Zakon Assassin's Creed


Zabójcza Wizja

Z naciągniętym na głowę kapturem przemierzał ulice swojego rodzinnego miasteczka. Szybkim biegiem minął miejsce, w którym zaprzysiągł krwawą zemstę zdrajcom. Minął zakręt; prawie wpadł na grupkę uradowanych ludzi. Tuż obok nich, kilkoro pijanych mężczyzn z butelkami w dłoniach, siedziało pod ścianą skromnego domku, zapraszając przechodniów do wspólnego picia; damy odziane w drogocenne suknie szły obok nich powolnym krokiem, chcąc zaprezentować wszystkie wdzięki jakimi obdarzyła je natura. Zza pleców wojownika dobiegał dźwięk pogwizdywania i niewyraźnego bełkotu. Zapewne pijani usiłowali poczęstować przechadzające się kobiety winem.

Wtem natrafił na miejsce, które zapamiętał na zawsze. Tak, tutaj po raz pierwszy zauważył kobietę, przy której poczuł się taki mały i bezbronny. Niby największy podrywacz w całej Florencji, a jednak rozmawiając z nią zapominał języka w ustach. Uśmiechnął się smutno, wypatrując pewnego budynku. Podszedł bliżej, tam, gdzie dostał drugą szansę. Ukradkiem zerknął na migoczące światełko, wydobywające się zza okna dobrze znajomego mu domu.

Zdążył jeszcze ujrzeć jak zdejmuje ozdoby ze swych włosów i kładzie je na toaletce. Była smutna... lub zmęczona; jak zwykle ubrana w lawendową suknię. Spojrzała w lustro, naprzeciwko którego siedziała. Westchnęła. Musiała być czymś zatroskana. Czyżby to jej ojciec coś zrobił? A może mąż?

Kobieta jeszcze przez chwilę spoglądała w swe lustrzane odbicie, później wstała powoli, jakby za chwilę miała upaść na podłogę i zdmuchnęła świecę.

Ezio śledził każdy jej ruch. Dawna miłość, którą porzucił w imię wyższych wartości. Gdy teraz o tym pomyślał... Christina nie była kobietą zasługującą na wciągnięcie w tą wojnę. Nie... była zbyt delikatna; jak te tulipany rosnące przed jej domem – ściśnięte mocniej łamią się.

Na chwilę zatracił się we wspomnieniach; o chwilę za długo, gdyż strażnicy, którzy przed chwilą go ścigali i po drodze zgubili, znów odnaleźli jego ślad.

- Tam! Tam jest! – krzyknął któryś z nich i cała grupa ruszyła naprzód.

Mężczyzna zaczął się zastanawiać, czy aby nie zostać i nie walczyć – tak podpowiadał mu honor. Lecz gdy ujrzał, że z grupy strażników wyłoniło się kilkoro aż nazbyt dobrze uzbrojonych ludzi z włóczniami, od razu rzucił się do biegu. Zwinnie pokonał ścianę jednego z pobliskich budynków i mknął przed siebie, obserwując po drodze miasto. Gdy przestał słyszeć już jakiekolwiek wrzaski ścigających go, przystanął na moment, aby nabrać oddechu.

Zaśmiał się w duchu – strażnicy uwielbiają przechwalać się, jacy to waleczni i mężni nie są, ale kiedy w grę wchodzi wspinaczka na dach, większość z nich rezygnuje. Tylko nieliczni postanawiają gonić ściganego, dopóki go nie złapią; jedni albo zostaną zepchnięci, albo leżą rozcięci na pół, w kałuży własnej krwi.

Mężczyzna spojrzał w dół, na grupę ludzi wybierających się na bal. Uśmiechnął się pod nosem i nabrał powietrza w płuca.

- Jestem Auditore! Jestem Asasynem i jestem z tego dumny! – wykrzyczał na całe gardło, unosząc przy tym ręce. Sam nie wiedział, czy oznajmia to ludziom w dole, którzy zaskoczeni szukali źródła tego krzyku, czy też martwym łucznikom, leżącym teraz pod jego nogami, albo może samemu sobie. Nie miał pojęcia. Ale jedno wiedział na pewno: nie pozwoli nikomu odesłać go do innego świata, dopóki nie osiągnie celu. Może i Francesco de' Pazzi uciekł, lecz już wkrótce i jego dosięgnie kara za zbrodnie jakich dokonał.

*

Od bardzo dawna Ezio nie czuł się tak beztrosko jak teraz. To wyglądało tak jakby radość ludzi wyruszających na bal, przeniosła się i na niego.

Ale potem przejrzał wewnętrznym okiem i rozproszył mgłę nieświadomości. Był zabójcą. Uczucie, jakiego doświadczał od wielu dni była nienawiść i chęć zemsty. Nie, na pewno nie był taki sam jak mieszkańcy Florencji. Już nie.

W mgnieniu oka cały otaczający go teren zaczął się rozsypywać. Budynki zatapiały się w ziemi, która chwilę później także zniknęła. W końcu i sam Ezio począł rozpływać się w powietrzu. Szaty Asasyna zawirowały w szalonym tańcu i zabrały go w paszczę nicości.

- Desmond, możesz już wyjść – damski głos dotarł do niego, jakby z innego świata. Minęło trochę czasu, zanim barman – były barman spostrzegł, co się dzieje. To Rebecca odłączała go od Animusa, tym samym zabierając Ezia. Umysł jego, jakby porażony, przypomniał sobie wszystko, co miało miejsce sekundy temu; Ezio zatopiony we własnych wspomnieniach.

Właśnie. Ezio. Tyle skołatanych w głowie myśli: co zrobić teraz? Czy tak wolno? Czy popełniam błąd? Czy oni są tego warci – czy ja jestem wart miecza, który osądził już tak wielu ludzi?

Mężczyzna czuł jak dylematy jego przodka przelewają się do jego głowy, powodując dziwny wir i bol czaszki. Nie spostrzegł się, że już wstał z maszyny. Przez moment wydawało mu się, że jest w całkowicie innym świecie; że to on jest teraz Eziem.

- Desmond, wszystko w porządku? – spytała Lucy, wyraźnie zaniepokojona dziwnym zachowaniem Asasyna. Chociaż nie tylko ona; Rebecca i Shaun także wpatrywali się w niego jak w jakiś ciekawy eksponat muzealny. – Desmond? – blond włosa kobieta podeszła do niego i położyła dłoń na ramieniu.

- Jasne, tylko... Jestem po prostu zmęczony – odparł Desmond i ruszył w kierunku drzwi wyjściowych.

-Gdzie idziesz? – zapytała Rebecca, nie odwracając wzroku od monitora laptopa. Mężczyzna miał taki mętlik w głowie, że ledwo co usłyszał pytanie, a głos Rebeki wydawał się strasznie nieznajomy. Z trudem domyślił się, do kogo należał.

- Muszę się przewietrzyć – odparł i zniknął za betonową ścianą. Nagły zawrót głowy spowodował, że musiał się o nią oprzeć, aby nie upaść. Nie chciał pokazywać nikomu jak ciężko mu jest. Teraz był pewien, że Efekt Krwi jest okropny i może doprowadzić go do śmierci. Ale... ale przecież mieli zadanie – musieli odnaleźć jabłko. Teraz to było najważniejsze. Może poprzez odnalezienie zaginionego artefaktu zdoła oczyścić z siebie poczucie winy, które nie daje mu spokoju; może zdoła zapomnieć o ostatnich dziewięciu latach, które spędził tak, jakby nie był świadom tego, że jest Asasynem. Nie chciał o tym myśleć, ani nawet wiedzieć. Zawsze, gdy nachodziły go myśli powiązane z dawnym życiem, od razu je odpychał i zajmował czymś innym.

Miał nadzieję na to, że Fragment Edenu odkupi jego winy.

*

Desmond z trudem wydostał się z budynku. Gdy tylko poczuł powiew świeżego powietrza na swojej skórze, odetchnął głęboko, pozwalając wietrzykowi oczyścić jego wnętrze. Od razu poczuł się lepiej, chociaż nie na tyle dobrze jak kiedyś; ciągle kręciło mu się w głowie, a krajobraz wokół niego zaczął wirować niczym szalona karuzela.

Nagle zza wielkiego dębu wychyliła się czyjaś głowa. Mężczyzna wytężył wzrok i ujrzał małego chłopca, odzianego w skromne, białe szaty, podobne do tych z epoki Altaira. Zapewne był to któryś z jego synów, którzy siedzą w jego podświadomości.

Asasyn znów miał zwidy, chociaż tym razem bardziej dokładne. Mógł dostrzec więcej detali na twarzy dziecka. Zawsze postaci były rozmazane, niekiedy nawet bez twarzy. Teraz zjawy były o wiele bardziej dokładne.

Więc tak wygląda nakładanie się rzeczywistości? –zapytał się w duchu, a po chwili dodał: Jeszcze kilka dni i zacznę malować ściany własną krwią.

To drugie akurat potraktował żartobliwie, chociaż zląkł się, gdy myśl ta wywołała u niego dziwny dreszcz.

Postanowił ignorować chłopca i odwrócił głowę w drugą stronę. Nie mógł sobie pozwolić na jakiekolwiek odloty. I co by pomyśleli pozostali, gdyby zauważyli jak rozmawia z... powietrzem? Pewnie zabroniliby mu wstępu do Animusa na co najmniej kilka dni.

Wtem poczuł, jak ktoś łapie go za rękę i zmusza do spojrzenia w dół. To był on. Mały chłopiec, który jeszcze przed chwilą chował się za drzewem.

- Ojciec powiedział, że miecze są niebezpieczne. Uważaj, żeby się nie skaleczyć. – powiadomił zdumionego mężczyznę i pobiegł przed siebie, aby wkrótce zniknąć wraz z tchnieniem wiatru. Przez chwilę słyszalny był jeszcze jego dziecięcy i szczery śmiech, który odbijał się niczym echo w uszach Desmonda.

Pomimo, że ten przysięgał sobie, iż nic go już nie zdziwi, tym razem znów nie mógł się otrząsnąć. Pierwszy raz zjawa coś do niego powiedziała. I nie wyglądało to jak obraz przeszłości... Nie, raczej jakby dziecko specjalnie przyszło tutaj, aby go ostrzec.

Mężczyzna uśmiechnął się gorzko i potrząsnął głową.

- Paranoik – mruknął do siebie i skierował się w stronę kryjówki.

*

Zaraz po wyjściu Asasyna, wszyscy spojrzeli na siebie porozumiewawczo i dosiedli się do swoich laptopów. Już kiedyś postanowili pisać do siebie e-maile, gdyby chodziło o ważne sprawy, a tym bardziej o sprawy dotyczące Desmonda – nie chcieli, aby cokolwiek usłyszał.

Jako pierwsza napisała Rebecca, która chyba też jako pierwsza zauważyła dziwne zmiany we współpracowniku, gdy przebywał w Animusie. Teraz o wiele trudniej było go wyciągnąć z nierealnego świata, niż wcześniej.

  • -------------------------------------------------
  • Od: Rebecca Crane
  • Do: Lucy Stilman, Shaun Hastings
  • Temat: Przerwa
  • -------------------------------------------------
Myślę, że powinniśmy zaprzestać używania Animusa na parę dni. Z Desmondem jest coraz gorzej. Coraz trudniej jest mi wyciągnąć go ze świata Ezio, a dzisiaj nawet zaczął się opierać. Dla jego dobra powinniśmy zrobić sobie przerwę.
  • -------------------------------------------------
  • Od: Lucy Stillman
  • Do: Rebecca Crane, Shaun Hastings
  • Re: Przerwa
  • -------------------------------------------------
Też się nad tym zastanawiałam. Ostatnio zauważyłam, że coraz częściej ma "zwidy", które stara się przed nami ukryć. Ale widocznie nie jest dobrym aktorem.
  • -------------------------------------------------
  • Od: Rebecca Crane
  • Do: Lucy Stillman, Shaun Hastings
  • Re:Re: Przerwa
  • -------------------------------------------------
Tylko jak powiemy mu, że chcemy zrobić przerwę? Nie powinniśmy mówić tego wprost.
  • -------------------------------------------------
  • Od: Shaun Hastings
  • Do: Rebecca Crane, Lucy Stillman
  • Re:Re:Re: Przerwa
  • -------------------------------------------------
Dlaczego nie? Przecież Desmond wie, co się z nim dzieje. Najlepiej z nas wszystkich.
  • -------------------------------------------------
  • Od: Lucy Stillman
  • Do: Shaun Hastings, Rebecca Crane
  • Re:Re:Re:Re: Przerwa
  • -------------------------------------------------
Shaun, wracaj do swoich historycznych bzdetów.
  • -------------------------------------------------
  • Od: Shaun Hastings
  • Do: Lucy Stillman, Rebecca Crane
  • Re:Re:Re:Re:Re: Przerwa
  • -------------------------------------------------
Po pierwsze: to nie są bzdety. Po drugie: dlaczego mamy owijać w bawełnę?
  • -------------------------------------------------
  • Od: Rebecca Crane
  • Do: Lucy Stillman, Shaun Hastings
  • Re:Re:Re:Re:Re:Re: Przerwa
  • -------------------------------------------------
Po prostu zabierzmy go do miasta i powiedzmy, że należy nam się odrobina rozrywki. Pójdziemy we trójkę do jakiegoś pub'u i rozluźnimy się. Alkohol będzie w tym pomocny :)
  • -------------------------------------------------
  • Od: Shaun Hastings
  • Do: Rebecca Crane, Lucy Stillman
  • Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re: Przerwa
  • -------------------------------------------------
Hej, hej! Jak to we trójkę? Becca, zostajesz? :( Czy olewamy Desmonda i idziemy bez niego? :D
  • -------------------------------------------------
  • Od: Lucy Stillman
  • Do: Shaun Hastings, Rebecca Crane
  • Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re: Przerwa
  • -------------------------------------------------
Rebecca miała na myśli to, że TY zostaniesz Shaun, aby popilnować kryjówki :)
  • -------------------------------------------------
  • Od: Shaun Hastings
  • Do: Lucy Stillman, Rebecca Crane
  • Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re: Przerwa
  • -------------------------------------------------
Co? Ale dlaczego? Ja pracuję tu dłużej niż on i w sumie robię o WIELE więcej niż ciągłe siedzenie na tyłku i zabijanie nierealnych nieprzyjaciół.
  • -------------------------------------------------
  • Od: Lucy Stillman
  • Do: Shaun Hastings, Rebecca Crane
  • Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re: Przerwa
  • -------------------------------------------------

O ile pamiętam, miałeś odkupić mój jogurt – tego nie zrobiłeś. Miałeś za karę sprzątać przez tydzień – tego też nie zrobiłeś. Desmond przynajmniej jest terminowy.

Becca, to o której idziemy? :)

  • -------------------------------------------------
  • Od: Shaun Hastings
  • Do: Lucy Stillman, Rebecca Crane
  • Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re: Przerwa
  • -------------------------------------------------
To Desmond ma jakieś terminy? Bo z tego, co zauważyłem, to wychodzi z Animusa kiedy i na ile chce i nikt nie mówi mu ile czasu powinien spędzać dziennie w Animusie, a co najważniejsze, nikt nie mówi mu do kiedy ma to zrobić.
  • -------------------------------------------------
  • Od: Rebecca Crane
  • Do: Lucy Stillman, Shaun Hastings
  • Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re: Przerwa
  • -------------------------------------------------

Lucy: Może o dziewiątej?

Shaun: O ile pamiętam, to Desmond ma termin, który podała mu Ta, Która Była Przed Nami.

  • -------------------------------------------------
  • Od: Shaun Hastings
  • Do: Rebecca Crane, Lucy Stillman
  • Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re:Re: Przerwa
  • -------------------------------------------------
Powiedzcie mi tylko jedno: dlaczego bez przerwy go bronicie?

Lucy już zabierała się za odpisywanie wścibskiemu Shaunowi, gdy nagle cała trójka usłyszała czyjeś kroki. Szybko wylogowali się z poczty i zaczęli stukać palcami w klawiaturę, robiąc przy tym niewinne minki. Nie odrywali oczu od ekranów, które mieli przed nosami. Jednak po chwili jedną z Asasynek coś skusiło, aby spojrzeć na Desmonda.

Stał on niepewnie i wpatrywał się w odległy punkt na ścianie. Zapewne miał kolejną wizję.

*

Z trudem wrócił do kryjówki, podpierając się przy tym o ścianę, póki jeszcze mógł. Gdy znajdzie się w zasięgu widzenia Rebeki, Shauna i Lucy, powinien zachowywać się naturalnie.

Tak, zachowywać się naturalnie, podczas gdy wokół ciebie biegają Templariusze sprzed kliku wieków – prychnął w myślach. Przemógł okropny ból czaszki i odetchnął, chcąc otoczyć się niewidzialną aurą spokoju – Nic się nie dzieje, nie musicie się martwić.

Chociaż szkoda, że tak nie było naprawdę.

Gdy przekroczył próg oświetlonej salki, zauważył, że wszyscy byli nadzwyczajnie skupieni na swojej pracy. Zazwyczaj można było usłyszeć docinki Shauna pod adresem Rebeki, albo i Desmonda, a teraz... cisza, spokój, zupełnie jakby nie istniał ktoś taki jak Hastings.

Tak, w idealnym świecie Shaun nie posiadał ust.

Desmond uśmiechnął się lekko, pomimo bólu, jaki mu to sprawiło i podszedł bliżej do Animusa. Jednak coś go zatrzymało.

Na końcu salki stało bardzo znajome mu drzewo – takie samo, zza którego ukazał mu się chłopiec. I, o dziwo, ten sam dzieciak znów wychylał się zza rośliny, spoglądając na mężczyznę niskiej postury, który zmierzał w stronę Asasyna.

Miecze są niebezpieczne! Uciekaj! – słowa dziecka odbiły się w jego czaszce, zupełnie, jakby znów zostały wypowiedziane przez chłopca.

Templariusz był coraz bliżej Desmonda, a jego miecz skierowany był w sam środek szyi mężczyzny.

Asasyn stał przerażony, wpatrując się w zbliżającego się wroga... Ale chwila. Przecież zjawy nie mogą nic mu zrobić. To tylko wytwory wyobraźni, które...

Coś zakłóciło jego rozmyślania. Okropny ból w czaszce zniknął w jednej sekundzie, a przeniósł się teraz do okolic brzucha. Poczuł, jak dostaje mdłości. Zgiął się wpół i wypluł dziwną ciecz, która zaczęła zbierać się w jego ustach. Plama przez nią zostawiona była czerwona. CZERWONA.

Desmond zauważył, że jego dłonie zrobiły się mokre. Spojrzał na nie... były ubrudzone krwią. Kolejną chwilę zajęło mu spostrzeżenie następnego faktu – ta krew należała do niego. W brzuchu miał głęboką i poszarpaną ranę. Miecz zjawy przeszył go na wylot. Poczuł jak traci równowagę i upada na ziemię.

Ostatnie, co zapamiętał, to krzyk Lucy wołającej jego imię. Potem zapadła ciemność.

  • Autor: Enja
  • Data dodania: 04-09-2012
Książka Assassin's Creed - Ostatni Potomkowie - Grobowiec Chana wydawnictwa Insignis

Komentarze / pokaż wszystkie (6)

1. ezio17105-09-2012, 16:17świetne opowiadanie gratulacje :-D
2. Szwejku98208-09-2012, 14:09Opowiadanie bardzo fajne, ma w sobie te emocje. Niestety krótki i mam nadzieje że napiszesz coś jeszcze.
3. Enja408-09-2012, 19:27@Szwejku98
Zaczęłam pisać drugą część i może wkrótce się ukarze.
I jest mi bardzo miło, że komuś się to podoba :)
4. brotherhood098515-09-2012, 22:28Fantastyczne ;)
5. martinezsobota522-09-2012, 23:36Enja może pisać opowiadania o alternatywnej teraźniejszości w świecie Assassin's Creed ;) Od teraz masz oficjalnego fana Twoich opowiadań. :)
6. Enja424-09-2012, 22:17@martinezsobota - Dla fanów wszystko :] I dziękuję za opinię :)

Dodaj komentarz

*Czy jesteś botem?
Składnia
ZnacznikPrzykład użyciaWynik
*pochylenie*Altair ma *różowego* kota.Altair ma różowego kota.
**pogrubienie**Altair **nie ma** kota.Altair nie ma kota.
~~spoiler~~Ojciec Altaira ~~Umar~~! :OOjciec Altaira Umar!
>cytat>requiescat in pacerequiescat in pace
© 2008 - 2017 zakon-ac.info • there is only ZAC
080
Patronat
Społeczność
Ładowanie...
Do góry
TOP5#19:
  1. FIFA Polonia
  2. Zakon Assassin's Creed
  3. Marvel Comics
  4. Markolf
  5. Need For Speed
wygraj płytę GIGABYTE dla gracza