew, Georg, Jacob, mam dla was ubrania Czerwonych Kubraków. Musicie się dostać do środka, kiedy zrobi się gorąco zadacie cios w plecy żołnierzom. To będzie nasz element zaskoczenia.

- Kto i jak dostanie się do Jacksona? – spytał Richard.

Nastała chwila milczenia.

- Ja zabiję sukinsyna - powiedział iście niezawodowo Will. Takie nieprofesjonalne akcje zdarzały się u niego rzadko, bardzo rzadko. – Wszyscy przez niego cierpieliśmy, ale ja jestem z nas wszystkich najstarszy, mam 45 lat, nie jestem w takiej formie jak Ezio, więc przypuśćmy że będzie to moja ostatnia duża akcja przed emeryturą… Nie ukrywam też, że będzie to dla mnie przyjemniejsze niż whisky, czy dajmy na to, bliskość kobiety…

Wszyscy się zaśmiali, jednak nie był to zupełnie szczery uśmiech. Był równie ulotny jak powietrze, wiedzieli że już nigdy nie będą się śmiać w towarzystwie Billa. Wiedzieli co muszą zrobić w jego sprawie, i o ile William rwał się do zabójstwa Jacksona, to o tyle nikt nie chciał wspominać o Billu…

William nie był zwolennikiem wróżb oraz innych tego typu głupot. Jednak tym razem przepowiedział sobie przyszłość. To rzeczywiście była jego ostatnia akcja… Nie tylko jego…

Rozdział 2. – Niekonwencjonalne sposoby

Richard jak zawsze wrócił do domu późną nocą. Jednak nigdy nie była to równa godzina. Kto wie, może nie chciał żeby wszystko co związane z domem nie przypominało mu o jego pracy. Jego żona, Sofia, zastanawiała się oczywiście co robi Richard o tak późnych porach w Londynie, ale on, a jakże, tłumaczył się pracą. No właśnie, gdzie pracował? Otóż Richard wiedział od młodości o Asasynach, ta wiedza była przekazywana z pokolenia na pokolenie, nie sądził jednak jak daleko posunie się jego chciane, czy niechciane, członkostwo w zakonie. Na początku pracował jako architekt w jednej z londyńskich stoczni. Pisał, rysował, projektował plany statków dwumasztowych oraz mniejszych. Ta praca przynosiła spore zyski i była zabezpieczeniem dla rodziny. Jednak rodzinna tajemnica i obowiązek zmusiły go do podjęcia działania w wojnie między Asasynami a Templariuszami. Próbował pogodzić obie prace ze sobą, jednak na próżno. W stoczni pracował już dziesięć lat, dla zakonu dwa miesiące. Wiedział co trzeba robić, zrezygnował z ciepłej posadki architekta i oddał się z poświęceniem służbie zakonowi. Okazało się, że z tego również można żyć, choć zamachy polityczne są bardziej niebezpieczne niż ukłucie się cyrklem podczas pracy. Wyłącznie dla zakonu pracuje już dwa lata. Został zastępcą Williama i to nie z powodów wybitnych przodków, lecz z powodu zasług, między innymi uratowania życia Willa. Nikt poza Richardem i Willem nie wiedział o jego korzeniach.

Co się tyczyło jego syna, Haythama, postanowił mu nie mówić o zakonie.

Wyręczyli go w tym Templariusze.

- Sofia, kochanie – powiedział Richard, cicho wchodząc do sypialni - Czemu jeszcze nie śpisz?

- Czekałam na ciebie – odparła miłym i ciepłym głosem.

Richard ściągnął płaszcz i cholewki, po czym położył się koło niej. Sofia była wyjątkowej urody, największym jej atutem były piękne, ciemne, lśniące i długie włosy, w które Richard uwielbiał się wtulać. Zapytacie, jak oni się poznali? Otóż obaj studiowali na tym samym uniwersytecie. Sofia będąc już wówczas piękną dziewczyną przykuwała uwagę wszystkich chłopaków, w tym również Richarda. Jednak znaleźli się i tacy którzy chcieli przykuć do niej nie tylko uwagę. O ironio losu, w tym miejscu o tym samym czasie zjawił się nie kto inny, jak Richard. Było ich trzech, szanse były marne, ale Richardowi udało się celnie rzucić w twarz jednego z wyrostków… cyrklem, a ten rozciął mu cały policzek, zostawiając za sobą brzydką, długowieczną bliznę. Przestraszeni arsenałem Richarda, uciekli w popłochu. Reszta zdarzeń jest oczywista…

- Co słychać w pracy? – spytała Sofia po dłuższej chwili głaskania włosów.

- Cóż… Bill opuścił nas, i przeniósł się do konkurencji… - odpowiedział Richard mimowolnie pochmurniejąc.

- Niemożliwe, nie Bill, to do niego niepodobne…

- A jednak…

- Ale to chyba nie kończy waszej przyjaźni, prawda?

- Nie wiem kochanie, muszę to sobie wszystko przemyśleć… - Richard czuł, jak jego twarz czerwienieje, Na szczęście w cieniu Sofia nie mogła tego zobaczyć.

- Na pewno wybierzesz dobrze… Hmm… Richard? – zapytała prosząco.

- Słucham?

- Jutro są urodziny Haythama, kończy dwanaście lat… pomyślałam że jest wystarczająco dojrzały żeby obejrzeć i docenić jakiś bardziej przyzwoity spektakl… Co ty na to?

- Cóż - Richard czuł się zmieszany. – dlaczego nie? Ale jutro nie mogę… oddajemy dwa ważne projekty dla armii… Może pojutrze?

- Skarbie… proszę cię, pracujesz jak wół, szczególnie ostatnio… ten jeden raz… proszę, dla mnie i dla Haythama…

Nie wiedział co odpowiedzieć, nie mógł przecież powiedzieć jej o zamachu… Co robić, myślał, co robić?

- Kochanie… Ale jutro jest tylko jeden spektakl, i to zamknięty…

- No tak, same ważne osobistości. Przecież ty też jesteś honorowym obywatelem… Proszę cię…

Richard wciąż nie wiedział co odpowiedzieć, brakowało mu argumentów. Sofia natomiast próbowała użyć swoich, niekonwencjonalnych, kobiecych sposobów. No dobrze, pomyślał, przecież to William ma zabić Jacksona… Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to uda nam się wyjść z opery bez najmniejszego problemu. Poza tym Haytham może posłużyć jako przykrywka, w razie wzbudzenia podejrzeń… Richard nie spieszył się z odpowiedzią, chciał jak najdłużej rozkoszować się jej środkami.

- No dobrze, już dobrze. Przekonałaś mnie.

- Dziękuję…- powiedziała jeszcze bardziej się w niego wtulając…

Książka Assassin's Creed - Ostatni Potomkowie - Grobowiec Chana wydawnictwa Insignis

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj komentarz

*Czy jesteś botem?
Składnia
ZnacznikPrzykład użyciaWynik
*pochylenie*Altair ma *różowego* kota.Altair ma różowego kota.
**pogrubienie**Altair **nie ma** kota.Altair nie ma kota.
~~spoiler~~Ojciec Altaira ~~Umar~~! :OOjciec Altaira Umar!
>cytat>requiescat in pacerequiescat in pace
© 2008 - 2017 zakon-ac.info • there is only ZAC
100
Patronat
Społeczność
Ładowanie...
Do góry
TOP5#19:
  1. FIFA Polonia
  2. Zakon Assassin's Creed
  3. Marvel Comics
  4. Markolf
  5. Need For Speed
wygraj płytę GIGABYTE dla gracza